Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
Paczka Ambasadorska BioOleo Cosmetics

Paczka Ambasadorska BioOleo Cosmetics

Hej kochani! 
Jak Wam się zaczął tydzień? Pewnie jak czytacie tego posta, to ja jeszcze jestem w pracy :). Stwierdziłam, że wrócę do planowania postów na zapas, bo inaczej nie da rady! :)
Dziś chciałabym Wam przedstawić paczkę ambasadorską, którą dostałam w ramach współpracy z firmą BioOleo. Jeśli jesteście ciekawi, co znalazłam w środku, zapraszam na wpis!


Przyznam, że kosmetyki BioOleo zazwyczaj były mi znane z innych blogów. Pierwszy produkt trafił do mnie w ostatnim glossy boxie. Od przesyłki minął miesiąc, a olej mi się już prawie skończył :). Używam go codziennie przed snem i na razie nie mogę złego słowa o nim powiedzieć. Mam nadzieję, że uda mi się przygotować obszerniejszą recenzję na jego temat. 
W paczce ambasadorskiej znalazłam 3 produkty.



Informacje od producenta:

Olej AVOCADO to jeden z najcenniejszych olejów. Zawiera prawdziwe bogactwo składników odżywczych (dlatego nazwany jest olejem 7 witamin). Intensywnie nawilża i odżywia. Jest idealnym kosmetykiem dla cery dojrzałej, przemęczonej nieregularnym trybem życia, stresem. Olej AVOCADO nie uczula i nie podrażnia nawet bardzo wrażliwej skóry. Należy do olei ciężkich, dlatego też będzie idealny do pielęgnacji suchych dłoni, ciała i suchej skóry twarzy. Nie jest polecany dla osób z cerą tłustą z tendencją do powstawania zaskórników. Ze względu na wysoką zawartość witamin A i E, oraz właściwości ochronne przeciwko promieniowaniu słonecznemu (naturalny filtr UV), znakomicie sprawdzi się w roli olejku do opalania – nawilża i jednocześnie chroni przed fotostarzeniem. Uwodzicielski i energetyczny zapach kiwi pobudzi zmysły i chęć do działania.
Olej AVOCADO stosowany pod oczy zmniejsza wiotkość i suchość skóry, redukuje cienie pod oczami.
Składniki aktywne:
  • witaminy: A, B, D, E, H, K, PP,
  • fitosterole,
  • skwalen,
  • szereg drogocennych kwasów: oleinowy, linolowy, palmitynowy, stearynowy, linolenowy.
Działanie:
  • silnie odżywia i nawilża suchą skórę ze względu na połączenie nienasyconych kwasów, co zapewnia młody i świeży wygląd cery oraz skóry całego ciała,
  • działa przeciwzapalnie,
  • chroni skórę przed działaniem czynników zewnętrznych, zawiera naturalny filtr UV, 
  • redukuje cienie i worki pod oczami. 



 Wiadomo, nie wiem jak produkt sprawdzi się u mnie, ale mogę Wam powiedzieć, że na chwilę obecną zakochałam się w zapachu! Jest mega owocowy i nawet M. jak dałam mu go powąchać wyczuł, że to jakieś owocowe nuty! :)




Informacje od producenta:
 
Olej Macadamia, zimnotłoczony (o zapachu Whisky& Tytoń)
Olej najwyższej jakości, otrzymywany jest z dojrzałych orzechów macadamia, które są owocami drzew rosnących naturalnie w Australii oraz Indonezji. Posiada nie tylko wyjątkowy zapach orzeszków, ale również bogactwo nienasyconych kwasów tłuszczowych. Olej makadamia bogaty jest w witaminę A, witaminy z grupy B, fenole, lecytyny i składniki mineralne. Tworzy na skórze zabezpieczający film, wzmacniając jej barierę ochronną. Zapewnia odpowiednie napięcie i jędrność. Wygładza i zmiękcza oraz przenika do skóry właściwej, gdzie aktywuje jej funkcje regeneracyjne. Olej makadamia polecany jest przede wszystkim osobom o cerze suchej, wrażliwej, dojrzałej, podrażnionej. Właściwości oleju pozwalają na pielęgnację suchych i zniszczonych włosów. Może pomóc również w pielęgnacji skóry naczynkowej i trądziku różowatego. Nasz Olej wzbogacony o wyjatkowy zapach Whisky&Tytoń z pewnością umili i pobudzi zmysły.
Składniki aktywne: kwas palmitooleinowy, skwalen, witaminy A i E, kwas oleinowy.
Działanie:
  • przywraca jędrność i napięcie skórze,
  • silnie przeciwzmarszczkowy,
  • stosowany doraźnie w likwidacji blizn i rozstępów,
  • leczy uszkodzenia skóry np. po opalaniu,
  • nawilża, odżywia  i regeneruje skórę suchą i łuszczącą się,
  • wykazuje najsilniejsze z pośród olei właściwości antycellulitowe, silnie ujędrnia i napina zwiotczałą skórę.
Zastosowanie:
Twarz – delikatnie wmasuj olej za pomocą głowicy masującej na suchą i oczyszczoną skórę (należy unikać bezpośredniego kontaktu z oczami).
Włosy – nakładamy go na suche włosy, pozostawiamy na 1-2 godziny i spłukujemy. Włosy odzyskują miękkość, sprężystość i blask.


Szczerze mówiąc, jak zobaczyłam, że olej pachnie whisky i tytoniem, to troszkę się zdziwiłam i wystraszyłam, bo nie cierpię zapachu papierosów! Na szczęście produkt pachnie bardziej jak męskie perfumy niż whisky i tytoń :). Myślę, że jest to fajna opcja dla panów, którzy lubią używać olejów, a nie chcą pachnieć owocami :).




Informacje od producenta:

Drzewo Marula (nieuprawiane na szeroką skalę, występujące naturalnie), zwane Drzewem Słonia, z którego otrzymywany jest olej marula, rośnie w rejonach tropikalnej Afryki, dostarcza pożywienia oraz jest obiektem kultu. Drzewa męskie i żeńskie rosną razem obok siebie, żeby móc owocować. Uznawane są one przez to w kulturze afrykańskiej za symbol płodności. Olej Marula od stuleci służy afrykańskim kobietom do nacierania skóry własnej i swych dzieci (dawniej także w charakterze środka myjącego). Wysokie stężenie jednonienasyconych kwasów tłuszczowych oraz wysoka zawartość witaminy C która jest od 4 do 8 razy wyższa niż w średnim owocu pomarańczy powoduje, że olej marula jest wyjątkowy. Dzięki bogatemu składowi z łatwością się wchłania, zmiękcza i intensywnie nawilża oraz chroni skórę. Ma delikatny, orzechowy zapach i lekką konsystencję, dzięki wysokiej zawartości kwasu oleinowego.
Składniki aktywne: niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe  (NNKT) z najbogatszą zawartością omega 9, witamina C, witamina E.
Działanie:
  • nawilża, natłuszcza i zmiękcza skórę,
  • rozświetla skórę, łagodzi stany zapalne i jest silnym przeciwulteniaczem, zwalcza wolne rodniki,
  • posiada właściwości antybakteryjne,
  • odżywia i regeneruje skórę, pomaga zmniejszać rozstępy,
  • wzmacnia skórę,
  • działa przeciwzmarszczkowo i odżywczo,
  • chroni skórę przed promieniowaniem UV, wspomaga syntezę kolagenu i wpływa korzystnie na odbudowę skóry,
  • delikatnie pielęgnuje skórę dzieci (polecany powyżej 3 roku życia)
Zastosowanie:
Twarz: rano – nałóż kilka kropel pod makijaż, a skóra pozostanie długo nawilżona. Wieczorem stosuj jako środek zmiękczający i odżywczy dla skóry przed snem. Po dokładnym umyciu cery, nałóż cienką warstwę na twarz i szyję.
GŁOWICA MASUJĄCA (POJEDYNCZA lub POTRÓJNA) to odkrycie wspaniałej możliwości aplikacji w celu otrzymania maksymalnego efektu.

WOW! Pierwszy raz spotkałam się z takim aplikatorem! Używam go rano przed makijażem i uwierzcie mi, że nic mnie tak nie pobudza do działania jak ten poranny masaż :)



Znacie markę BioOleo?
Jak Wam się podoba przesyłka :)?

