piątek, 9 grudnia 2016

Jak traktować blog w kategoriach działalności gospodarczej i do kogo zwrócić się o pomoc?

Cześć!
Ale mi leci ten czas do świąt! Jeszcze jak na złość w niedzielę mam egzamin, na który raczej jestem średnio przygotowana.. coś mi się wydaje, że jutro będę się uczyć cały dzień.

W dzisiejszej notce chciałabym poruszyć ciekawy, ale dość drażliwy temat w blogosferze. Mam na myśli traktowanie bloga w kategorii własnej działalności gospodarczej. Jeżeli jesteście ciekawi jak ja się na to zapatruję, zapraszam na post. 



Nie oszukujmy się, każda chciałaby, żeby po jakimś czasie jej pasja-blog, przekształciła się w źródło zarobku i ja uważam, że nie ma w tym nic złego! Dlaczego nie można robić czegoś dobrze, robić czegoś co się lubi i jeszcze dostawać za to pieniądze? Każdy z nas by tak chciał! Nie ukrywam,  że spora część moich współprac, to była współpraca barterowa. Głównie polegała ona na tym, że dostawałam produkt od firmy, testowałam go, a następnie opisywałam na blogu. Nadszedł jednak czas kiedy zauważyłam, że taka współpraca nie do końca mnie satysfakcjonuje, że niejednokrotnie jest tak, że dany produkt nie rekompensuje mi czasu, który poświęciłam na przygotowanie notki. Pomyślałam, że to chyba odpowiedni moment, żeby zacząć zarabiać na blogu. Przyznam Wam szczerze, że na początku nie wiedziałam jak mam zacząć, czy w ogóle  będzie to miało sens, ale ma! Przed podjęciem decyzji dużo spraw wytłumaczył mi prawnik, który uczulił mnie na kruczki prawne, inaczej sprecyzowane formuły itd. Sądzę, że naprawdę warto skonsultować się z kimś kto na tym się zna, bo na własnym przykładzie wiem, że sporo rzeczy mnie zaskoczyło ze strony prawnej. Kiedyś nie wiedziałam, że z bloga należy się rozliczyć normalnie z US jeżeli się zarabia, a teraz wiem :). Może to głupie przykłady i większość z Was o tym wiedziała, ale uważam, że naprawdę lepiej się zapytać kogoś wykształconego, niż potem mieć problemy.  Nie wiem, czy była bym na tyle odważna, żeby rzucić etat i poświęcić się temu w 100%, ale uważam, że jeżeli ktoś nie pracuje, to próba zarabiania w pełni na blogu, może się okazać najlepszą decyzją :)


Dajcie znać, czy według Was zarabianie na blogu to coś złego:)

sobota, 3 grudnia 2016

Wyniki rozdania z lakierami Victoria Vynn! Blogmas- 3.12.2016

Witajcie!
Byłam dziś w szkole i jestem tak padnięta, że raczej nie mam pomysłu na napisanie czegoś sensownego :). Z racji tego, że niedawno na moim fb odbyło się rozdanie, w którym do wygrania były wybrane przez siebie lakiery z firmy Victoria Vynn, postanowiłam dziś ogłosić wyniki.
Zgłosiło się Was naprawdę SPORO! Szczerze mówiąc, jestem w szoku, że aż tyle. Pytanie było proste,a  odpowiedzi zaskakujące. Uświadomił mi ten konkurs, że każda z nas ma inne preferencje co do koloru lakieru na paznokciach :)

Nie przedłużając, trzy osoby, które wygrały to:
- Karolina Bylina
- Wiktoria Kajdanowicz
- Angelika Kauczor

GRATULUJĘ! Przypominam, że zgodnie z regulaminem, między wylosowane wyżej panie zostaną rozdzielone lakiery z poniższego zdjęcia + każda z Was dostanie odżywkę do paznokcie. Prosiłabym o wysłanie adresów na mój adres mailowy: goralka18@o2.pl



Przypominam równieżo wczorajszym vlogmasie :) Koniecznie zobaczcie, co dostałam z wymiany mikołajkowej!


piątek, 2 grudnia 2016

ZA CO KOCHAM ZIMĘ?- Blogmas 2.12.2016

Hej!
Dziś mam totalny nie-dzień, ale po południu przyszło do mnie kilka świetnych paczek, które nawet mi poprawiły humor :). Nie wiem jak u Was, ale u mnie dalej śnieg leży, co osobiście bardzo mnie cieszy. No właśnie, jak już mówimy o śniegu, to chciałabym Wam opowiedzieć, za co kocham zimę? Jest to drugi temat tegorocznego Vlogmasa, także jeżeli jesteście ciekawi, to serdecznie zapraszam na post :).


