niedziela, 31 lipca 2016

Podsumowanie miesiąca lipca. Ulubieńcy, blogi i wydarzenia- zapraszam :)

Witajcie :)
Kończy się weekend i kończy się miesiąc. Jak zawsze w niedzielę przygotowuję dla Was notki na kolejny tydzień. Poodpisywałam Wam już na komentarze, więc teraz czas na post. Jako że teraz na kanale rzadko pojawiają się ulubieńcy i ogólnie mało mówię co u mnie to postanowiłam stworzyć post, w którym podsumuję cały miesiąc i opowiem Wam o wszystkim, co mogło być godne uwagi. Gotowi?:) Zapraszam!


1. WYDARZENIE MIESIĄCA.

W tym miesiącu praktycznie co weekend czekało na mnie coś fajnego (akurat ten ostatni mam wolny). Na samym początku miesiąca miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu blogerek w Suchej Beskidzkiej. Poznałam naprawdę sporo dziewczyn, miałyśmy okazję pogadać, pośmiać się. Naprawdę, jeżeli macie możliwość uczestniczyć w takim wydarzeniu, koniecznie idźcie! Blogosfera strasznie poszerza horyzonty, a poznanie drugiej takiej zakręconej jak Wy, to super sprawa!
Więcej możecie poczytać tutaj.


Kolejnym ważnym dla mnie wydarzeniem był ślub mojej kuzynki. Jak wiecie nie mogłam się zdecydować na sukienkę, w końcu szyłam na zamówienie i wybrałam stylizację folk. Włosy zajęły mi około 1,5h pracy, a paznokcie coś koło 2h. Koniec końców byłam bardzo zadowolona z tego jak wyglądam i wczoraj miałam okazję obejrzeć w końcu płytę z wesela :). Uwielbiamy takie imprezy i znowu za jakiś czas chętnie bym się przeszła. Dobrze że w październiku czeka mnie powtórka ;)
Więcej zdjęć znajdziecie w tej notce.


Nie mogłam również zapomnieć w tym zestawieniu o naszym wyjeździe do Zakopanego. Powiedzcie mi,jak to jest, że RAZ na rok. Serio RAZ na rok wyjeżdżamy gdzieś na weekend i ciągle pada? Od piątku do niedzieli ciągle padał deszcz. Mało tego, było tylko 9'C. Oczywiście jak byliśmy na miejscu nie mogliśmy przegapić mety TOUR DE POLOGNE. Zmokliśmy, zmarzliśmy i praktycznie jest to nasze jedyne zdjęcie z tego wyjazdu. Oczywiście wyszłam na nim jak bałwan. 


2. KOSMETYK PIELĘGNACYJNY MIESIĄCA


U mnie pielęgnacja wygląda dwojako. Są dni, kiedy mam ochotę wsmarować w siebie absolutnie wszystko zaczynając od włosów na piętach kończąc, ale są też dni, że wezmę prysznic i nawet mi się nie chcę nałożyć balsamu. Jedynym kosmetykiem pielęgnacyjnym, którego używałam cały miesiąc był krem z filtrem. Jak dla mnie jest bezkonkurencyjny i chociaż nigdy wcześniej nie dbałam o twarz tak jak teraz to wiem, że ten produkt zostanie ze mną naprawdę na długo. Kupiłam go z totalnej głupoty jak ja to mówię, ale znowu mam dowód na to, że spontany są najlepsze;)
Więcej o nim możecie poczytać tu 


3. KOSMETYK KOLOROWY MIESIĄCA


Tu faworytów mam dwóch i o ile o tym jednym przeczytałam setki notek, to o tym drugim nie słyszałam nic. Zacznę najpierw właśnie od podkładu, który podbił absolutnie moje serce. Nie jestem jakąś wielką testerką podkładów, bo zazwyczaj przyzwyczajam się do jednego i używam go dłuższy czas, ale ten produkt dostałam na spotkaniu blogerek i pokochałam od pierwszego użycia! Na początku obawiałam się, że może być dla mnie za jasny, ale idealnie się dopasował do mojej cery. Pięknie się utrzymuje, nie tworzy maski.. No podkład marzenie! 
Więcej o nim pisałam tutaj.