Biolonica, czyli nowa marka w mojej pielęgnacji.

Biolonica, czyli nowa marka w mojej pielęgnacji.

Cześć kochani!
Połowa miesiąca i tygodnia już za nami! Czas szybko leci, zostało 1,5 miesiąca do obrony, a ja już nie mogę się doczekać aż pokażę Wam moje nowości, bo trochę się tego uzbierało!

W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam krem, którego używam od miesiąca i przyznam, że całkowicie podbił moje serce! Jeżeli jesteście ciekawi, co najbardziej przypadło  mi w nim do gustu, zapraszam do dalszej części posta!


Przyznam, że nie znałam wcześniej marki Biolonica. Nie przewijała się ona ani na blogach, ani w sieci, ani nie widziałam jej w drogeriach. Totalna cisza. Kiedy miałam przyjemność przetestować ich  kosmetyki , bardzo się ucieszyłam. Do testów dostałam krem pielęgnacyjny do twarzy i krem do rąk, który powędrował do mojej mamy. 
Jeżeli chodzi o kremy do twarzy, to wiecie, jaki ja mam do nich stosunek. Muszą dobrze nawilżać, super pachnieć i ogólnie przede wszystkim mnie nie zapychać. Niestety ostatnimi czasy bardzo ciężko znaleźć mi taki produkt. Moja cera przechodzi drugą młodość i wystarczy małe potknięcie pielęgnacyjne i twarz ( a szczególnie czoło), wyglądają naprawdę słabo. Czy ten krem dał radę?


Szata graficzna prosta, nawiązująca do natury, zieleni... wpada w oko, trzeba przyznać. Na opakowaniu znajdziecie kilka podstawowych informacji o produkcie. Krem wyciska się  za pomocą pompki, co jak wiecie jest dla mnie najlepszym rozwiązaniem dla tego typu produktów. Atomizer nie zacina się i nie sprawia problemów. Nie jestem na 100% pewna, ale wydaje mi się, że opakowanie było jeszcze zabezpieczone kartonikiem, na którym znajdowało się jeszcze wiecej informacji o produkcie. Kolor kremu biały, bez żadnych drobinek. Konsystencja dość gęsta i treściwa. Taką najbardziej lubie w kremach na codzień. Najbardziej zależało mi na tym, żebym mogła go używać pod  makijaż. Maluje się codziennie, więc jest to dla mnie istotną kwestią, zeby makijaż nie 'ślizgał się' w ciągu dnia z powodu kremu. Przez ten miesiąc używania zauważyłam dość istotne nawilżenie twarzy, szczególnie w najbardziej problematycznych dla mnie obszarach, czyli nos i czoło. Wydaje mi się również, że pojawianie się nieprzyjemnych niespodzianek również zostało ograniczone co nie oznacza, że krem wyeliminował problem całkowicie. Używałam go również przez jakiś czas na noc, ponieważ szybko się wchłania i nie było obawy przed ubrudzeniem poduszki.  Generalnie jest to fajny krem, za niewielką cenę (60 zł), który sprawdzi się u osób, którym zależy na nawilżeniu cery.


Znacie tę firmę?
Jakich produktów do twarzy używacie?


A mi się marzą wakacje I Olejek Eveine Cosmetics

A mi się marzą wakacje I Olejek Eveine Cosmetics

Cześć we wtorek!
Ale mi dzisiaj zleciał ten dzień, sama nie wiem kiedy! Niestety po powrocie do domu nie czeka na mnie nic szalonego. Ciągle w kółko tylko przeklęta magisterka! Nie wiem ilu spośród moich czytelników się broni 'na dniach', ale łącze się z Wami w bólu! Ja mam już tego dość! Z pozytywnych rzeczy, mój blog obchodzi dziś piąte urodzinki <3. Może jeszcze  przyjdzie czas na jakieś patetyczne wpisy, ale dość długo mnie tu nie było i pora nadrobić braki w recenzjach kosmetycznych!

Dziś pora na produkt, który znalazł się u mnie nie wiem jakim cudem i dość długo broniłam się przed jego użyciem. W końcu jak go użyłam to przepadłam! Jest idealny! Koniecznie sprawdź, za co go pokochałam!


A mi się marzą wakacje! Marzy mi się plaża, słońce i chłodny wiatr. Oderwanie od rzeczywistości, stosu kartek i uczelni. Jednak na razie musi to niestety pozostać w mojej głowie, ponieważ pracy dużo, a do wakacji daleko. Kiedy przypomniałam sobie o tym produkcie i zaczęłam go używać to stwierdziłam, że będzie to idealny kosmetyk na lato. Wrzucę go do torebki i będę się psikać wtedy, kiedy uznam, że potrzebuje ukojenia dla opalonej skóry. Niestety nie mogłam doczekać do lata i zagościł on na stałe w mojej wieczornej pielęgnacji. 
Produkt znajduje się w plastikowej butelce z atomizerem. Jak widzicie, szata graficzna iście letnia, wakacyjna i mi kojarzy się z jakimś drogocennym składnikiem (może złotem?). Na opakowaniu  (przynajmniej jak dla mnie ) znajduje się zbyt dużo informacji o produkcie, przez co nie za bardzo mogę się odnaleźć w opisie producenta. Oprócz tego na opakowaniu znajdziecie takie informacje jak skład, pojemność i przeznaczenie produktu. 


Przyznam, że nie używałam go do twarzy. W tej kwestii mam zdecydowanie swojego faworyta któremu jestem wierna i to się raczej nie zmieni. Zaczęłam go stosować codziennie, po wieczornym prysznicu. Produkt działa fenomenalnie, ale po kolei! Zapach olejku jest cudowny! Pachnie dość orientalnie, ale kobieco. Co najważniejsze, długo utrzymuje się na skórze. Jego zapach jest tak silny, że potrafi zabić zapach żelu pod prysznic :). Wchłania się błyskawicznie, więc nawet jak użyjecie go rano, to możecie spokojnie założyć ubranie. Nie narobicie sobie żadnych plam! Co najważniejsze, produkt super nawilża i pozostawia uczucie miękkiej i gładkiej skóry. Jak nie miałam nigdy do zaufania do produktów Eveline, tak ten bije je wszystkie na głowę!


A Ty?
Masz swój ulubiony produkt do ciała?
W walce o gładkie włosy.

W walce o gładkie włosy.

Hej kochani!

Tematem dzisiejszego posta będzie odżywka, z którą polubiłam się dopiero za drugim razem, ale ta moja sympatia do niej jest tak silna, że prawie można powiedzieć że to miłość :). Jeżeli jesteście ciekawi co mi się w niej tak strasznie spodobało, zapraszam na wpis!


Firmy Nivea nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Pamiętam jak jeszcze będąc dzieckiem jedyne z czym kojarzyłam Nivea był krem do twarzy, którym mama zawsze smarowała mnie w zimie po twarzy! Bądź co bądź kiedyś nie rozumiałam tego zabiegu, a dziś jestem mamie za to wdzięczna. Lata mijały, ja przestałam chodzić na sanki zimą, a firma rozwinęła się niesamowicie. Podobnie jak w przypadku innych marek znajdziemy tu hity i kity. Ja sama nacięłam się na takie produkty, które miałam ochotę wyrzucić do kosza po jednym użyciu! Niemniej jednak sądzę, że Nivea ma zdecydowanie więcej lepszych produktów niż tych złych. Dziś opowiem Wam o nowej odżywce, która znalazła się u mnie przez totalny przypadek, a aktualnie denkuję już drugie opakowanie i co najważniejsze, zaraziłam nią moją mamę!


