Kiedy planów na urlop brak...

Kiedy planów na urlop brak...

Witajcie!
Środa, to prawie połowa tygodnia szczególnie dla tych, którzy chodzą do pracy :). Ja oczywiście się dziś znowu smażę w samochodzie :). Muszę też przygotować dla dziś makijaż, ale o szczegółach dowiecie się wkrótce!
Dziś przychodzę z mega przyjemnym tematem, a mianowicie pogadamy sobie o URLOPIE! Boże, na sam dźwięk tego słowa mam ochotę skakać pod sufit! W sumie nie chodzi o to, że nie lubię swojej pracy, bo radio kocham i tego nic nie zmieni, ale chodzi o to, że chętnie odpoczęłabym sobie kilka dni. Jeżeli chcecie się dowiedzieć co planuje w tym roku, zapraszam na post!


Marzy mi się urlop, ale taki z prawdziwego zdarzenia. Taki, gdzie nie będę robić nic oprócz leżenia i opalania się. Niestety, w życiu nic nie jest czarne albo białe i mogę sobie zapomnieć na chwilę obecną na dłuższe wakacje, a już tym bardziej w tropikach :). Nie myślicie sobie jednak, że będę sie nudzić w wakacje! Nic bardziej mylnego! 2 ostatnie weekendy sierpnia, to istne szaleństwo z moim teamem, który był obecny na zaręczynach. Najpierw weekend w Zakopanem, a potem urodziny organizatora w Krakowie. Niemniej jednak pragnę zrelaskować się kompleksowo i wybrać do SPA <3.


Kochani uwierzcie mi, że od zawsze chciałam się wybrać do SPA, ale do takiego SPA  z prawdziwego zdarzenia. Myślałam nawet kiedyś o takiej podróży poślubnej, ale coś czuję, że Mirek byłby niepocieszony:). Już od kilku lat powtarzam sobie, że zrobię sama dla siebie taki prezent i na urodziny, albo na dzień kobiet zasponsoruje taki wyjazd. Przyznam, że w mojej okolicy chyba nie ma takiego ośrodka, ale to nie zmienia faktu, że skoro są wakacje, to mogę poszukać czegoś w Polsce. Może nad Morzem? Albo w okolicach Wrocławia, bo to piękne miasto <3. Chyba, że postawię na stolicę, bo w sumie tam dawno nie byłam. Jeżeli mowa o zabiegach, to chodzi mi po głowie kilka konkretnych. Oczywiście na pewno zdecydowałabym się na masaż, w sumie jakikolwiek, bo codzienne siedzenie po 12h nie wpływa zbyt dobrze na moje plecy. Nie odpuściłabym również jakichś zabiegów nawilżających na twarz. Jak wiecie męczę się z tym od zawsze i chętnie bym to zmieniła w końcu. Zabiegi antycellulitowe to kolejna pozycja na mojej chciejliście, bo jakbym mogła to odpuścić będąc w SPA. Pewnie z wiekiem zdecydowałabym się jeszcze na ten zabieg http://lespa.pl/oferta-dla-kobiet/medycyna-estetyczna/zabiegi-na-twarz/nici-liftingujace/
ale na chwilę obecną mam jeszcze na to czas :). Myślę, żeby taki wyjazd zaplanować na któryś weekend lipca, chociaż wiadomo, że wolałabym co najmniej tydzień tam spędzić;)

A Ty byłaś kiedyś w SPA?
Jak Twoje wrażenia?
Ciąg dalszy metamorfozy, czyli jeden facet i 100 pomysłów na minutę.

Ciąg dalszy metamorfozy, czyli jeden facet i 100 pomysłów na minutę.

