MASECZKOWE LOVE- 3 dni z popularnymi maseczkami. DZIEŃ I- WHITENING SEAL

Cześć :)
Jak Wam mija dzień?:) U nas dopiero powoli przestaje padać.. Cieszy mnie to, bo powiem Wam, że padało naprawdę długo. Zaczęły si,ę podtopienia, zamykanie dróg i inne smutne sytuacje. Nas to w bloku nie dotyczy, ale wiadomo, że martwiłam się również o bliskich, którzy mieszkają w domach. Koniec końców pogoda się poprawia i oby tak zostało!

Dziś i przez kolejne 2 dni zaprezentuję Wam maski i maseczki, które miałam okazje testować jakiś czas temu. Znajdzie się hit i mini kit:). Żeby poznać moje opinie na temat konkretnych produktów, koniecznie musicie mnie odwiedzać codziennie o 16.00. Wtedy poznacie więcej szczegółów:).
Na pierwszy ogień idzie maska, którą zna 95% blogosfery, jak nie 100%. Mowa tu oczywiście o śmiechowych, zwierzęcych maseczkach, które robiły karierę (i w sumie wciąż robią) na rynku. Jeżeli chcesz wiedzieć, czy oprócz śmiesznego wyglądu coś dają, zapraszam na wpis. 


Pieski, miśki, kotki, foczki i jeszcze inne dziwadła. Wiedziałam, że prędzej czy później ta maska trafi do mnie. Nie chciałam jej jednak zamawiać z neta ( a możecie, bo znajdziecie je na stronie Hania.com), bo generalnie nie lubię zamawiać rzeczy, których cena to połowa ceny przesyłki. Po prostu uważam, że mi się to nie kalkuluję. Gdybym robiła większe zakupy, to i owszem, ale tak, dałam sobie na wstrzymanie. Miałam świadomość tego, że po jakimś czasie znajdę ja w jakiejś drogerii i zakupię stacjonarnie. Jak pomyślałam, tak się stało. W drogeriach Koliber, możecie znaleźć absolutnie wszystkie rodzaje tych maseczek. Dla osób z Żywca nadmienię, że Drogeria Koliber znajduje się w Galerii Kolorowej. 


Przechodząc do rzeczy, nie wiedziałam na jaki rodzaj maseczki się zdecydować. Umówmy się, nie zastanawiałam się, czy chce wyglądać jak piesek czy kotek ( a wiem,że niektórzy się tym kierują-wtf?!), tylko chciałam znaleźć taki produkt, który spełni moje oczekiwania. Jak wiecie byłam jakiś czas temu w szpitalu ( w sumie jak pisałam tego posta to nie wiedziałam, że znajdę się w nim znów, ale to inna dyskusja) i po szpitalu każda wie, jaka cera jest. Logiczne, że nie brałam tam ze sobą ani kremów, ani ser, ani żadnych innych maseczek. Wróciłam generalnie z cerą w dość opłakanym stanie. Sucha, łuszcząca się, z wągrami wielkości plam foki na wyżej załączonym obrazku i z wielkim pryszczem na czole, który zamienił się w stan zapalny. Musiałam zadziałać od razu, żeby nie narobić większego syfu. W pierwszy dzień po powrocie wybrałam się do Kolibera, celem zakupu jakiegoś produktu cud. Już miałam wychodzić z niczym ( no dobra, Pani przy kasie zaproponowała mi Always'y za 10 gr. bo w ten dzień mieli jakąś promocję), kiedy to moim oczom na stojaku ukazały się oto te cuda :)