Ostatnio pisząc recenzję odżywki z firmy Vianek przedstawiłam charakterystykę moich włosów. Żeby się nie powtarzać przypomnę krótko: suche, łamliwe, nienawilżone ani troszkę, ciężko rozczesujące się, wysokoporowate, robiące mega szopę na głowie. Myślicie, że z takimi włosami można sobie łatwo poradzić?! No co Wy! Najgorsze co może być! Ciężko dobrać szampon i pozostałą pielęgnację. Jako że od kilku lat borykam sie z problemami suchej skóry skalpu, szampon musi pozostawać bez zmian. Z odżywkami jest o tyle dobrze, że nie aplikuję ich na skórę głowy tylko bardziej po długości. Jakieś 5-6 lat temu namiętnie używałam odżywek z Nivea. Tak jak napisałam wyżej, ta trafiłam całkiem przypadkowo do mnie. Byłam w Tesco, Vianek do mnie nie przemówił, zobaczyłam, że Nivea oferuje coś do włosów suchych i łamliwych i wrzuciłam do koszyka. Czy żałuję? Absolutnie!


Produkt znajduje się w klasycznym opakowaniu, w którym zazwyczaj możemy spotkać odżywki z tej firm. Szata graficzna również nie wyróżnia się spośród innych produktów. Na opakowaniu znajdziemy podstawowe informacje od producenta, pojemność  i skład. Produkt stoi na głowie i zamykany jest za pomocą klasycznego 'klik'. Pierwsze co niesamowicie mi się spodobało to zapach. Nie typowo 'niwejowski'. Bardzo kobiecy, kwiatowy, seksowny, a zarazem świeży. Długo utrzymuje się na włosach, co jest dla mnie niewątpliwym plusem. Konsystencja dość gęsta jak na odżywkę, zbita co sprawia, że produkt jest wydajny. Efekty zauważyłam już po pierwszym użyciu i mówię to szczerze! Od razu po umyciu i spłukaniu na uwagę zasługiwał fakt, że włosy rozczesywały się dużo lepiej niż zwykle. Nic mnie nie ciągnęło ani nie szarpało. Nie wyciągnęłam też na grzebieniu kłębów włosów, jak zazwyczaj to miało miejsce podczas czesania. Z każdym kolejnym razem było lepiej. Włosów praktycznie nie trzeba było prostować. W kucyku wyglądały naprawdę świetnie. Produkt mnie nie uczulił, nie podrażnił i na dobrą sprawę nie mam się do czego przyczepić. Moja mama podobnie jak ja ma również rozjaśniane włosy i tak samo jak ja nie umie przechwalić tej odżywki. Nivea, dałaś czadu tym razem!


A Wy czego używacie do włosów?:)


Żel do mycia twarzy Selfie Project, czyli nowość na rynku. Jak się u mnie sprawdził i czego ja oczekuję od żelu do mycia twarzy?

Żel do mycia twarzy Selfie Project, czyli nowość na rynku. Jak się u mnie sprawdził i czego ja oczekuję od żelu do mycia twarzy?

Hej!
Jak Wam mija dzień?:) U mnie bez zmian :). Cieszę się, że od przyszłego tygodnia wracam już do pracy, bo w domu człowiek naprawdę  może zwariować :). Co prawda nie nudzę się, bo nie mam kiedy się nudzić, ale mimo wszystko lepiej wyjść do ludzi niż siedzieć tylko w domu! Jedno jest pewne, jak mamy więcej czasu, to możemy wpaść na fajne kreatywne pomysły, których efekty być może będziecie oglądać wkrótce:).
Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o żelu do mycia twarzy, który dostałam na organizowanym przeze mnie spotkaniu w Bielsku-Białej. Tym, którzy jeszcze nie mieli okazji poczytać, polecam ten wpis [klik].


Przyznam, że gdyby nie fakt, że produkt dostałam na spotkaniu na pewno nie miałabym go okazji testować z prostej przyczyny. Ja go po prostu nigdzie nie widziałam! Nie mam pojęcia, czy ich produkty można gdzieś kupić stacjonarnie, a jeżeli tak i wiecie gdzie, to proszę o wiadomość! Sama firma 'Selfie Project' również była dla mnie obca. Chyba jeszcze na początku tego roku, kiedy organizowałam spotkanie nie byli tak popularni i dopiero wchodzili na rynek. Oczywiście ucieszyłam się, że będę miała okazję przetestować coś nowego, bo która z nas nie lubi testować nowości?:) Akurat kilka dni przed spotkaniem skończyła mi się moja pianka z Under Twenty, która była dość średnia, więc nie rozpaczałam z tego powodu i zaczęłam powoli rozglądać się za czymś nowym. Rozwiązanie pojawiło się samo, ale czy produkt sprostał moim oczekiwaniom?


Uważam, że nazwa firmy, jak również szata graficzna, przeznaczone są dla młodych ludzi. Umówmy się, nie mam na myśli nastolatków tylko :).  Wracając do wyglądu opakowania. Desing jest prosty, młodzieżowy, czysty, bez zbędnych głupot. Produkt dodatkowo był zabezpieczony kartonem, którego już oczywiście nie ma:). Na nim mogliśmy znaleźć więcej informacji o produkcie. Jak dla mnie wystarczy mi to, co widzicie na zdjęciu. Jego działanie zostało przedstawione w formie tak zwanych 'hasztagów':). No powiedzcie, czy to nie jest super kreatywne działanie :). Opakowanie posiada pompkę, co dla mnie jest rewelacyjnym rozwiązaniem. Serio, ja jakbym mogła to bym chyba dodawała pompki do wszystkiego co się da. Uwielbiam to rozwiązanie, kiedy mam mokre ręce i nie muszę się męczyć z odkręcaniem-zakręcaniem tylko robię 'klik-klik' i wszystko wypływa:).


Widzicie tu znowu te hasztagi? :D No fantastyczna sprawa :). Ok, przejdźmy do konkretów. Nastolatką to ja już kilka lat niestety nie jestem, ale mam aktualnie dużo bardziej problematyczną cerę niż wtedy, kiedy nią byłam. Zresztą pisałam Wam o tym kilka dni temu przy okazji recenzowania kremu. Dlatego też akapit wcześniej wspomniałam, że to nie są produkty tylko dla młodych osób, bo mając 24 lata również można mieć problemy ze skórą twarzy. U mnie to wynika pewnie z wahań hormonalnych, na które niestety nie mam wpływu, ale u każdej z nas mogą być inne powody ku temu. Ja zauważyłam u siebie jeszcze jedną sprawę. Nie mogę używać regularnie kremów na noc. A przynajmniej muszę poszukać takiego, który mnie nie zapcha, bo 80% tych które miałam do tej pory, strasznie mnie zapychały. 

Żelu używałam do oczyszczania twarzy w nadziei, że moje problemy skórne się skończą. Pierwszą rzeczą, na którą zwróciłam uwagę podczas użytkowania tego produktu jest konsystencja. Ja wiem, że żel to powinien być żel i rozumiem to w 100%, jednak mi taka formuła średnio odpowiada. Dużo lepiej sprawdził się u mnie żel-krem z nivea, czy choćby z lirene. Były one zdecydowanie rzadsze, co powodowało, że produkt nie zostawiał na cerze tłustego filmu. W przypadku użytkowania tego kosmetyku, wyraźnie wyczuwalna jest lepka warstwa, którą ciężko zmyć. Przeszkadza mi to i powoduje dyskomfort którego strasznie nie lubię. Mam wrażenie ściągnięcia skóry i takiego strasznego napięcia! Od razu po jego użyciu muszę użyć jakiegoś gęstego kremu, żeby zniwelować to uczucie. Jakoś specjalnego poprawienia kondycji skóry również nie zauważyłam. Pryszcz jak ma wyskoczyć to wyskakuje, por jak ma się zatkać to się zatka. Nic nowego. Szczerze mówiąc nie zauważyłam również nawilżenia czy zredukowania zaczerwienień. Jak dla mnie ten żel to nic specjalnego. Ładnie pachnie, ma fajny design i chyba tyle. Na pewno po niego nie sięgne kolejny raz.

A Wy możecie polecić mi jakiś żel do mycia twarzy?
Czego Wy używacie?
Ups... sięgam po krem 30+!

Ups... sięgam po krem 30+!

Witajcie!
Czy ktoś tak jak ja czeka na kolejny odcinek Idola!? Nie pamiętam tej formuły, która była kilka lat wstecz więc nie mam porównania, która edycja jest lepsza ale wiem, że ta jest naprawdę super!:). Mam swojego faworyta ale nie mówię na głos, bo jak w Masterchef'ie Juniorze powiedziałam, że wygra Patryk, to w tym samym odcinku odpadł, więc ja już może zamilczę :).
W dzisiejszym wpisie chciałam Wam przedstawić krem na dzień, który dawno dawno temu dostałam najprawdopodobniej na spotkaniu blogerek w Suchej Beskidzkiej. 
Jak się sprawuje, za co go lubię i czym wyróżnia się firma? Zapraszam do czytania!