I kolejny produkt, który pewnie nie zdziwi nikogo. Mowa oczywiście o płynnych matowych pomadkach z GR. Rzadko ulegam modzie na jakieś blogowe hity, ale tą pomadkę kupiłam z myśla o weselu nie zawiodłam się ani trochę! Długo utrzymywała się na ustach, nie wysuszyła mnie i naprawdę bez obaw mogłam jeść, pić i robić co chcę:) Wiadomo, po dłuższym czasie odrobinę się zjadła od środka, ale to w tak małym stopniu że wystarczy chwila żeby to poprawić i znowu wyglądamy pięknie:).
Swoje pierwsze wrażenie opisałam w tym poście.


4. AKCESORIUM MIESIĄCA


Czy tylko dla mnie słowo 'akcesorium' wydaje się dziwne, śmieszne i kojarzy się z planetarium:D? Wiem, jestem dziwna :). A więc wracając do akcesorium niekwestionowanym faworytem w tej kwestii okazał się pędzel z Deni Carte bez którego konturowanie to nie to samo co kiedyś :). Wygląda bardzo ekskluzywnie, super się sprawdza, jest tani. Czego mi więcej trzeba do szczęścia?:)
Więcej informacji o nim tutaj.



5. BLOG MIESIĄCA


W tym miesiącu nie mam żadnego faworyta jeżeli chodzi o blogi, ale chciałabym Wam pokazać koniecznie na IG jeden profil, który jest dla mnie najlepszy. Chodzi mi o mamę ginekolog. Niesamowite historie, śmieszne zwroty akcji i porady. Niech Was nie zmyli nazwa! Wcale strona nie jest w 99% poświęcona dzieciom! Nicole pisze #instaserialomilosci, który już wkrótce zostanie wydany w formie książki:)
Fajnie się zapowiada no nie?:)



Jak Wam się podobają moi ulubieńcy:)?

sobota, 30 lipca 2016

Ombre+syrenka+gradient=paznokcie idealne :)

SOBOTA!
Tak właśnie chcę się dziś z Wami przywitać:) Uwielbiam, kocham, kocham i uwielbiam :) Dziś oczywiście standardowo domowe porządki, potem jedziemy do mamy i jutro znowu wolne :). Wszystko by dziś było spoko, gdyby mnie nie bolała głowa tak strasznie.. Nie wiem czy to pogoda czy co?
Dziś chciałabym Wam pokazać pazurki, które robiłam wczoraj w Beauty Club Leśna. Wcześniej miałam kwadraty,a  teraz postawiłam na migdałki. Pierwszy raz spróbowałam również syrenki i szkła. Jak dla mnie, zdobienie idealne. Bardzo bym prosiła osoby, którym się coś nie podoba, o nie wyrażanie tego w wulgarny sposób, bo naprawdę ja jestem zadowolona w 100% i nie chcę robic przykrości osobie, która zdobienie wykonywała bo gdyby coś było nie tak, na pewno bym jej o tym powiedziała. Tak jak wspomniałam na snapie (kochamkolorki93) krytyka- ale konstruktywna w każdej sytuacji!








Lubicie syrenkę i szkło?

czwartek, 28 lipca 2016

WYZWANIE: Makijaż bez rzęs!

Hej!
Pisząc ten post jest środa, prawie 00.00 godzina, a ja muszę bardzo cichutko pisać, choć moje sztuczne paznokcie tego nie ułatwiają :). Piszę post w nocy ponieważ wiem, że jutro (czyli jak to czytacie to dziś) po pracy wybieram się na shopping i na pewno wrócę wypompowana do tego stopnia, że tylko poćwiczę i zasnę. Dużo pisania nie będzie. Chciałam Wam pokazać makijaż wykonany jedną paletą, ale bez doczepianych rzęs. Pewnie zapytacie dlaczego. A no dlatego, że zamówiony przez mnie komplet sztucznych rzęs jest tak krótki, że gubią się one między moimi naturalnymi. W sumie są nawet krótsze;)
Jak to czytacie to pewnie na kanale też już jest filmik jak wykonać taki makijaż. Zapraszam do oglądania.