Po przeczytaniu kilku słów od producenta, oczywiście w języku koreańskim, wcale mi to tłumaczenie nie było potrzebne :D uznałam, że ten produkt idealnie spełni wszystkie wymagania i dostarczy mojej cerze to, czego ona najbardziej potrzebuje. Miałam mnóstwo przebarwień, z których większość to niestety stare sprawy, o jędrności też mogłam pomarzyć, no i potrzebowałam zdecydowani regeneracji. Poczytałam, zakupiłam i poszłam zadowolona do domu z kilkoma maseczkami i podpaskami za 10 gr. w torbie. Nie chciałam maseczki aplikować w ten sam dzień, ponieważ planowałam zrobić sobie mega-super-hiper śmieszne zdjęcie, w którym wyglądam jak foka. Koniec końców wyglądam jak głupol, ale nie o to chodzi. Rano, po oczyszczeniu twarzy zaaplikowałam maskę. Pierwsze wrażenie po wyciągnięciu jej z opakowania był fakt, że zapach przypadł mi do gustu. Był po prostu fajny. Nie umiem go opisać. Trochę kwiatowy, trochę perfumowany. Na pewno słowo 'fajny' to dobre określenie. Maseczka była również niesamowicie mocno nawilżona. Nawet mi z niej trochę kapało, więc poszłam ją aplikować nad zlewem, coby bardziej nie zasyfić. Drugie wrażenie było skrajnie inne, bo trochę się wkurzyłam. Powiedzcie mi, która kobieta, w zamyśle Koreanka, ma tak wielką głowę? Serio bez kitu nie wierzę w to, że znajdzie się kobieta, która ubierze tę maskę bez narzekania. Tu pociągnę, am się marszczy. Tu wygładzę, tam się zwija. Wariactwo!
Maska słabo trzyma się twarzy właśnie pewnie głównie dlatego, że była na mnie za duża. Już po około 5 min. zaczął mnie na pierony jasne szczypać policzek. Generalnie mam skórę naczynkową i to właśnie lewy policzek najczęściej mi o tym przypomina. Nie chciało mi się ściągać maski bo liczyłam na jakieś efekty. Potrzymałam maseczkę do końca, zdjęłam i....


No i nie było efektu wow. W sumie nie było żadnego efektu, ale o tym po kolei. Policzek był czerwony jak wóz strażacki i jak piekł na początku, tak do końca dnia. Nie zauważyłam też jakiejś spektakularnej poprawy jeśli chodzi o rozjaśnienie, czy redukcję blizn. Jedyne co, to poczułam nawilżenie minimalne i chłodek w pozostałych partiach twarzy. Nic innego nie odnotowałam.
Szczerze? Nie wiem jak inne produkty z tej firmy, ale z Panią foką sie na pewno nie polubiłyśmy. Jak na produkt, za który musimy zapłacić +/- 20 zł, to spodziewałam sie innych efektów (jakichkolwiek efektów), już na pewno nie chciałam odczuć skutków ubocznych. Nie wiem, czy sięgnę po inne zwierzątka z tej kolekcji. Może kiedyś.I oczywiście na koniec, żeby tradycji stało się za dość i żebym była tak super, jak moje koleżanki 'po fachu' wklejam swoje zdjęcie po transformacji w fokę.




Znasz te maski?
Może możesz polecić mi inne zwierzątko :)?

11 komentarzy:

  1. Nie miałam, ale fajne są te maseczki ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Te maski głównie mają na celu nawilżenie. Sama bardzo rzadko ich używam, bo są właśnie drogie i też często pojawia się u mnie pieczenie twarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ja się na nich troszkę zawiodłam, bo nie tego oczekiwałam za tą cenę..

      Usuń
  3. Zawsze można kupić dla fajnych zdjec ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. jaka śliczna foczka! miałam bodajże małpkę, super sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) A co małpka robiła? Do jakiej cery przeznaczona?

      Usuń
  5. Szkoda, że się nie sprawdziła, do najtańszych nie należy.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz;)
Chętnie odwiedzę Twój blog:)
Nie toleruję jednak spamu i określenie"obserwujemy?" powoduje u mnie nerwicę;)

Jeżeli mój blog Ci się podoba-zaobserwuj
Jeżeli Twój spodoba się mi-odwdzięczę się tym samym:)

Copyright © 2016 zakochana w kolorkach , Blogger