Dobra przyznam się Wam! Długo nosiłam się z rozpoczęciem używania tego kremu. Dlaczego? Bo jest 30+! Umówmy się, żeby nie było nie jasności. Broń Boże nie uważam, że kobieta w wieku 30+ to coś złego tylko po prostu stwierdziłam, że zostanę przy swoich 20+. No ok, max 25! Jakie moje myślenie było płytkie i niepotrzebne, to aż brak słów. Czy używanie kremu, który przeznaczony jest do cery starszej niż posiadamy jest jakąś zbrodnią podczas codziennej pielęgnacji?


Nie znałam wcześniej produktów firmy Janda, ale Panią Krystynę oczywiście kojarzę z telewizji. Podejrzewam, że gdyby nie fakt, że krem otrzymałam, nie sięgnęłabym po niego na sklepowej półce. Miałam wrażenie, że wszystkie kosmetyki przeznaczone są dla starszych pań. Tu właśnie sama siebie karcę w myślach, dlaczego ja od razu wysuwam sądy, zanim najpierw sprawdzić i się dowiedzieć? Chyba nigdy nie zrozumiem swojego toku rozumowania, ale uwierzcie mi, że pracuję nad tym konsekwentnie :). Krem znajduje się w eleganckim, solidnym, bardzo kobiecym szklanym opakowaniu. Oczywiście zabezpieczony był jeszcze kartonem, ale już dawno się z nim pożegnałam. Design naprawdę przypadł mi do gustu i  potrafi ozdobić toaletkę. Wygląda na bardzo luksusowy i drogi krem, a tak naprawdę za 50 ml. płacimy około 40 zł. Sporo? Ocenę pozostawiam Wam. Moim skromnym zdaniem, jak za krem, którego możemy używać i na dzień i na noc, to naprawdę nie wielka kwota. Wszystkie informacje o produkcie znajdowały się na kartonowym opakowaniu więc nie mogę Wam wiele powiedzieć, ale internet to taka kopalnia wszystkiego, że na pewno coś znajdziecie:).  Może to nie jest zbyt ważne, ani nie wiadomo jak wpływające na nasz wybór, ale ten napis 'witam' na zakrętce i na zabezpieczeniu kremu wygląda naprawdę uroczo :). Sprawdza się szczególnie rano jak wstajecie zaspane, wkurzone, pokłócone ze wszystkimi, a krem uśmiecha się do Was i mówi Witam :)!


Przypominam raz jeszcze dla tych osób, które są tu pierwszy raz. Mam cerę suchą, która niestety często płata mi figle. Zawsze myślałam, że cera sucha nie ma takich problemów jak pryszcze czy wągry, ale od jakichś 3 lat przekonałam się, że posiadacz cery suchej może mieć i pryszcze i wągry :). Szkoda, że nie dowiedziałam się o tym będąc nastolatką tylko teraz w wieku 20 kilku lat. Kremy muszę dobierać bardzo ostrożnie. W ogóle zauważyłam, że z wiekiem moja cera zaczyna się zmieniać i wcale mi się to nie podoba. Nie mówię, że posiadanie ultra suchej skóry jest komfortowe i łatwe w pielęgnacji, ale przynajmniej nie bałam się rano podejść do lustra w obawie przed odnalezieniem nowego 'przyjaciela'. Nieraz są okresy, że przez cały miesiąc nie wyskoczy mi absolutnie nic, a nieraz w tygodniu m 3-4 niespodzianki. Echhh... te kobiety ;).


Dobra, przejdźmy do samego produktu. Konsystencja kremu jest niesamowicie lekka i przyjemna:). Wiem, że może opis nie wiele Wam mówi, ale to krem z tej kategorii, którym chcesz się smarować cały czas. Naprawdę używanie jego to czysta przyjemność. Nie jest absolutnie gęsty ani zbity. Można go porównać hm.. taki troszkę żelo-tonik:). O! Może inaczej! Można go porównać do budyniu! Tak, łasuchy zrozumieją teraz najlepiej :). Która z nas nie chciała by się smarować budyniowym kremem :)? Nie wiem czy to dobrze określiłam, ale zaufajcie mi- starałam się:).Zapach jest delikatny, przyjemny, ale bardzo kobiecy. Coś jak mgiełka to ciała? To zapach z tej kategorii który jest wyczuwalny, ale nie przeszkadza w niczym. A jak z działaniem? Osobiście używam go tylko na rano, ponieważ na wieczór używam kremów dedykowanych tej porze dnia. Obawiałam się, że może pod makijaż się nie sprawdzi, bo już nieraz się tak zdarzało, ale nic z tych rzeczy. Nie powoduje ważenia się podkładu ani żadnych innych szkód. Wchłania się raczej średnio szybko. Pozostawia po sobie niewidoczny film. Czy jest to uciążliwe? Dla mnie nie. Po jakimś czasie już o tym zapominam. Po dość długim okresie używania mogę stwierdzić, że zauważyłam delikatne nawilżenie szczególnie w okolicach policzków, gdzie mam najbardziej przesuszoną skórę. Krem miał ciężkie zadanie do wykonania, co ostatni kwartał roku to miesiące zimowe, gdzie naprawdę ciężko nawilżyć odpowiednio skórę. Produkt mnie nie uczulił, nie podrażnił i co najważniejsze- nie zapchał!!!


Podsumowując, nie żałuję że sięgnęłam po serię 30+ i jest mi wstyd przed samą sobą, że się tego tak bałam :). Mogę go polecić każdej z Was szczególnie wtedy, kiedy będziecie potrzebowały nawilżenia np. w trakcie mroźnych dni :).

A Wy jakich kremów używacie na dzień?

ps. Wzięłam się poważnie za pisanie mojej magisterki i powiem Wam, że już mi się odechciewa. Zamiast mieć chęć do pisania i jak najszybciej to skończyć, to ja przeciągam. Dobrze, że w dzisiejszej dobie internetu możemy korzystać z internetu, bo byłoby ciężko. Biorąc pod uwagę mój temat, często korzystam z tej strony http://www.mettec.com.pl/ Zagadnienie może i mało kobiece, ale jakie pożyteczne :)!
 

Uczucie dyskomfortu czyli o tym, jak 'zakazane jabłko' powinno naprawdę być zakazane!

Uczucie dyskomfortu czyli o tym, jak 'zakazane jabłko' powinno naprawdę być zakazane!

Witajcie!
Weekend i pogoda weekendowa rozwaliła mnie totalnie. Nie mogłam się nic w sobie zebrać, ciągle chodzę rozkojarzona i śpiąca... W ciągu kilkunastu minut spadło około 5 cm śniegu! Jeszcze nigdy w życiu nie widziałam takich wielkich płatków! Nie powiem, wyglądało to fajnie ale współczuję tym, którzy w tym czasie prowadzili samochód! Znając mnie stanęłabym na środku drogi i czekała na słońce, które roztopi śnieg :D :).

Dziś, chociaż rzadko to robię, przychodzę z recenzją produktu pod prysznic, które używałam jakiś czas temu. Pewnie zastanawiacie się, co trudnego jest w recenzowaniu żelu pod prysznic. Trudnego nic:), ale to kosmetyk z tej kategorii, o której szczerze mówiąc nie bardzo co jest napisać. Okej, są jakieś super-hiper serie, które np.wchodzą czasem na rynek, jak choćby pianki z NIVEA, ale zazwyczaj żel jest żelem i 90% z nich ma podobne właściwości.  Z tym produktem jest trochę inaczej, bo chociaż ma sporo zalet to posiada jedną wielką wadę, której nie jestem w stanie przeskoczyć. 
Jeżeli chcecie się przekonać co tak strasznie mi w nim przeszkadza, zapraszam do lektury!