Używacie często sztucznych rzęs?:)

środa, 27 lipca 2016

Minął niecały miesiąc, a ja już go kocham! + powrót do przeszłości:)

Witajcie!
Ale fajnie, że już połowa tygodnia:) Jeszcze tylko dwa dni i weekend! Macie jakieś plany? Ja chciałabym się wybrać do babci i może w końcu trochę poopalać? Jestem tak niesamowicie blada, że aż strach! Ja chyba nigdy nie doczekam się pięknej opalenizny:(

W dzisiejszej notce chciałabym Wam przedstawić podkład, który na chwilę obecną pobił wszystkie podkłady, które miałam do tej pory. Jak dla mnie, jest numerem 1 i już 'zaraziłam' nim moją mamę. Jesteście ciekawe co to za nowy ulubieniec?:)



Ten post powinnam zacząć od słów 'Dawno, dawno temu...' kiedy Paulina jeszcze błądziła w otchłaniach blogosfery dostałam próbkę bazy, którą postanowiłam wykorzystać i zrecenzować (tak, recenzowałam 3 lata temu próbki). Jakiś czas później kupiłam sobie pełnowymiarową wersję produktu i stwierdziłam, że jest dla mnie idealny. Po co o tym mówię, bo właśnie była to baza z firmy DAX Cashmere,a  teraz, po kilku latach trafił do mnie fluid-baza właśnie z tej samej firmy.
ps. jak chcecie poczytać moje 'wypociny' z 2013 roku, to koniecznie przenieście się tutaj do przeszłości.


Produkt dostałam na lipcowym spotkaniu blogerek w Suchej Beskidzkiej. Ucieszyłam się od razu. bo przypomniałam sobie właśnie o tej bazie, którą opisywałam Wam wyżej. Miałam mały problem z wyborem koloru bo obawiałam się, że 01 okaże się za jasny, ale tak jak pisałam na początku- ja się chyba nigdy w życiu nie opalę na jakiś ładny kolor. Wybrałam 01 i nie żałuję! Jest idealny dla mnie. Nie za ciemny, nie za jasny. Mam wrażenie, że był właśnie stworzony dla mnie ;). Podkład, bo nie będę go nazywać 'fluidobaza' znajdujemy w tekturowym opakowani, na którym naprawdę znajdziecie sporo informacji o produkcie. Opisane są również poszczególne składniki, które znajdują się w produkcie. Szczerze, to raczej nie zwracam na to uwagi, ale jak zobaczyłam hasło: 'Olej migdałowy' to musiałam poczytać więcej o składzie. Oprócz tego producent zapewnia nas o kaszmirowej gładkości, doskonałym kryciu i lekkiej konsystencji. O ile rzadko się zgadzam z producentem tak tu muszę się zgodzić w 100%!



Uwierzcie mi, że odkąd zaczęłam się malować,  a będzie już z 8 lat, przetestowałam MNÓSTWO podkładów. Od Giordani Gold,  Rimmel, po Maybelline i wiele innych. Nie jaram się zazwyczaj żadnymi produktami tak jak tym. Dlaczego? Pierwsze o czym wspomniałam wyżej to kolor. Nie wiem, czy akurat ten jest tak do mnie dopasowany, czy ten podkład sam dopasowuje się do cery, ale nie ma absolutnie różnicy między moim naturalnym kolorem cery, a twarzy, po aplikacji podkładu. Ma bardzo, ale to bardzo lekką, aczkolwiek lejącą konsystencję. Nie wiem jak przebiega aplikacja innymi akcesoriami, ale ja zawsze aplikuję go gąbeczką. Wystarczy kilka kropek na twarzy i już mam przepięknie wyrównany koloryt. Można nim budować krycie. Na chwilę obecną nie potrzebuję mocnego, bo moja cera się uspokoiła, ale jestem pewna, że dałby sobie spokojnie radę z większymi niespodziankami. To co lubię w podkładach, to zapach. Ten pachnie delikatnie, słodko, trochę migdałami? Jak najbardziej jestem na tak:) Podkład zazwyczaj na mojej twarzy jest codziennie ok. 8/9h i nic się z nim nie dzieje. Produkt NIE podkreśla skórek, nie wchodzi w załamania i nie jest widoczny na twarzy! Moi rodzice jak zobaczyli mnie 'w nim' pierwszy raz to myśleli, że nie mam na sobie żadnego podkładu, a koloryt był maksymalnie wyrównany i wszystkie blizny pięknie zakryte. 