ZA CO KOCHAM ZIMĘ?

W sumie odkąd pamiętam kochałam zimę. Jak  byłam młodsza, to lubiłam ją dlatego, bo mogłam sobie pojeździć na sankach, powygłupiać się, pobawić. Na nartach do dzisiejszego dnia nie umiem jeździć, ale to w ogóle temat na osobny wpis :). Generalnie tak w skrócie mówiąc, ja się do tego nie nadaję, więc może spuszczę na to zasłonę milczenia :) Jak byłam starsza, czyt. dojeżdżałam do szkoły autobusem, to lubiłam zimę, ponieważ zawsze istniało duże prawdopodobieństwo, że na moją wieś autobus nie dojedzie i będę miała wolny dzień :D. Oczywiście za te 6 lat mojego dojeżdżania ,może miałam dwa dni wolnego, ale zawsze to coś, no nie?:). Potem jak już miałam aparat, to pokochałam zimę za cudowne widoki, które nas otaczają i możliwość fotografowania ich. Uważam, że ta pora roku jest najbardziej wdzięczna jeżeli chodzi o fotografię. To światło, ten kontrast, ta jasność. No coś pięknego! Jak do tego dochodzą nam jeszcze ozdoby świąteczne, choinki i wszystko to, co tworzy atmosferę świąt, to chce się wychodzić i fotografować!








Wiadomo, że nie cierpię błota pośniegowego, ślizgawicy i jazdy autem wtedy, ale uważam, że mimo tych kilku wad zima, to moja ulubiona pora roku!

A Ty? Za co kochasz zime?:)
Przypominam, że w ramach vlogmasa pojawił się dziś pierwszy film!


czwartek, 1 grudnia 2016

LIST DO ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA- Blogmas 1.12.2016

Cześć!
Właśnie od dziś do 24.12 zaczynamy blogmas! Mało tego, poszłam o krok dalej i postanowiłam również przygotować dla Was również Vlogmas! Film się właśnie wgrywa i mam nadzieję, że jeszcze dziś będziecie mieli okazję zobaczyć nasze pierwsze prezenty, a także znajdziecie odpowiedź na pytanie, gdzie znowu się przeprowadzam :)
W tej notce chciałabym Wam przedstawić mój List do Świętego Mikołaja, czyli mówiąc naszym blogowym slangiem moją mini 'wishlistę' świąteczną. Jeżeli jesteście ciekawi, co chciałabym dostać w tym roku- zapraszam!


W sumie powiem Wam szczerze, że jakoś nie mam sprecyzowanych marzeń ani chciejstw na ten rok. Oczywiście nie będę mówić, że marzę o takich oczywistych rzeczach jak zdrowie itd. bo to jest wiadome:) Zresztą, nie chciałabym tu poruszać aż tak prywatnych marzeń. Skupmy się może na rzeczach materialnych, jakkolwiek brutalnie to zabrzmi :)

Na pewno chciałabym dostać coś z kolorówki. Tu chętnie przytuliłabym jakieś nowości z MUR, ale nie pogardziłabym również kolejnymi matowymi pomadkami. Ostatnio M. zrobił mi mini prezenty przed Mikołajem i dostałam kilka pomadek Huda i Kat Von D. Oczywiście znacie mnie i wiecie, że pomadek naprawdę nigdy za dużo dla mnie:). Nie obraziłabym się również, gdyby mój prywatny Mikołaj dostarczył mi jakąś piękną paletkę. Szczerze Wam powiem, że mam ich naprawdę sporo i ostatnio nawet myślałam o jakiejś wyprzedaży, ale strasznie mi się rozstać z moimi perełkami. W sumie gdybym miała prosić tylko o jedną rzecz, to na pewno były by to perfumy CK Beaauty! Pisałam Wam, że zakochałam się w tym zapachu i naprawdę poluję na niego od ostatniego SoB. Z takich bardziej 'przyziemnych' rzeczy potrzebowałabym słuchawki bluetooth, ponieważ z racji mojego zawodu dużo jeżdżę autem, dużo rozmawiam, a jak wiadomo prowadzenie samochodu i rozmowa przez telefon to raczej słaba opcja. Chciałabym również dostać toaletkę, ale to marzenie akurat spełnię sobie sama ;)

Mam nadzieję, że byłam na tyle grzeczna w tym roku, że chociaż dostanę jedną z wyżej wymienionych rzeczy :)

A Ty o czym marzysz?
Napisałaś już list do Mikołaja?:)

wtorek, 29 listopada 2016

Wyniki rozdania organizowanego z Asią!