Witajcie, 
jak Wam mija wtorek? Przyznam, że już nie wyrabiam z tymi upałami. Wiem, że jest lato i musi, a w zasadzie powinno być ciepło, ale dla osoby, która większość dnia spędza w aucie, to prawdziwa udręka. Tak, wiem mogę włączyć klimatyzację, albo otworzyć okno, ale od klimy boli mnie gardło, a od okna uszy, więc pozostaje mi siedzieć jak w saunie ;). Podobno upały mają się skończyć końcem czerwca, więc jeszcze wytrzymam te kilka dni :).
Dziś przychodzę do Was nietypowo i troszkę prywatnie, bo znowu porozmawiamy sobie o moim remoncie, a w zasadzie o moich 100 pomysłach na zaprojektowanie sypialni. Jeżeli jesteście ciekawi co znowu wymyśliłam i jak to znosi M. zapraszam na post!


Oczywiście jak we wcześniejszym poście, który przygotowywałam  jakiś czas temu i który nawiązywał do naszego remontu wspomniałam, że jego realizacją zajmuje się jeden mężczyzna czyli M. Ja, jako osoba posiadająca techniczne wykształcenie wyższe, koordynuje wszystkie działania :). Szczerze mówiąc, to chyba cud, że M. toleruje te wszystkie moje wymysły. Zaczęło się od zwykłego koloru ścian, potem  wymyśliłam tapety, potem naklejki a teraz zamarzył mi się beton na posadzce. Takie typowe, industrialne wnętrze, którego nie uświadczycie w naszym mieszkaniu. Ja, fanka stylu skandynawskiego w jednej chwili przerzuciłam sie na coś TOTALNIE innego! Oczywiście jak Mirek się o tym dowiedział to najpierw zbladł, a potem zwątpił :). I to wcale nie chodzi o to, że beton mu się nie podoba bo wręcz przeciwnie! Po prostu stwierdził, że nie podejrzewał, że ktoś w tak krótkim czasie potrafić zmienić zdanie.. cóż :). Generalnie M. przechodzi przez kilka faz, które znam, zanim zaakceptuje 'zlecenie'
-  Niedowierzanie
-  Zwątpienie
-  Dezorientacja
-  Negocjacje
-  Akceptacja
Na dzień dzisiejszy jesteśmy w fazie akceptacji i ja oczyma wyobraźni planuję już dodatki, ozdoby itd. Jak każda kobieta nie pomyślałam o tym od strony praktycznej, czyli jaki wybrać beton żeby to się trzymało, jak go nałożyć i gdzie wybrać. Niestety wiadomo, że aplikacja betonu, to nie jest malowanie ścian, z którym już radzę sobie sama (mieliśmy w mieszkaniu białe ściany więc.. if you know what I mean). Przeglądając miliony inspiracji i szukając idealnego odcienia, trafiłam na stronę www.cemexbeton.pl.
Znalazłam na niej beton chyba w każdej kombinacji. Od tego, który można zastosować na zewnątrz budynku, po ten, który służy do kładzenia posadzek. Oczywiście tak jak wspomniałam wyżej, kiedyś miałam fazę na białe wszystko w sypialni i kolorowe dodatki, a teraz myślę, że z tym czarnym betonem, super będzie komponował się biały kolor. Sama nie wiem, jak to będzie wyglądać i czy ze sterylnej, szpitalnej bieli uda mi się przejść do klasycznego, ciemnego, zimnego wnętrza, ale przyznam, że tak mi się spodobało, że muszę spróbować! Nie wiem, ale jeżeli chodzi o posadzki, to już przerabiałam wszystko. Od zwykłego linoleum, po płytki, na panelach kończąc. Na pewno to będzie jakaś odmiana. Nie wiem jeszcze na jakie wykończenie się zdecydować, bo chodzi mi po głowie albo mat, albo połysk, ale wydaje mi się, ż to wyjdzie w trakcie realizacji. Może tu pozwolę coś zadecydować M. żeby nie było, że ja wszystko wymyśliłam i on nie ma prawa głosu :).