Nie wiem co mam Wam jeszcze o nim pisać. Dla mnie jest ideałem i już :). Używając go zauważyłam jeszcze dodatkowe nawilżenie twarzy, które uwierzcie mi, jest dla mnie absolutnie niezbędne. Moja mama od razu się w niego zaopatrzyła w Rossmannie z tym, że ona wybrała sobie numerek dwa. W cenie regularnej kosztuje ok 35 zł, więc wydaje mi się, że nie jest to dużo biorąc pod uwagę fakt, że produkt (jak dla mnie) nie ma wad.

Znacie ten produkt?:)
Jakie macie ulubione podkłady?

wtorek, 26 lipca 2016

Jak w praktyce sprawdza się sztuczne lustro na ustach?

Hej hej :)
Co u Was słychać?:) U mnie bez zmian stety/ albo niestety:) Trochę planów się powoli klaruje na przyszłość i znalazłam na Alliexpress coś, co będę chciała Wam koniecznie wkrótce pokazać! Powiem Wam, że jak w realu to będzie wyglądać tak jak na zdjęciach, to naprawdę wielkie WOW!
W dzisiejszej notce chciałabym Wam przedstawić produkt, który również zakupiłam na promocji w Rossmannie. Tym razem nie skusiły mnie opinie innych osób, skusiły mnie obietnice producenta. Czy spełniły się tak jak nas zapewnia?


Piękny, elegancki design. Czerń i złoto czyli połączenie dla mnie idealne . Małe, poręczne opakowanie, które naprawdę super się prezentuje. Niestety, ale tu już była moja wina, trafiłam na macaną pomadkę. Niestety nie zauważyłam, że zerwane jest zabezpieczenie, które łączy zakrętkę z opakowaniem. Niestety, to tylko i wyłącznie moja głupota. W sumie może nawet nie tyle głupota co pośpiech, ale cóż. Na następny raz zapamiętam, żeby dokładnie się przyjrzeć.


Kolor pomadki mnie oczarował! Nie jest to zwykły nudziak, tylko kolor, który podchodzi pod róż. Nie wiem jak Wy, ale mi kompletnie nie pasują brązowe nudziaki. Zdecydowanie bardziej wole te, które wpadają w delikatny róż. W tym wypadku właśnie tak jest. Pomadka jest wysuwana. Nie zacina się, ale co zauważyłam, strasznie szybko się topi. Niestety jest to dla mnie już pierwszy minus, ponieważ na tych upałach strach ją nosić w torebce. Zresztą, na którymś kolejnym zdjęciu zobaczycie, co się z nią dzieje właśnie po kilku godzinach w cieple.


Widzicie co się stało? Niestety, po powrocie z zakupów musiałam ją włożyć do lodówki, bo w zakrętce znajdował się praktycznie cały szczyt pomadki. Wiadomo, tego już nie dało się odzyskać. Pomadka ma delikatny zapach. Delikatny, ale bardzo przyjemny. Utrzymuje się na ustach, dopóki na nich utrzymuje się pomadka. No właśnie, jak jest z jej trwałością?