Witajcie kochani!
Przepraszam, że jestem tu tak rzadko, ale kurczę, no zabiegana jestem teraz strasznie! Przepraszamy również z Asią, że wyniki są tak późno, ale naprawdę obie mamy teraz ręce pełne roboty! Chciałyśmy Wam serdecznie podziękować za wzięcie udziału w rozdaniu. Post konkursowy został wyświetlony prawie 18 000 razy! Wow! Mam nadzieję, że skompletowałyśmy dla Was fajną niespodziankę i nie znikniecie po ogłoszeniu wyników, tylko zostaniecie z nami do końca!




Nie przedłużając, BOX makijażowo-pielęgnacyjny, który skomponowałyśmy z Asią wygrywa p. Joasia Jasińska!

Gratulujemy i prosimy o wysłanie danych kontaktowych na adres paulinaiasia.blogerki@gmail.com

sobota, 26 listopada 2016

Ta sama firma, ta sama seria, a tyle róźnic...

Witajcie :)
Co dziś działacie? My kończymy powoli najgorsze rzeczy jeżeli chodzi o remont. Zostało złożenie szafy, posprzątanie wszystkiego, ogarnięcie, a potem tylko urządzanie :). W remontach i przeprowadzkach chyba to lubię najbardziej :)
W dzisiejszej notce chciałabym Wam zaprezentować płynną pomadkę z firmy Golden Rose, która mimo tego, że trafiła do mnie jako ostatnia, od razu awansowała na pierwsze miejsce wśród moich ulubionych produktów do ust! Jeżeli jesteście ciekawe o jakiej pomadce mówię i co sprawiło, że tak strasznie przypadła mi do gustu, zapraszam na post!


Chyba wszyscy wiedzą, że lubię firmę Golden Rose. Uważam, że mają naprawdę większość hitów, a jeżeli chodzi o produkty do ust, to w moim przekonaniu odpowiadają nawet tym droższym pomadkom o ile nie są lepsze! Boom na tą konkretną serię wiedzie prym już jakiś czas w blogosferze. Chyba 90% blogów, które czytam posiadają co najmniej jedną notkę dotyczącą tych szminek. Ja sama skusiłam się na 4 odcienie i nie żałuję ani jednego. Co najciekawsze, mimo, że to ta sama firma, ta sama seria, to każda pomadka jest inna.W swojej dotychczasowej kolekcji posiadam takie odcienie jak: 02, 04, 09 i dziś przyszedł czas na moją faworytkę, czyli nr 01.


Produkt podobnie jak poprzednie znajduje się solidnym opakowaniu, zabezpieczonym dodatkowo kartonikiem, którego niestety nie posiadam. Na opakowaniu znajduje się kilka podstawowych informacji o produkcie. Aplikator bardzo podobny, o ile nie taki sam jak w poprzednich wersjach. Jak dla mnie jest niesamowicie wygodny. Prosty kształt, żadnych udziwnień. Idealnie dopasowany i nie trzeba wiele manewrować, żeby ładnie i co najważniejsze RÓWNO (!) pokryć usta. 

Nie wiem dlaczego na tym zdjęciu jej kolor przypomina ceglasto-rudy, bo w realu jest taki bo w realu to piękny, delikatny różowy nudziak! Idealny na codzień. Odkąd go posiadam w swojej kolekcji, to używam codziennie i jeszcze mi się nie znudził. Może w końcu pora wyjaśnić o jakich różnicach mówiłam. Wszystkie pomadki z tej serii są niesamowicie trwałe. Serio, rzadko po pomalowaniu nimi ust martwię się, że coś mi zejdzie. Wiadomo, nie wytrzymują na ustach 12h, ale około 5-6h to spokojnie. Ładnie zjadają się od środka i co najważniejsze- nie schodzą płatami. Ta pomadka ma chyba jakieś inne wykończenie. Wpija się dosłownie w usta i czuję taki welurowy efekt na ustach. Wizualnie to oczywiście czysty mat, ale nie wiem skąd ten efekt weluru. Nie przeszkadza mi to w niczym:) Po prostu jestem zdziwiona, że ta sama seria, a zupełnie inne wrażenia


Ogólnie jestem bardzo zadowolona z tej pomadki i uważam, że ze wszystkich moich 4 jest najlepsza. Polecam ją Wam i na codzień i od święta. Założę się, że będzie idealnie pasować zarówno dla blondynki jak i brunetki. Na instagramie, a konkretnie tutaj pokazywałam Wam jak wygląda na ustach.