Kto jest ze mną od początków bloga, albo chociaż od kilku lat ten wie, że żele z Isany to był zawsze mój must have! Uwierzcie mi, że sama nie jestem w stanie policzyć, ile opakowań zużyłam. Pamiętam chyba każdą serię od zimowej, po wielkanocną, jak również klasyki, które stoją cały rok w Rossmannie. Firma Isana ma to do siebie, że posiada produkty na każdą kieszeń i co najważniejsze, nie są to jakieś buble, tylko naprawdę dobre jakościowo kosmetyki. Co wyróżnia ich żele pośród innych oprócz ceny? Moim zdaniem szata graficzna i zapach, ale o tym poczytacie w dalszej części posta.


Żel znajduje się w poręcznej, 250 ml butelce. Zamykanie na 'klik' jak chyba w przypadku wszystkich żeli z Isany jakie miałam. Klasyka. Na opakowaniu znajdują się podstawowe informacje od producenta, skład, pojemność oraz nazwa produktu i firmy. Super, że większość jest przetłumaczona na język polski bo o ile się nie mylę ( a jak się mylę to mnie poprawcie) Isana jest firmą niemiecką. 
Wróćmy do szaty graficznej o której wspominałam wyżej. Nie wiem co Wy uważacie o designie, ale ja sądzę, że naprawdę ich produkty wyróżniają się spośród innych na półce. Są niesamowicie kobiece, przyciągają wzrok i zazwyczaj nawiązują do serii, do której należą. Tu mamy do czynienia z zakazanym jabłkiem, co można od razu zauważyć na opakowaniu. Jest to limitowana edycja, więc podejrzewam, że już nie traficie na niego w Rossmannie. Przechodząc do tego, na czym najbardziej się skupiam w trakcie wybierania produktów kąpielowych czyli zapachu mogę stwierdzić, że gdyby wyszły perfumy z tą nutą zapachową na rynek, to biłabym się o nie, jak niektórzy klienci o karpia w Lidlu. Zapach jest NIEZIEMSKI! Strasznie seksowny, intrygujący, kuszący, tajemniczy. Niby klasyczny, ale jest w nim coś niepowtarzalnego. Trochę obawiałam się, że skoro to jabłko, to będzie pachnieć jak kostka do WC albo odświeżacz powietrza, ale rozczarowałam się- oczywiście pozytywnie!:). Nawet w jego kolorze jest coś, na co warto zwrócić uwagę. Pod światło możecie zauważyć takie delikatne drobinki, które naprawdę kuszą. Tu nie mam totalnie nic do zarzucenia. Również konsystencja jest taka jaką lubię. Treściwa i gęstawa. Wszystko pięknie się zapowiada no nie? Do czasu...


Produkt fajnie się pieni i co najważniejsze, zostawia delikatny zapach na ciele. Nie nawilża jakoś specjalnie, ale też nie zauważyłam wysuszenia. To co mi do cholery w nim przeszkadza, skoro wszystko piszę w superlatywach!? Już tłumaczę. Żel mnie najprawdopodobniej uczulił!! Na początku nie zwracałam uwagi na niesamowite swędzenie skóry na łydkach. Produkt zaczęłam używać w okresie, kiedy można było sobie pozwolić na odsłonięte łydki i po prostu pomyślałam, że opaliło mnie ciut i stąd to swędzenie. Potem odstawiłam go na jakiś czas, zmieniłam na inny żel i nie dawno do niego wróciłam. Teraz oprócz nóg swędziało mnie absolutnie całe ciało! Na szczęście nie zmieniałam wtedy ani balsamu, ani płynu do kąpieli czy proszku więc mam pewność, że to jego wina. Dałam mu zapobiegawczo jeszcze jedną szansę, ale kiedy powtórzyło się to znów, musiałam się z nim niestety pożegnać.


Nie zrażajcie się do niego bo uczulił mnie! To, że u mnie wystąpiła taka reakcja nie oznacza, że u Was było by podobnie! Jest to pierwsza taka sytuacja, więc absolutnie nie skreślam firmy, tylko poszukam innej wersji zapachowej:).

Znacie ten konkretny żel?
Jakich produktów pod prysznic używacie?

Ps. po ostatniej relacji blogerek z wyprawy do Holandii zachciało mi się tam wyjechać chociaż na kilka dni przez wakacje!!! Jaki środek transportu polecacie? Myślałam o busie i nawet znalazłam ciekawą ofertę http://piatkabus.pl/, ale nie wiem czy takie rozwiązanie jest ok! Jeżeli któraś z Was podróżowała, to dajcie koniecznie znać!
Tak strasznie mnie zawiodłaś..

Tak strasznie mnie zawiodłaś..

Cześć!
Ludzie, dobija mnie ta pogoda. O ile zazwyczaj nie chcę narzekać, o tyle teraz już muszę. Dlaczego mimo ta długiej zimy jaka była, w kwietniu ona nadal trwa i daje się solidnie we znaki? Miałam nadzieję, że jak już w końcu moja noga będzie zdrowa to wybiorę się na kijki, a na takiej pogodzie to się mogę ewentualni wybrać na narty. Mam nadzieję, że prognozy na weekend majowy się sprawdzą i naprawdę będzie +18'C.
Dziś chciałabym Wam przedstawić produkt, a konkretnie odżywkę do włosów, która zawiodła mnie totalnie i niestety po czwartej nieudanej próbie musi wylądować w koszu. Nie umiem się totalnie z nią dogadać. Jeżeli chcecie się dowiedzieć co mi przeszkadza w tej pięknie wyglądającej z pozoru odżywce- zapraszam na post. 


Odżywkę testowałam z małymi przerwami od Grudnia. Spoko, żebyśmy się dobrze zrozumieli.. myłam częściej razy głowę przez te 5 miesięcy niż cztery razy:)). Chodzi o to, że nie używałam jej po każdym myciu, bo chciałam ją wypróbować z różnymi szamponami, ale o tym za chwilę.
Produkt znajduje się w eleganckiej, ładnie wyglądającej tubce. Przyznam, że szata graficzna jest najbardziej moja. Kobieca, przykuwająca uwagę, prosta, czysta. Taką jak lubię najbardziej. Jednoznacznie (przynajmniej mi) kojarzy się z naturą, świeżością i czystością. Umówmy się, każda z nas zwraca uwagę na takie rzeczy w mniejszym, lub większym stopniu. Odżywka zamykana jest na klik i tu forma tuby sprawdza się idealnie. Uwielbiam takie produkty, które stoją 'na głowie' bo wiem, że wycisnę wszystko do samiutkiego końca. Mało tego, tubka jest tak mięciutka, że nawet możemy ją przeciąć przy końcówce produktu i wyciągnąć wszystko do ostatniej kropelki. 


Jeżeli jesteś tu pierwszy raz, to koniecznie muszę przedstawić Ci charakterystykę moich włosów, żebyś zrozumiał/a w czym tkwi problem. Mam włosy długie, do polowy pupy. Naturalne-blond, ale mimo tego rozjaśniane. Niesamowicie gęste, ale z tendencją do wypadania. Przesuszone końce (nie) regularnie obcinane. Tak pokrótce wyglądają moje włosy. Od odżywki oczekuję tylko jednego- nawilżenia i zmiękczenia moich włosów. Umówmy się, włosy po rozjaśnianiu są jak szczotka i naprawdę nie wierzę w te fryzjerskie slogany typu: 'delikatne rozjaśnienie', 'brak zniszczenia włosów'. Niestety, każde rozjaśnienie niszczy włosy. No chyba że rozjaśniacie rumiankiem lub słońcem to wtedy nie :). Znalezienie odpowiedniej odżywki w moich przypadku, która nawilży, zmiękczy, ułatwia rozczesywanie i dodatkowo nie będzie szkodził mojej skórze (zapomniałam wspomnieć, że mam również problemy trychologiczne)- graniczy z cudem. 