Niestety słabo... tak samo jak z wyglądem na ustach i aplikacją. Może po kolei. Trwałość zaliczam do bardzo, a nawet do bardzo przeciętnych. Musiałabym nie mówić, nie jeść i nie pić, żebym mogła się nią nacieszyć dłużej na ustach. Aplikacja jest niesamowicie trudna, ponieważ pomadka wyjeżdża za kontur. Tak wiem, że dziwnie to zabrzmi, ale nawet jak używam precyzyjnego pędzelka do aplikacji, to już po chwili pomadka się topi i spływa. Próbowałam już różnych sposobów, ale niestety nic nie pomaga. Efekt lustra? Niestety nie odnotowałam. Dla mnie to po prostu efekt mokrych ust. Bardzo mokrych. Powiedziałabym nawet obślinionych, co nie wygląda fajnie. 
Niestety, zawiodłam się na produkcie i na pewno nie kupię ponownie...

Znacie te pomadki?

poniedziałek, 25 lipca 2016

Perfekcja wykonania i absolutna miękkość!

Cześć!
Jak Wam się zaczął poniedziałek?:) Jestem w szoku, że dziś zaczyna się ostatni tydzień lipca! Jeszcze tylko miesiąc i koniec wakacji! Na szczęście ja od października zaczynam dopiero uczelnię, ale wszystkim moim czytelnikom, którzy wracają do szkoły we wrześniu życzę, żeby jak najlepiej wykorzystali ten wolny miesiąc!
Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o pędzlu, który dostałam od Deni Carte. Jak wiecie, rzadko można u mnie znaleźć recenzję pędzla, bo raczej nie powiększam swoich zbiorów, ale o tym okazie musicie poczytać koniecznie!


Mam około 50 sztuk pędzli. W mojej kolekcji znajdziecie takie firmy jak: Lancrone, Hakuro, chińskie puchacze, jak również kilka sztuk pędzli właśnie z Deni Carte. Jak na razie żaden pędzel z tej firmy mnie nie zawiódł i wiedziałam, że również nie zawiodę się tym razem. Wizualnie, pędzel bardzo przypomina mi te modele z Hakuro. Czy również jakość i wykonanie są porównywalne?


Nie wiem jak Wy, ale ja strasznie lubię pędzle, ,które właśnie mają taki design. Czarna rączka i srebrna/złota skuwka. Moim zdaniem niesamowicie elegancko to wygląda i pięknie prezentuje się na toaletce. Od razu, kiedy zobaczyłam ten pędzel wiedziałam, że idealnie wpasowuje się w moje gusta:) Włosie jest dwukolorowe co nie ukrywam, że również od razu mi się spodobało. Wiecie co? My to kobiety jesteśmy czasem dziwne. Nie ważne jak coś działa, ważne żeby wyglądało:). Na szczęście tu i wygląd i działanie idą w parze!:)


Producent pisze, że pędzel idealnie nadaje się do produktów, do konturowania twarzy. U mnie najlepiej sprawdza się do rozświetlacza. Nie próbowałam go do różu czy bronzera, bo po prostu do tych produktów mam już swoich ulubieńców. Nie zaprzeczam, że również działał by dobrze, ale nie przekonałam się o tym osobiście. Włosie jest NIESAMOWICIE mięciutkie! Serio, mogłabym się nim miziać i miziać cały czas! Lekko zaokrąglony kształt sprawia, że właśnie idealnie możemy nim modelować obszar w okolicach kości policzkowej. Jak możecie zauważyć, pędzel jest syntetyczny. Na chwilę obecną nie zauważyłam ubytku ani jednego włoska. Na drewnianej rączce widnieje napis o nazwie pędzla i jego konkretnym modelu.


Jeżeli szukacie pędzla, który jest precyzyjny, niesamowicie miękki, pięknie się prezentuje i nie jest drogi- to ten pędzel jest Wasz i musicie go mieć! Jestem nim oczarowana i tak jak napisałam na początku, żaden pędzel z tej firmy mnie nie zawiódł.

Jeżeli chcecie go kupić, zapraszam Was tutaj.

Jakie macie ulubione pędzle do konturowania twarzy?:)

niedziela, 24 lipca 2016

Taki piękny kolor, a taki wielki bubel...