Ma któraś z Was beton na posadzce?
Jak się sprawdza?
Pasuje o sypialni?
10 najpiękniejszych strojów kąpielowych na lato znalezionych na Aliexpress!

10 najpiękniejszych strojów kąpielowych na lato znalezionych na Aliexpress!

Witajcie,
dziś poniedziałek, czyli zaczynamy kolejny tydzień. Miałam dziś naprawdę intensywny dzień i szczerze mówić, padam na twarz. Mimo tego udało mi się znaleźć dla Was 10 propozycji strojów kąpielowych, które kupicie za kilkadziesiąt złotych na Aliexpress. Przyznam, że jak w Marcu na wyjazd do Wawy szukałam stroju, to zajęło mi to chyba 2 tygodnie i nie wiem ile sklepów przeszłam. Mam nadzieję, że dzisiejsze zestawienie komuś w czymś pomoże i zainspiruje go w trakcie zakupów. Przyznam, że w Polskich sklepach nie znalazłam  większości modeli z tych, które dziś zaprezentuję. Na początku, jak zawsze przy okazji tej serii, kilka wiadomości. 

1. Posty te NIE SĄ SPONSOROWANE
2. Nie będę tu polecać podróbek kosmetyków czy ubrań, ponieważ brzydzę się podróbkami.
 
Kurs dolara na dzień przygotowania wpisu, czyli 26.06.2017 przedstawia się następująco

1 USD = 3,74 PLN

Zaczynamy!


  
Cena: ok. 28 zł
Do kupienia: [klik] 

  
Cena: ok.  37 zł
Do kupienia: [klik] 


Cena: ok. 43 zł
Do kupienia: [klik]


Cena: ok. 26 zł
Do kupienia: [klik]


Cena: ok 57 zł
Do kupienia: [klik]


Cena: ok 47 zł
Do kupienia: [klik]

Cena: ok. 60 zł
Do kupienia: [klik]


Cena: ok. 37 zł
Do kupienia: [klik]


Cena: ok. 57 zł
Do kupienia: [klik]


Cena: ok. 54 zł
Do kupienia: [klik]


Ok. 55 zł
Do kupienia: [klik]


Ok. 41 zł
do kupienia: [klik]


Ok. 46 zł
do kupienia: [klik]

Który model przypadł Wam do gustu?
Ja jestem zakochana w tym z wysokim dołem :)
Nie polubiliśmy się...

Nie polubiliśmy się...

Witajcie!
Boże, czy tylko ja potrafię pomylić dzień egzaminu i cały czas myśleć, że jest on w sobotę, kiedy tak naprawdę jest w niedzielę? Serio? Czy jest taka druga osoba na świecie :D? Chyba nie...
Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o pomadce z Wibo, która wyjątkowo nie przypadła mi do gustu i szczerze mówiąc jestem nią zawiedziona. Jeżeli chcecie wiedzieć, bo mi w niej nie odpowiada, zapraszam na post!


Generalnie uwielbiam firmę Wibo praktycznie za wszystko. Chyba do tej pory nie trafiłam na produkt, który by mnie zawiódł, dopóki nie kupiłam tej pomadki. Seria Million Dollar Lips jest mi znana od bardzo dawna i uwierzcie mi, że wszystkie kolory do tej pory sprawdzały się wzorowo. Na ten odcień 'rzuciłam' się podczas osławionej promocji w Rossmannie,  kiedy to wszystko przecenione było o kilkadziesiąt %. Szczególnie polowała na nowe odcienie, które szturmem weszły do blogosfery i zazwyczaj wszystkie opinie jakie czytałam o nich były pozytywne.
Pomadka znajduje się w klasycznym, typowym dla tej serii opakowaniu. Wygląda elegancko, nie można jej tego odmówić. Nakrętka w jakiś sposób nawiązuje do koloru, który znajduje się w opakowaniu. Jeżeli mowa o opakowaniu, to znajdziecie na nim niewiele informacji o produkcie.