Tak jak wspomniałam wyżej, próbowałam odżywkę z różnymi szamponami i niestety nie sprawdziła się z żadnym. Konsystencja produktu jest taka, jaką lubię najbardziej. Delikatnie gęsta, ale bez przesady. Nie przecieka przez palce co sprawia, że produkt jest wydajny. Pięknie pachnie i zapach jest wyczuwalny na włosach.  to by było tyle z komplementów. Produkt totalnie się nie sprawdził na moich włosach. Nie spełnił ani jednego wymagania, które stawiałam wyżej. Nie ułatwił rozczesywania, nie nawilżył włosów. Mało tego, zrobił mi na drugi dzień na głowie hełm, którego się nie dało rozczesać. Jest mi strasznie przykro, bo jeżeli chodzi o tę firmę, to większość produktów naprawdę się u mnie sprawdziła i byłam zadowolona. W tym wypadku naprawdę się rozczarowałam. Mimo całej sympatii do firmy, nie mogę zarekomendować tego produktu. BYĆ MOŻE na włosach naturalnych, nie farbowanych i nie rozjaśnianych sprawdził by się lepiej, natomiast ja odpuszczam i dalej szukam swojego ideału :).



Zapomniałabym dodać najważniejszego! Produkt nie był testowany na zwierzętach, a jest to dla mnie naprawdę ważne. Jeżeli nie wiecie jeszcze dlaczego zwracam na to uwagę, odsyłam do tego wpisu [klik]. Co do składu, oceńcie sami. Jak dla mnie pozostawia troszkę do życzenia.


Znacie produkty tej marki?
Któraś testowała tą odżywkę?
Czy można używać kawioru do kąpieli!? Jak to działa?

Czy można używać kawioru do kąpieli!? Jak to działa?

Witajcie dziewczyny i chłopaki!
Czy macie świadomość, że już praktycznie zaczynamy święta? Nie wiem, ale jakoś nic nie czuję tej atmosfery. Na dodatek jeszcze pogoda typowo jesienna nie zachęca do konstruktywnego myślenia i działania. Nie chcę marudzić, bo nie należę do takich osób ale powiem Wam, że czasem mam już dość deszczowych dni. Jak sobie radzę w takich sytuacjach i czy jest jakiś sposób, że potrafię się zrelaksować i zapomnieć o wszystkim? Serdecznie zapraszam Was na wpis, w którym przedstawię mój ulubiony kąpielowy kawior :)

Założę się, że nie ma chyba osoby, która nie zna firmy BingoSpa. Co prawda, miałam z nią do czynienia dopiero jakiś rok temu po raz pierwszy i uważam, że mają naprawdę fajne produkty, ale znajdzie się też kilka średnich. Niestety, nie wypróbowałam ich dużo, więc nie mogę Wam powiedzieć, że to dla mnie kultowa firma. Niemniej jednak produkt, który chcę przedstawić dziś, jest ABSOLUTNYM hitem!!!
Nie muszę Wam przypominać, a jeżeli muszę to przypomnę, że uwielbiam długie, relaksujące kąpiele. Kosmetyki kąpielowe to jedne z tych, po które najczęściej sięgam na zakupach. Uwielbiam żele kąpielowe, płyny do kąpieli, kule, sole. Wszystko co pachnie, ładnie wygląda i relaksuje, jest moim Must Have! Kiedy dowiedziałam się, że dostałam się do akcji testowania z firmą BingoSpa nie wiedziałam co wybrać. Balsamów mam nadmiar, żeli pod prysznic również, o maskach nie wspominam. Dłuuuugo szukałam na stronie czegoś, z czego byłabym zadowolona. Nie minęło wiele czasu, kiedy trafiłam na kąpielowy kawior. Kąpielowy Kawior?- pomyślałam. Co to jest kąpielowy kawior!? Nigdy nie jadłam spożywczego, a tu przyjdzie mi się w nim kąpać!:). Jako że było to ładne i pomyślałam, że w sytuacji, kiedy nie spisze się w wannie wykorzystam produkt do zdjęć (nie komentujcie tej myśli:))), postanowiłam to przetestować.


Produkt znajduje się w dużym, plastikowym słoiku zakręcanym solidną zakrętką. No przyznajcie, czy nie prezentuje się to super? Za chwilę pokażę Wam,  jak wyglądają perełki, ale na to musicie trochę poczekać :). Szata graficzna typowa dla BingoSpa- prosta i bez zbędnych ozdób. Na opakowaniu znajdują się podstawowe informacje o nazwie firmy, produktu, gramaturze, składzie i kilka słów od producenta. Na początku w ogóle nie wiedziałam jak się za to zabrać, ile tego sypać. Zastanawiające było to, czy pojawi się piana, jak w przypadku płynów do kąpieli-niestety nie pojawiła się i to jedyny zarzut, jaki mam w stosunku do tego wynalazku. Na początek wsypałam zakrętkę pod bieżącą wodę, a potem dosypałam kolejną. Wszystko baaardzo szybko się rozpuszcza i już po chwili nic nie widać w wannie ale...czuć!


Kolor jaki jest, to chyba widzi każdy z nas. Piękne, niebieskie perełki w różnych odcieniach tego koloru. Chciałam zrobić jakieś mega hiper super artystyczne zdjęcie, ale perełki zaczęły się rozsypywać po pokoju, a za nimi zaczął biegać Kotlet :). Stwierdziłam, że blog blogiem, ale nie mogę narazić psa na zatrucie pokarmowe :). Największą zaletą tego produktu jest zapach. Uwierzcie, że naprawdę nigdy nie miałam tak silnie pachnącego produktu do kąpieli. Oczywiście nie czarujmy się, ten zapach nie utrzymuje się na ciele nie wiadomo ile, ale sam fakt, że możecie sobie poleżeć w tak pięknie pachnącej kąpieli- działa na zmysły. Produkt nie barwi ani wanny ani wody. Nie musicie się też obawiać poślizgnięcia, bo nie jest to oleista substancja. Jest to fajna alternatywa dla kąpieli ze świeczkami. Jeżeli chodzi o właściwości dla naszego ciała mogę stwierdzić, że zauważyłam delikatne nawilżenie. Nie oczekuję od tego typu produktów nie wiadomo czego, ponieważ zawsze po kąpieli balsamuję ciało.


Reasumując, jest to świetny produkt dla maniaczek kąpielowych. Uwierzcie mi, że uzależnicie się od tych mini-kuleczek tak jak ja :)!
Jeżeli chcecie go zakupić, zapraszam tutaj.
CENA: ok. 12 zł/380g

A Wy czego używacie do kąpieli?
Co u mnie+ czy zmiana ulubionego produktu na inny jest dobrym ruchem?

Co u mnie+ czy zmiana ulubionego produktu na inny jest dobrym ruchem?

Witajcie w niedzielę!
Dziś mam imprezę urodzinową i mega się stresuje:). Wiecie, ja to raczej mało perfekcyjna Pani Domu jestem jeżeli chodzi o kulinaria i raczej specjalnie niczym nie błysnę.. Od rana kręcę też dla Was Daily Vloga, więc jeżeli będziecie chcieli wiedzieć jak minął mi ten dzien zapraszam jutro na kanał:) (z góry przepraszam, że nie robię literki 'ni', ale coś mi się poprzestawiało w klawiaturze i nie działa). Koniec gadania, przechodzę do sedna sprawy:)
Do tej pory moim ulubiony płynem micelarnym był płyn z Ziaji. Przewijał się w ulubie(ni)cach, nowościach i ogólnie dość często u mnie gościł. Ostatnio nie mogłam go znaleźć w Biedronce, więc postawiłam na produkt z firmy Be beauty. Nie wzięłabym go, bo kiedyś już go miałam i się nie polubiliśmy, ale niestety nic innego nie było co by mnie usatysfakcjonowało. Czy ta zmiana wyszła mi na lepsze?



Plastikowe opakowanie, o ładnej, aczkolwiek skromnej szacie graficznej, która raczej nie rzuca się w oczy i nie wyróżnia niczym specjalnym na półkach sklepowych. Na buteleczce znajduje się kilka informacji o nazwie firmy, produktu, składzie, informacji od producenta i pojemności. Jak widzicie mamy tutaj również informację,  że produkt jest przeznaczony do cery normalnej i radzi sobie z makijażem wodoodpornym. Szukałam czegoś do cery suchej, ale nie wiem, czy w ogóle ta firma oferuje coś takiego w swoim asortymencie. Na pochwałę zasługuje tu 'dzióbek' uruchamiany 'klikiem' przez który wydobywa się odpowiednia ilość produktu. Jeżeli już nie korzystamy z produktu kolejnym 'klikiem' zamykamy dozownik. Nie jestem Wam w stanie powiedzieć, czy radzi sobie z makijażem wodoodpornym z prostej przyczyny-nie używam takich produktów.