Witajcie;)
No i koniec weekendu :( Co robiliście? Ja wczoraj cały dzień sprzątałam, a dziś ogarniam sprawy blogowe. Niestety, w tygodniu nie mam zbytnio czasu na codzienne pisanie notek, więc zrobię to dziś i cały tydzień będę miała notki dla Was :). Przewiduję też dwa rozdania, więc śledźcie moje profile żeby nic nie przegapić:)
Dziś, w tą pracowitą niedzielę chciałabym Wam przedstawić produkt  z firmy Wibo, który niestety okazał się klapą mimo tego, że na pierwszy rzut oka wyglądał jak bajka. Jeżeli chcecie poczytać, co nie spasowało mi w tym produkcie, koniecznie musicie zostać do końca ze mną.


Lakier kupiłam na promocji w Rossmannie. Skusiłam się na niego po wielu pozytywnych opiniach na blogach, vlogach i ogólnie w internecie. Stwierdziłam, że skoro produkt nie jest drogi, to mogę go wypróbować. Nie wiedziałam jaki kolor wybrać i przyznam szczerze, że strzeliłam. Strzał okazał się trafny, bo kolor wyjątkowo przypadł mi do gustu, ale o tym za chwilę. Opakowanie jak widzicie wygląda naprawdę luksusowo. Ci co mnie znają to wiedzą, że uwielbiam połączenie złota i czerni. Na opakowaniu znajduje się naprawdę mało informacji o produkcie. Dodatkowo zaciekawił mnie fakt, że na zakrętce widnieje 'Nowa formuła'. Jak to bywa wśród kobiet- ciekawość przewyższyła i musiałam na własnych ustach przekonać się, co takiego nowoczesnego jest w tym produkcie i skąd się wzięła nazwa 'lakier'?


Aplikator jest typowy jak w przypadku innych błyszczyków. Tak jak ja to nazywam 'gąbeczka na patyku' :). Wszystko dalej wygląda pięknie. Mało tego, produkt fajnie się nabiera, aplikator idealnie go dozuje. Lakier nie pachnie. W sumie nie jest to dla mnie wadą.Nie powiem, lubię jak produkt ładnie pachnie, ale jednocześnie nie skreślam produktów, które nie pachną w ogóle. 


Kolor jak wspomniałam wyżej jest OBŁĘDNY! Mogłabym go określić jednym słowem- malinowy. Tak jest, to piękny, soczysty, malinowy kolor. Miałam już sporo błyszczyków, szminek i innych produktów do ust, ale absolutnie żaden nie podobał mi się jak ten. Jeżeli chodzi o wykończenie, jest ono błyszczące, tak jak w przypadku lakieru do paznokci (chyba stąd ta nazwa). Usta błyszczą i chociaż na codzień jestem fanką absolutnego matu, ze względu na kolor byłabym w stanie wybaczyć nawet ten błysk. Skoro wszystko mi pasuje, to gdzie jest haczyk i czemu produkt nazwałam bublem?


Nie potrafię znieść dwóch rzeczy. Pierwszą jest to, że produkt niesamowicie skleja usta. Serio! Nienawidzę tego w błyszczykach i denerwuje mnie to niesamowicie. Może i bym jeszcze jakoś przymknęła na to oko, trudno zdarza się i tak, ale lakier dosłownie spływa mi z  ust! Zrobię idealny kontur, wymaluję usta, a po chwili połowę produktu mam pod ustami. Nawet jak dałam mniej lakieru to i tak po chwili był on pod moim naturalnym konturem. Nie wspomnę już o tym, że trzyma się dosłownie chwilę na ustach nawet wtedy, kiedy nic nie jem i nie piję. Jak dla mnie- bubel totalny. Niestety mimo pięknego koloru i niskiej ceny, nie wrócę do niego więcej.


Znacie ten lakier?
Co o nim myślicie?

piątek, 22 lipca 2016

Czy jestem uzależniona od chińskich naszyjników?