Produkt nie pachnie, albo może pachnie, a ja tego nie wyczuwam. W każdym razie zapach jest naprawdę delikatny i nie przeszkadza w noszeniu. Nie utrzymuje się długo na ustach, ulatnia po chwili. Aplikator precyzyjny, typowy właśnie dla MDL. Lekko się wygina, co ułatwia precyzyjną aplikację. No i tyle by było plusów. Niestety pomadka nie sprawdziła się u mnie totalnie! O ile klasyczna czerwień z MDL trzymała się na ustach  u mnie do oporu, o tyle ta bardzo szybko się ściera.. Mało tego, mimo tego, że zaaplikuję ją precyzyjnie na usta, ona po chwili spływa poza kontur, co naprawdę nie wygląda fajnie. Kolor, również pozostawia wiele do życzenia. Jest jakiś sino-fioletowy z domieszką różu. Próbowałam zrobić zdjęcie jak się prezentuje na ustach, ale wygląda to tak nieestetycznie, więc odpuściłam..


To pierwszy produkt z Wibo na którym się zawiodłam, ale mam nadzieję, że ostatni. Jak widać nowa formuła wcale nie oznacza, że produkt będzie lepszy :).

Znacie te pomadki?
Baza pod Cienie Eveline, czyli przedłuż trwałość makijażu.

Baza pod Cienie Eveline, czyli przedłuż trwałość makijażu.

Cześć!
Kurcze, za dwa dni egzamin, a ja się coraz bardziej stresuję. Nie umiem sie uczyć rzeczy, które mnie w ogóle nie interesują, a ten przedmiot niewątpliwie do nich należy. Mam nadzieję, że jakoś to ogarnę w sobotę... Najwyżej będzie powtórka we wrześniu :D. W sumie, przez cały I stopień studiów zdawałam egzaminy w terminie zerowym więc... :).
W dzisiejszym poście chciałabym Wam opowiedzieć o produkcie, który jest już ze mną od początku roku i przyznam, że bardzo się polubiliśmy. Jeżeli chcesz poznać zalety bazy pod powiek z  firmy Eveline, zapraszam na wpis!


Permanentnie od kilku lat powtarzam jak mantrę, że nie przepadam za pielęgnacją z Eveline ale uważam, że kolorówkę naprawdę mają niezłą! Pewnie pamiętacie osławione tusze do rzęs czy choćby pudry. Jestem ich wierną fanką tylko żałuję, że nie mam w pobliżu szafy z ich produktami. Owszem, są pojedyncze kosmetyki, ale fajnie by było, jakby mój Rossmann miał tak bogaty ich asortyment jak np. szafy Wibo. 
Jeżeli chodzi o utrwalenie i przedłużenie trwałości makijażu oka stosuję się zawsze do jednej zasady. Korektor+puder+baza. Wtedy mam pewność, że makijaż przetrwa nienaruszony bez względu na pogodę czy łzy wzruszenia :). Pewnie nie miałabym przyjemności poznania produktu, gdyby nie spotkanie blogerek, które organizowałam w Styczniu. Firma Eveline zadbała o nas i dorzuciła do torebek zarówno kolorówkę, jak i pielęgnację. Najpierw sięgnęłam po balsam, o którym opowiem innym razem, a potem zabrałam się za testy bazy. 


Baza zabezpieczona była jeszcze kartonowym opakowaniem, które oczywiście wyrzuciłam. Na nim zawarte było naprawdę sporo informacji o produkcie. Sama baza znajduje się w eleganckim, złoto-białym, podłużnym opakowaniu. Tutaj również znajdziecie kilka słów od producenta, skład oraz pojemność. Według zapewnień, baza powinna przedłużyć trwałość makijażu aż do 24h! Oczywiście nie jestem aż takim hardkorem i nie próbowałam czy rzeczywiście aż tyle czasu działa. Zapewniam, że przez 12 h możecie być spokojni o Wasze cienie. Przez ten okres  nic się nie stało! Produkt nie pachnie. Ma lekko żółtawy kolor, który po nałożeniu na powiekę 'stapia' się z naszym naturalnym kolorem skóry. Nie ciemnieje, ani nie pomarańczowieje jak np. moja ulubiona kiedyś baza 'I love stage'.