Lubicie tę serię?
Jaki numerek możecie mi polecić ;)?

piątek, 25 listopada 2016

Róż mineralny? Tego jeszcze nie grali!

Witajcie w piątek:)
Ale to słowo pięknie brzmi- PIĄTEK. No po prostu jak melodia :). U nas już ostro ruszył remont, także jestem generalnie wszędzie dochodząco. Mało tego, w ogóle nie umiem się połapać na tym nowym profilu bloggera! No błądzę jak dziecko we mgle. Nie rozumiem czemu jak ktoś coś polepszy, to zawsze popieprzy... Żeby nie psuć sobie nastroju i cieszyć się w pełni piątkiem zapraszam Was na post, o produkcie, którego dawnooooo u mnie nie było. Mowa o różu, a jak wiecie jak różu nie używałam. Dzięki temu konkretnemu, wszystko się zmieniło:)



Róż udało mi się wygrać u prześlicznej Lady Aggu, do której serdecznie Was zapraszam! Przesympatyczna dziewczyna, która również prowadzi swój kanał! Przyznam, że osobiście nie umiem się za bardzo posługiwać produktami mineralnymi. Podobno wszystko zależy od doboru dobrych pędzli. Wychodzi więc na to, że ja takowych nie posiadam :) O ile nie mam problemu z aplikacją cieni do powiek, o tyle jak kiedyś dostałam podkład mineralny, to już musiałam się zastanowić, z czym to się 'je'. Oczywiście udało mi się jakoś obsłużyć, ale drugi raz nie sięgnęłam po żaden mineralny podkład. Firma Annabelle Minerals jest mi znana w dużej mierze z recenzji, które udało mi się poczytać na blogach. Niestety nigdy wcześniej nie miałam okazji testować żadnych produktów. Nie ma co ukrywać, że Annabelle Minerals jest firmą, która chyba najbardziej wyróżnia się spośród innych, jeżeli chodzi o kosmetyki mineralne. Swoją drogą dopiero teraz zauważyłam, że ta firma jest nie daleko mnie:)


Jeżeli chodzi o róż to chyba jeden  z kosmetyków, którego prawie NIGDY nie używałam! Dlaczego? Bo zawsze wydawało mi się, że wyglądam jak ruska laleczka. Mimo wszystko oglądając tyyyle tutoriali na YT i na IG zauważyłam, że róż naprawdę dodaje smaczku! Jak wygrałam go u Agi to bardzo się ucieszyłam i postanowiłam, że mimo wszystko nauczę się go obslugiwać, a co!
Produkt znajduje się w klasycznym dla Annabelle czarnym, odkręcanym słoiczku. Na wieczku znajduje się nazwa firmy, natomiast na odwrocie takie informacje jak gramatura, nazwa odcienia i termin przydatności. Po odkręceniu możemy zauważyć zabezpieczenie które sprawia, że produkt się nam nie rozsypie w kufrze, czy w sytuacji, kiedy zaliczy zderzenie z podłogą.


Jak zobaczyłam jego kolor to powiedziałam wow! Jeszcze NIGDY w życiu nie widziałam tak pięknego koloru! Matko jedyna! Przecież to idealny i niesamowity kolor dla blondynek! Wpada w taki naprawdę delikatny, chłodny kolor. Nie mogłam się oprzeć, żeby nie zeswatchować go w trybie natychmiastowym na dłoni.


Wiadomo, że produkt mnie ani nie uczulił ani nie podrażnił. Jestem naprawdę pod wrażeniem, że nieświadomie, bez wybierania trafiłam na idealny kolor kosmetyku, którego się tak strasznie bałam. Co najciekawsze rzeczywiście zauważyłam, że róż dodaje naszej skórze takiego naturalnego, dziewczęcego looku. Oczywiście w sytuacji, kiedy umiem się nim obsłużyć:) Zresztą, za niedługo wchodzi nowy trend, a mianowicie draping, więc ja już mam produkt, którego będę używać :)


Strasznie jestem zadowolona z tego produktu i mogę go polecić każdej z Was! Tobie Aga dziękuję, że to właśnie dzięki Twojej nagrodzie przekonałam się, że w różu mi do twarzy!

Macie swój ulubiony róż?:)