WITAJCIE!
W końcu weekend! No po prostu cieszę się jak dziecko! Co prawda mam dużo sprzątania, bo przez ostatnie malowanie nie robiłam nic, gardło mnie niesamowicie boli, ale cieszę się z dwóch dni wolnego, bo chociaż się wyśpię, posprzątam i przygotuję dla Was notki i może filmy jak się uda.
Dziś przychodzę do Was z naszyjnikiem, który przyszedł do mnie ze strony Dresslink. Jak wiecie, za każdym razem zamawiam sobie jeden naszyjnik, albo nawet dwa, bo jestem od nich niesamowicie uzależniona! Ten przypadł mi totalnie do gustu! Idealnie pasuje do mojego zegarka. Jeżeli jesteście ciekawi jak się prezentuje, zapraszam na post.



Naszyjnik był dostępny w trzech kolorach. Jako że nie miałam jeszcze białego, to postawiłam właścnie na ten kolor. Nie wiem, czy po jakimś czasie białe elementy nie zaczną żółknąć. Na szczęście, na chwilę obecną nic się nie dzieje. Nie zauważyłam również, żeby w moich poprzednich naszyjnikach zawierających pozłacane elementy zaczęły one robić się czarne. Zobaczymy, czy w tym również się nic nie podzieje. Podoba mi się również w nim to, że ma dużooooo ogniwek, dzięki czemu możecie sobie dowolnie regulować długość naszyjnika.


Jestem bardzo zadowolona  z naszyjnika. Uważam, że pasuje zarówno do eleganckiego stylu, jak również wydania sportowego. Powiem Wam, że co jak co, ale naszyjniki z tej strony jeszcze nigdy mnie nie zawiodły. Co najlepsze, są naprawdę mega tanie! Szkoda, że w Polsce nie można znaleźć takich perełek jak tam za grosze!




Jeżeli możecie, poklikajcie w linki.
Mam dla Was piękny naszyjnik, pędzle i jeszcze coś dodam na pewno z kolejnego zamówienia:)

czwartek, 21 lipca 2016

Opróćz błękitnego nieba...

Witajcie po dłuższej przerwie!
Niestety, tyle się dzieje, że totalnie nie mam na nic czasu. Nie dosypiam, nie dojadam, w ogóle nie czuję, że już połowa lipca, ale nie narzekam, bo kocham to co robię:). Dla moich obserwatorów ze snapa melduję, że kuchnia już pomalowana i łazienka też :)
Dziś przychodzę do Was z szybkim postem i prezentacją okularów, które dostałam w ramach współpracy z firmą Dresslink.


Nie jestem jakąś mega-hiper-super fanką okularów przeciwsłonecznych z prostej przyczyny- jestem krótkowzroczna i na codzień chodzę w normalnych okularach. Te zauroczyły mnie niesamowicie. Są zupełnie inne niż te, które były modne dotychczas. Wybrałąm sobie z tą niebieską powłoką, ponieważ wydaje mi się, że one najbardziej pasują do blondynki. Na początku bałam się trochę, że będą na mnie za małe. Na szczęście rozciągają się do normalnych wymiarów. Na fb napisałam Wam, że nic przez nie nie widzę:D Chodziło mi o moją wadę wzroku, chociaż fakt faktem, okulary są bardzo ciemne i niesamowicie chronią przed słońcem. Teraz same oceńcie, czy mi pasują. Moim zdaniem tak:)




Jeżeli możecie, poklikajcie w linki.
Mam dla Was piękny naszyjnik, pędzle i jeszcze coś dodam na pewno z kolejnego zamówienia:)

piątek, 15 lipca 2016

Weselna stylizacja w klimacie folk.

Witajcie :)
Zaczynamy powoli weekend:). Macie jakieś plany? Ja już powoli odliczam godziny do wyjścia z pracy i wyjazdu do Zakopanego. Co prawda to tylko kilka dni, ale i tak się cieszę. Szkoda tylko, że pogoda jest taka jaka jest, ale nic nie poradzimy na pogodę. 
Dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować moją 'stylizację' chociaż to za duże słowo, którą przygotowałam na weselę w tamtą sobotę. Od  dawna chciałam mieć sukienkę folk, do tego paznokcie, fryzura i wszystko gra:).