Aplikacja za pomocą pędzelka jest moim ulubionym sposobem nakładania bazy. Nie lubię takich produktów w słoiczku, bo potem jak zrobię paznokcie to mam problem z wydobyciem produktu :). Aplikator nie jest ani za duży ani za mały. Idealnie dopasowuje się do powieki. Produkt mnie nie uczulił, ani nie podrażnił. Nadaje się również do bardzo wrażliwych oczu, jakich posiadaczką sama jestem. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia co mogłabym mu zarzucić. Obawiałam się, że cienie zaczną się rolować albo zbierać w załamaniu, ale również nic takiego nie miało miejsca.

Znacie tą bazę?
Lubicie firmę Eveline?
You are perfect! Podkład L'oreal Perfect Match.

You are perfect! Podkład L'oreal Perfect Match.

Witajcie kochani!
Ale mam spadek mocy ostatnio! Nie mogę spać, nie mam chęci na nic... Cieszę się, że w  końcu mamy lato! Uwielbiam lato <3. Już wkrótce będę się mogla cieszyć 3 miesiącami wolności. Kto również ze mną będzie miał przerwę od uczelni- łapka w górę :))).
Dziś przychodzę do Was z postem na temat podkładu, przed którym naaaaaaprawdę długo się broniłam, ale jak w końcu się przekonałam to wiem, że między nami miłość jest prawdziwa ;). Jeżeli chcecie wiedzieć za co go pokochałam- zapraszam na post!


Generalnie z firmy L'oreal najbardziej lubię tusze do rzęs. Oczywiście moim ulubieńcem jest Vollume Million Lashes. Osobiście lubię tę firmę, jednak mam pewien dylemat moralny, bo nie jestem do końca przekonana, czy firma testuje na zwierzętach. Kiedy miałam takie podejrzenia zrezygnowałam z używania tych kosmetyków, po czym znowu dokopałam się do informacji, że jednak nie testują, więc ja sama już nie wiem.. Co do samego podkładu- produkt znajduje się w eleganckim, szklanym, solidnym i ciężkim opakowaniu. Aplikowany za pomocą pompki, z którą nie ma problemów od samego początku. Na buteleczce znajdziecie podstawowe informacje o produkcie jak nazwa, odcień, skład i pojemność. Muszę przyznać, że ogólnie szata graficzna tych produktów jest naprawdę elegancka i pięknie prezentują się one na toaletce. Jestem wielką fanką szklanych buteleczek! Oczywiście nie jest to w ogóle praktyczne, ale jednak walory wizualne wygrywają!


Wiadomo, że nie mogłam wybrać innego koloru jak prawie najjaśniejszego i posiadającego żółte tony.Miałam wcześniej już ten podkład, ale z różowymi tonami i nie przypadliśmy sobie w ogóle totalnie do gustu. Z racji tego powędrował do mamy, u której sprawdził się rewelacyjnie. Ja jako posiadaczka cery suchej jak wiór, jestem niesamowicie zadowolona z produktu. Podkład ma idealną konsystencję. Nie jest za gęsty, ale też nie spływa z twarzy jak szalony! Daje piękne wykończenie. Nie jest to totalny mat, daje bardziej takie świeże, dziewczęce wykończenie. Idealnie wyrównuje koloryt. NIE CIEMNIEJE, ani nie pomarańczowieje w ciągu dnia. Ma w sobie to co najbardziej lubie, czyli pozwala na budowanie krycia. Generalnie jeżeli chce uzyskać takie mocne krycie, to nakładam dwie warstwy. Produkt utrzymuje się na skórze do kilku godzin bez żadnych poprawek. Nie roluje się i nie podkreśla suchych skórek. Jest bezzapachowy. Nie podrażnił mnie ani nie uczulił. Jak dla mnie, to strzał w 10!