Jak widzicie mamy tu 2x 'bez' czyli bez barwników i alergenów. Mam bardzo wrażliwe oczy, chyba jak każda kobieta, która nosi okulary i maluje się codziennie. Nie wiem czy to widzicie, ale czasem w filmikach widać jakie są przekrwione i czerwone. Właśnie są to skutki makijażu, pracy przy komputerze i klimatyzacji. Jeszcze będąc u okulistki dowiedziałam się, że mam 'zespół suchego oka' i powinnam nawilżać oczy kroplami. Niestety,nie jestem w stanie. Nienawidzę tego uczucia od razu po zakropieniu. Producent obiecuje nam i nawilżenie i oczyszczenie i działanie przecwipodrażnieniowe. Jestem zazwyczaj naprawdę sceptycznie nastawiona do nowych produktów do demakijażu oczu, bo po prostu się boję, że zamiast sobie pomóc, to najzwyczajniej w świecie-zaszkodzę.


Produkt jest bezzapachowy i bezbarwny co możecie zauważyć na zdjęciu. Szczerze? Jeżeli chodzi o oczyszczanie twarzy, to nie mam mu nic do zarzucenia. Zmywa cienie, tusz, podkład, pomadkę, bronzery etc. Nie szczypie w oczy, nie podrażnia, nie wysusza. Jedyne do czego mogę się przyczepić, to słaba wydajność. Ziajka wystarczała mi na miesiąc przy codziennym użytkowaniu, gdy ten produkt skoczy się po około pół miesiąca. Nie jest źle:) Być może sięgnę po niego jeszcze raz. Z braku laku... :)


A Wy czym zmywacie twarz?
Wolicie mleczka czy micele?
3 Cechy dobrego antyperspirantu i dlaczego zmiana składu nie zawsze działa na korzyść produktu?

3 Cechy dobrego antyperspirantu i dlaczego zmiana składu nie zawsze działa na korzyść produktu?

Hej kochani;)
Po raz pierwszy od WRZEŚNIA mogę spokojnie napisać PIĄTEK, PIĄTECZEK, PIĄTUNIO!:) Tak właśnie tak, mam wolny CAŁY weekend! Ciesze się jak dziecko:) Ani nie idę na studia, ani do pracy. Plany? Jutro sprzątanie i nagrywki, a w niedzielę mam gości na moje 18 urodziny :D. Zleci szybko, a kolejny wolny weekend dopiero na święta. Koniec końców dziś nie o moich planach ani urlopach, tylko o jednym z ważniejszych kosmetyków pielęgnacyjnych jakim jest antyperspirant.



Dlaczego jeden z ważniejszych a nie najważniejszy? No bo dla mnie najważniejszym kosmetykiem pielęgnacyjnym jest żel pod prysznic:D. Antyperspirant może być dodatkiem do codziennej higieny, a nie jego zamiennikiem- to chyba jasna sprawa. Czasem wydaje mi się, że producenci zapominają o tym obiecując 72h uczucia świeżości. Serio? Serio ktoś się nie myje 3 dni? Pozdrawiam i współczuję. Przecież każdy o tym wie, a przynajmniej powinien, że antyperspirant powinien być zmyty wieczorem przed snem! Nie wolno zostawiać antyperspirantu przez dłuższy okres na ciele, ponieważ zawarte w nim aluminium może powodować poważne szkody w naszym organizmie. Ot, taka moja mała retrospekcja. Przejdźmy teraz do tematu posta, czyli konkretnego produktu jakim jest antyperspirant Rexona Motion Sense Ultra Dry.
Jeżeli ktoś mnie czyta od dłuższego czasu to wie, że u mnie zawsze numerem jeden były antyperspiranty z Garniera. Miałam chyba każdy zapach, każdą wersję kolorystyczną i stosowałam je naprawdę bardzo, bardzo długo. Nie mam problemów z nadmierną potliwością więc ich działanie w zupełności mi wystarczało. Potem zaczęłam więcej ćwiczyć i chciałam sprawdzić, czy ta Rexona rzeczywiście mocniej pachnie kiedy wykonujemy jakiś ruch. Przecież takie było jej przeznaczenie prawda? Na potwierdzenie mała informacja od producenta. 

Technologia MotionSense™ w antyperspirantach Rexona daje Ci pewność, że możesz więcej. Formuła zawiera mikrokapsułki, które osiadają na powierzchni skóry. Kapsułki pękają pod wpływem ruchu i tarcia, uwalniając zapach i gwarantując Ci natychmiastową ochronę. To wyjątkowy antyperspirant, który reaguje bezpośrednio na ruch ciała, błyskawicznie wkraczając do akcji.Antyperspiranty Rexona z technologią MotionSense™ zapewniają Ci bezkonkurencyjną ochronę, dzięki czemu Ty możesz robić więcej rzeczy, które kochasz. 
No, a teraz wróćmy do rzeczywistości. Antyperspirant jest zamknięty w plastikowym, mało odpornym na uderzenia opakowaniu. Podczas przenoszenia zakupów musiał mi gdzieś upaść i pękł plastik co skutkowało namiętnym wylewaniem się produktu z każdym dniem coraz mocniej. Na opakowaniu znajdują się podstawowe informacje o nazwie produktu, nazwie producenta, składzie, pojemności i czasu, przez jaki antyperspirant będzie nas chronił przed przykrymi zapachami. Tym razem mamy zagwarantowane 48h. Produkt stoi 'na głowie' dzięki czemu antyperspirant ciągle spływa w dół i kulka, którą pocieramy skórę jest ciągle mokra.
Widzicie? Aluminium po wodzie jest od razu na drugim miejscu w składzie. Pamiętacie, jak na początku posta zapytałam, kto normalny nie myje się 72h? Tym razem zapytam, kto normalny nie myje się 48h? Nie wiem jak Wy, ale ja nie wyobrażam sobie położyć się po całym dniu do łóżka i się nie umyć. Serio, dla mnie to abstrakcja. Właśnie dlatego nie mogę Wam powiedzieć, czy producent spełnił swoje obietnice, bo u mnie produkt był zmywany po max 12h. od jego aplikacji. Ne mogę powiedzieć, przez ten czas ciągle czułam zapach, który swoją drogą jest fenomenalny. Już dawno nie miałam produktu, który pachnie jak perfumy! Czy zapach był mocniejszy podczas wykonywania intensywniejszego ruchu? Nie wydaje mi się. Mam wrażenie, że ciągle czułam go tak samo. Niezbyt nachalnie, delikatnie, ale przez 12h.  Powiem Wam, że przed zmianą składu zapach był o wiele bardziej intensywniejszy niż na chwilę obecną. W sumie od antyperspirantu wymagam 3 rzeczy: ładnego zapachu, ochrony i niskiej ceny.


Produkt wystarczył mi na około miesiąc codziennego stosowania. Wydaje mi się, że cena jest adekwatna do jego pojemności (ok. 10 zł/50ml). Komu go polecam? Na pewno nie osobą, które mają problem z nadmierną potliwością albo tym, którzy wykonują duży wysiłek fizyczny. Na codzień powinien sprawdzić się bardzo dobrze. Uważajcie jednak żeby go nie upuścić i starajcie się częściej używać antyperspirantów, które są wolne od aluminium.


Macie swój ulubiony antyperspirant?:)
Coś do twarzy dla nastolatek polecone przez NIE NASTOLATKĘ, ale sprawdzające się świetnie w ekstremalnych sytuacjach.

Coś do twarzy dla nastolatek polecone przez NIE NASTOLATKĘ, ale sprawdzające się świetnie w ekstremalnych sytuacjach.

Witajcie;)
U Was też tak pięknie sypie? Jeju powiem Wam, że rzadko się jaram śniegiem, ale dziś jakoś wyjątkowo się cieszę. Jak wstałam rano i zobaczyłam jak pięknie prószy, to byłam przeszczęśliwa! Co prawda, nie wsiądę na tej pogodzie za kierownicę, ale zza okna bezpiecznie popatrzyć zawsze można :)
Dziś przychodzę do Was z recenzją produktu, którego (jak twierdzi mój chłopak) nie powinnam używać:). Jeżeli jesteście ciekawi o czym mowa i jak ten produkt sprawdza się u mnie, koniecznie musicie przejść do dalszej części posta.