Dla zainteresowanych:
* Sukienka: Tustela
* Paznokcie: Beauty Club









I jak Wam się podoba taka stylizacja?
No i czy zwróciłyście uwagę na muchę M?:)
 

środa, 13 lipca 2016

Powrót do Nivea i delikatne drobinki nie-peelingujące.

Witajcie!
Leci mi ten tydzień jak oszalały! Strasznie się cieszę, że jedziemy do Zakopanego w weekend. Może to i krótko, ale zawsze coś odpocznę:). Jak wiecie, Zakopane to moje miejsce na ziemi! Kocham góry, kocham to miasto i czuję się tam jak u siebie. W tej notce natomiast chciałabym Wam opowiedzieć o żelu pod prysznic, ktory wybrałam przypadkowo,ale nie żałuję:) Jeżeli chcecie dokładnie wiedzieć jak się sprawdził, zapraszam Was na post.


Nie pamiętam dokładnie, gdzie kupiłam żel. Najprawdopodobniej był to kaufland albo Tesco bo tam dość często znajduje je na promocji. Dlaczego akurat ta wersja? Z prostej przyczyny. Przyciągnął mnie kolor! Tak wiem, typowa kobieta, ale co ja na to poradzę, że lubię wszystko co różowe i fioletowe?:) Jeszcze nie wiem czy widzicie na tym zdjęciu, ale w żelu zatopione są malutkie żółte drobinki. Miałam nadzieję, że będą one chociaż ciut peelingujące, ale tu się niestety pomyliłam. W sumie nie mogę mieć żalu do producenta, bo nic takiego nie obiecywał. Po prostu, to tylko moje wyobrażenia:)


Opakowanie plastikowe, plastik miękki, łatwo go zgiąć. Zamykane na klik. Na butelce znajdują się podstawowe informacje takie jak skład, kilka słów od producenta oraz pojemność. Dopiero teraz patrząc na to zdjęcie zauważyłam, że te drobinki to perełki oleju:) Ok, może być i tak:). Szata graficzna tak jak napisałam wyżej bardzo przypadła mi do gustu. Ogólnie  muszę stwierdzić, że w większości przypadków żeli z NIVEA szata graficzna mi się podoba.


No i przejdźmy teraz może do sedna sprawy czyli do działania, zapachu i konsystencji. Zacznę może od zapachu, który oczarował mnie najbardziej! Ciężko mi go opisać bo jak wiecie, nie jestem specjalistką od opisywania zapachów, ale jest on dla mnie bardzo perfumowany. Słodki, ale nie do przesady. Niesamowicie seksowny i kobiecy. Już podczas pierwszego użycia wiedziałam, że się polubimy. Konsystencja jest typowa dla tego typu produktów. Nie jest zbyt gęsta, ale też nie przecieka przez palce. Zatopione drobinki nie wpływają na nią w żaden sposób. Co do działania, również nie mam nic do zarzucenia. produkt mnie nie uczulił ani nie podrażnił. Nie zauważyłam żadnych reakcji alergicznych. Co prawda, liczyłam na małe działanie peelingujące, ale to Wam wyjaśniłam już wyżej. Szkoda tylko, że te perełki oleju nie nawilżają w jakiś bardzo widoczny sposób naszej skóry. Owszem, możemy wyczuć delikatne nawilżenie, ale to chyba jak w przypadku normalnych żeli. Jedno jest pewne, na pewno nie wysusza skóry.


Podsumowując, to naprawdę dobry produkt za niewielkie pieniądze. Generalnie oprócz tego osławionego balsamu pod prysznic który okazał się klapą, żaden produkt z Nivea mnie nie zawiódł.


Lubicie produkty z tej firmy?
Jaki jest Wasz ulubiony żel pod prysznic?