Użyłam go między innymi do tych makijaży:



A Wy macie swój ulubiony podkład?:)
Idealna baza pod podkład?

Idealna baza pod podkład?

Witajcie kochani!
Standardowo, jak za długo mnie nie ma, to musi być to spowodowane sesją... Dobrze, że już się wszystko powoli kończy, a ja wracam na stałe :). Przypominam, że w tym tygodniu na stronie 'Mądrzy rodzice' będzie czekał na Was kolejny tutorial makijażowy. Jeżeli nie widzieliście wcześniejszego zapraszam tutaj.
Dziś chciałabym Wam przedstawić produkt, który jest ze mną od stycznia, a dopiero od niedawna zaczęłam go mocniej eksplorować :). Jakie wnioski wyciągnęłam ze współpracy z nim?:). Zapraszam na post!


Jak już kiedyś wspomniałam, co do firmy Affect mam mieszane uczucia. Niektóre ich produkty uwielbiam, a niektóre nie sprawdzają się u mnie totalnie. Oczywiście wiadomo i zawsze to powtarzam, że to co nie sprawdza się u mnie nie oznacza, że nie sprawdzi się u Was i w drugą stronę. Bazę dostałam na spotkaniu blogerek, które organizowałam razem z Asią. Generalnie firma Affect była patronem (?) nie wiem czy to dobre słowo. Chodzi ogólnie o to, że bardzo nam pomogła przy organizacji i użyczyła swojej firmy jako miejsca spotkania. Dostałyśmy  z dziewczynami naprawdę spore paczki kolorówki! Oczywiście pewnie wiecie, że ja nie przepadam za używaniem baz, dlatego ten produkt poszedł na sam koniec jeżeli chodzi o testy. Szczerze z perspektywy czasu żałuję, że nie sięgnęłam po nią wcześniej!


Produkt znajduje się w niewielkim opakowaniu. Szata graficzna prosta,typowa dla firmy. Przyznam, że jestem w stanie ich produkty rozpoznać bez problemu wśród innych marek. Opakowanie stoi na 'głowie', dzięki czemu cały produkt spokojnie schodzi nam w dół. Oczywiście tubka jest na tyle miękka, że w przypadku dobijania do dna możemy ją przeciąć i wydobyć resztę produktu. Nie ma problemu  z pozostałościami które chcemy wykorzystać, jak w przypadku szklanych opakowań. Na tubce znajduje się tylko kilka niezbędnych informacji. Możecie się dowiedzieć min. że baza jest matująca i wygładzająca. 
Konsystencja żelowa, taka, jak lubię najbardziej. Produkt przezroczysty i bez zapachu. Oczywiście standardowo, brak zapachu to dla mnie minus, ale taki no...mini-mini:). Bałam się, jak to w przypadku żelowych baz ta również mnie zapcha i...miałam rację! Po aplikacji w ciągu kilku dni wyskakuje mi parę niespodzianek, które nie koniecznie chciałabym mieć... Ale to tyle z minusów! Baza  pięknie wygląda pod makijażem! Rzeczywiście wygładza, co jest jej wielkim plusem! Co do matu, to nie mogę się wypowiedzieć, bo generalnie nie świecę się prawie wcale. Makijaż dzięki tej bazie przetrwa naprawdę spooooooory okres czasu! Jest niesamowicie wydajna bo wystarczy dosłownie kropelka, żeby pokryć całą twarz. Gdyby nie to, że mnie zapycha odrobinę, to była bym ulubieńcem roku!


Znacie ten produkt?
Jakiej bazy używacie?
Copyright © 2016 zakochana w kolorkach , Blogger