Jak wiecie, mam już faworyta i niekwestionowany ideał jeżeli chodzi o pianki do twarzy. Mowa tu oczywiście o Clean & Clear. Niestety, wydaje mi się, że pianka została wycofana i nigdzie nie mogę jej znaleźć. Troszkę mi przykro bo powiem Wam, że ta pianka była dla mnie naprawdę numerem 1. Trudno, nie mogłam znaleźć tej, więc postanowiłam poszukać innej. Nie wiem jak u Was, ale w sklepach, które są w mojej okolicy (Natura, Rossmann, Kosmyk, Koliber) nie mogę znaleźć żadnych pianek! Serio! Jedna raz mi się przytrafiła z Nivea (która nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że wysusza), jedna z wtedy z C&C no i teraz ta, z Under Twenty. Do tej pory nic nie miałam z tej firmy, bo jak wiecie 'Under' to ja już dawno nie jestem, ale z 'braku laku..' jak to mówią kupiłam i mam. 
Pianka zamknięta jest w plastikowym, kolorowym opakowaniu. Jak dla mnie szata graficzna jest typowa dla nastolatek. Kolory, kolory, dużo informacji i wszystko naraz. Czy mi się podoba? Pewnie :D. Nie mam 60 lat i mimo wszystko lubię jak jest wszystkiego pełno. Na opakowaniu znajdziemy informacje o nazwie produktu, firmie, informacje od producenta, skład oraz QR kod, który tak naprawdę nie wiem po co i do czego służy;)



Do czego służy mi pianka do mycia twarzy? Of kors do mycia twarzy. Jest jednym z etapów mojego wieczornego makijażu. Moją wieczorną rutynę pokazywałam Wam tutaj, więc jak chcecie wiedzieć czego jeszcze używam, to zapraszam. Wracając do tematu. Zmycie twarzy pianką to dla mnie podstawa! Tylko twarzy, nie oczu :D. (Tak, zrobiłam raz ten błąd, nie pytajcie o nic więcej:)). Produkt ma przyjemny zapach. Na pewno nie arbuzowy jak zapewnia producent. Kojarzy mi się raczej z jakimś słodkim, ciężkim owocem. Zapach arbuza jest dla mnie bardziej orzeźwiający niż tej pianki. Mam straszny problem z moją cerą. Ciągle mnie wysypuje, mam przesuszoną skórę. Niestety, woda z chlorem robi swoje. Chyba zacznę myć twarz wodą przegotowaną, bo to co się mi dzieje na twarzy od września, to przechodzi wszelkie ludzie pojęcie. Nie mogę jednoznacznie powiedzieć, że pianka zrobiła mi krzywda czy nie zrobiła bo tak jak mówię. Początki z nią zbiegły się z przeprowadzką. W sumie odłożyłam ją na jakiś tydzień i wysypywało mnie dalej, więc to na 98% nie jest jej wina. 


Pianka jest mega puszysta. Jeden psik wystarczy do mycia całej twarzy. Co najlepsze,  C&C nakładało się na wilgotną twarz, a tą aplikuje się na suchą potem dopiero mocząc. Co ją odróżnia od C&C? Na pewno jest dużo mniej wydajna. C&C miałam nawet na 6(!) miesięcy, gdzie ta starcza mi na 2 miesiące max. Nie wysusza mnie, ale też nie nawilża. Jestem z niej zadowolona i mimo wszystko ją kupię, no chyba, że polecicie mi coś innego:).

Jak myślicie, czy osoba nie 'under twenty' może używac tych produktów :D?
Jaka jest Wasza ulubiona pianka?:)

Nie taki olej straszny, zbawienna moc śliwki i moja wysuszona cera błaga o ratunek.

Nie taki olej straszny, zbawienna moc śliwki i moja wysuszona cera błaga o ratunek.

Hej :)
Jak tam po wczorajszym wolnym?:) Fajna taka przerwa w środku tygodnia? Ja nie za bardzo lubię takie wolne dni, bo potem się nie mogę odnaleźć jakoś:D. Nawet rano nie byłam pewna, którą zmianę mam w pracy. Stety/Niestety, najbliższe dłuższe wolne szykuje się dopiero na Wielkanoc. Mam nadzieję, że pogoda będzie wtedy wiosenna, a nie zimowa jak co roku:)
Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o pewnym produkcie, który stosuję już jakiś czas i wiem, że na pewno do niego powrócę. Jeżeli chcecie wiedzieć o czym mowa i co zawdzięczam temu olejowi, zapraszam Was do dalszej części posta. 

Pracuję w pomieszczeniu klimatyzowanym, pięć, czasem siedem dni w tygodniu. Rozpoczął się również sezon grzewczy, a na zewnątrz mrozy. Moja skóra na całym ciele ma niesamowitą skłonność do przesuszeń. Na pewno duży wpływ na to, mają moje problemy z tarczycą. Staram się jak mogę.  Balsamuję/kremuję ciało praktycznie codziennie wieczór po kąpieli. Z różnym skutkiem. Czasem te zabiegi pomagają, ale niestety częściej mam strasznie przesuszone łydki, kolana i łokcie. Jeżeli chodzi o ciało, sprawa jest prosta- mogę więcej eksperymentować z kosmetykami, niż w przypadku twarzy. Moja cera nie dość, że ma skłonność do przesuszania, to i często robi mi niespodzianki w postaci pryszczy czy wągrów. Boję się używać czegokolwiek do niej,a  tym bardziej uważam, że moja cera nie jest przeznaczona do jakichkolwiek eksperymentów. Niestety, w ostatnim czasie byłam tak zdesperowana, że kiedy mogłam sobie wybrać jakiś produkt z firmy e-naturalne.pl wiedziałam, że postawię na coś do cery. Wybór padł na ten oto produkt.


Kocham śliwki pod każdą postacią! Serio! Lubię lato, ale tylko czekam na jesień i na te przepyszne, z rodzinnego sadu owoce. Strasznie skusił ,mnie fakt, że w tym oto kremiku znajduje się olej z pestek śliwek. Szczerze mówiąc, nie słyszałam nigdy o tym, że pestki śliwek zawierają olej. Jak widać, człowiek się uczy całe życie i jeszcze trochę:). Szata graficzna jest urocza. Idealnie dobrane do siebie kolory. Jest lekko, kobieco, ale bez przepychu. Na opakowaniu widnieje moja kochana śliweczka;). Na tubce zawarte są takie informacje jak nazwa firmy, produktu, pojemność, skład i sposób użycia. Nie mogło tu również zabraknąć informacji od producenta.


Krem posiada dozownik w postaci pompki airless. Lubię rozwiązania tego typu, ale w tym produkcie miałam niesamowity problem, żeby pompka zaczęła działać! Naprawdę myślałam, że trafiłam na wadliwy produkt! Na szczęście podczas kolejnych aplikacji pompka się nie zacina i działa poprawnie.

Krem, jako produkt naturalny nie posiada żadnego zapachu. Troszkę mi to przeszkadza, bo ogólnie lubię ładnie pachnące produkty. Bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy. Jest trochę tłusty, ale mnie nie zapycha na szczęście. Można go spokojnie używać pod makijaż, wiem to z własnego doświadczenia, gdyż właśnie tak go aplikuję. Jedna pompka wystarczy do porycia całej twarzy.
A jak z działaniem? Zauważyłam, że cera mniej jest przesuszona, w szczególności w okolicach nosa i pod oczami. Za cały czas użytkowania, pojawiła się tylko jedna niespodzianka na brodzie, ale akurat trafiła się ona w okresie 'trudnych dni', więc nie mogę powiedzieć, że to wina kremu. Ogólnie jestem zadowolona z produktu, przyniósł mi niesamowitą ulgę i nie czuję już tego efektu ściągnięcia skóry.


Produkt można zakupić tutaj.
Polecam go z czystym sumieniem każdej z Was, która ma problem ze suchą skórą!

A Wy czego używacie w te mroźne dni?;)
Copyright © 2016 zakochana w kolorkach , Blogger