Seksowne usta zawsze w modzie | AFFECT KONTURÓWKA DO UST

Seksowne usta zawsze w modzie | AFFECT KONTURÓWKA DO UST

Cześć!
Jak Wam mija wtorek? Ja mam do załatwienia dziś kilka spraw na mieście, a potem muszę poważnie przysiąść do mojej magisterki! Październik niestety zbliża się coraz większymi krokami, a ja jakoś niespecjalnie poszłam do przodu z moją pracą :).
W tym poście chciałabym Wam opowiedzieć o konturówce, która jakiś czas temu trafiła do mnie. Jak się sprawdza, co o niej sądzę i najważniejsze- jak z trwałością?:)


Firmę Affect chyba każda z nas zna tę firmę. Weszli z dość dużym hukiem na rynek kosmetyczny, ale jak każda firma ma swoje hity i kity. Dzisiejszy produkt należy zdecydowanie do tej pierwszej kategorii:). Konturówka zapakowana była w kartonowe opakowanie. Na nim znajdowało się więcej informacji o produkcie takich jak skład, gramatura i nazwa serii. Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że nazwa odcienia też tam była zamieszczona. Szata graficzna prosta, typowa dla tej firmy. Jak widzicie końcówka kredki jest czerwona, co z założenia ma sugerować kolor, jaki znajdziemy w środku.


Nie podoba mi się w niej na pewno to, że nie jest wykręcana. Z natury nie lubię temperowanych kredek, ponieważ zawsze zgubię temperówkę, a struganie kredek do makijażu nożem to raczej 'słaba' opcja :). Kolor trafił do mnie w drodze losowania, ale cóż.. nikogo chyba nie zdziwi fakt, że jestem fanką czerwonych ust! Nie wiem czy mi pasują, nie wiem, czy nie powinnam wybierać bardziej stonowanych kolorów, ale lubię te odcienie i już! :) Czerwień, o jakiej dziś piszę, mogłabym spokojnie określić mianem malinowej. Nie jest to klasyczny odcień, który jest przeze mnie poszukiwany od dawna. Muszę stwierdzić, że byłabym zadowolona z niej jeszcze bardziej, gdyby jej odcień był chociaż minimalnie w chłodniejszych tonach, ale również ten prezentuje się zacnie.


Kredka sama w sobie jest dość precyzyjna. Używałam jej zarówno jako konturówki, ale także do pomalowania całych ust. Delikatnie,jak większość kredek podkreśla suche skórki, ale nie jest to jakieś duże uwydatnienie ich. Zjada się w miarę jak większość tego typu produktów. Jeżeli występuje solo, trzeba ją poprawiać co jakiś czas. W połączeniu z czerwoną pomadką Wibo wygląda pięknie!



Znacie ten produkt?:)
Co jeszcze możecie mi polecić z firmy Affect?:)

INNE WPISY Z PRODUKTAMI FIRMY:
Najlepsza ochrona dla ust, podczas jesiennych dni!

Najlepsza ochrona dla ust, podczas jesiennych dni!

Witajcie w nowym tygodniu!
Wiem, że wiele z nas się przed tym broni ( w tym ja), ale jesień zbliża się do nas nieubłaganie. Nawet ja pisząc ten post leżę pod kocykiem, ale łapki mam zimne, bo niestety muszą szaleć na klawiaturze. Nie wiem czemu tak jest, ale jest: lato, lato, lato, a potem strzał w pysk i jesień!
No cóż, przyrody nie przeskoczysz. Nie mówię, że jesień jest zła! Wita nas pięknymi barwami, możemy sobie pozwolić na dodatki, które 'wypada' nosić tylko o tej porze, ale też wymaga od nas duuuużo większej troski o pielęgnację cery, ust i skóry. Dziś, chcę Wam przedstawić produkt za kilka złotych, który jest ABSOLUTNYM MUST HAVE w torebce każdej z nas!
Jeżeli chcesz wiedzieć za co cenię tę pomadkę ochronną, zapraszam na post!


Gdybym miała wybrać kilka miejsc na swoim ciele, o które zdecydowanie dbam za mało i nie przywiązuję wagi do ich pielęgnacji, to na pierwszym miejscu umieściłabym usta, potem stopy. No nie wiem dlaczego tak jest! Owszem, jeżeli chodzi o stopy, to zrobię sobie raz w tygodniu peeling (...), ale o peelingu ust to przypominam sobie tylko wtedy, jak robię zdjęcia pomadek na bloga, czyli wyjątkowo rzadko. Moje usta niestety są również dość newralgicznym miejscem na mojej twarzy. Mają pełno blizn wokół konturu, są suche, spierzchnięte, popękane. Jedyne co mogę powiedzieć o nich pozytywnego, to zdecydowanie mają piękny, pełny kształt!


Jeżeli czytacie mnie dość regularnie, to pewnie większość z Was wie, że miałam do tej firmy dość dużo dystansu i raczej nie byłam zainteresowana ich produktami. Powoli, bo powoli przekonuje się do nich i wiem, że naprawdę mają perełki w swoim asortymencie! Jedną z nich, jest właśnie opisywana dziś przeze mnie pomadka Hydro Care z SPF 15. 
Pierwszy raz pomadkami z NIVEA zaraził mnie Mirek. Pamiętam, jak kiedyś wprowadziliśmy się do naszego mieszkania i niestety, nie byłam przyzwyczajona do miejskiego ogrzewania. Usta bolały mnie niemiłosiernie! Pękały jak oszalałe, a ja mogłam zapomnieć o jedzeniu kwaśnych i ostrych rzeczy, bo od razu po dotknięciu ich ustami, pojawiały się łzy w oczach. Mirek widząc jak cierpię poszedł do Natury i ogarnął mi moją pierwszą pomadkę ochronną z Nivea. Wiem, że pisałam Wam o niej wpis, ale nie mogę go niestety znaleźć. Nic dziwnego, jak wpisów na blogu jest już prawie 1000!:)


I tym razem nie było inaczej. Zaczęła się jesień, usta zaczynały robić się coraz gorsze, więc M. postanowił kolejny raz zaopatrzyć mnie w ten mały NIEZBĘDNY gadżet. Produkt znajduje się w niewielkim, błękitnym, plastikowym opakowaniu. Oczywiście był również zaopatrzony kartonikiem, ale niestety go wyrzuciłam. Na opakowaniu znajdują się podstawowe informacje o firmie, nazwie produktu, gramaturze i składzie. Pomadka jest wysuwana i naprawdę sporo znajduje się jej w opakowaniu. Szata graficzna prosta- typowa dla tej firmy. Bardzo spodobało mi się to, że produkt zawiera SPF15. Pomadki zaczęłam używać od razu po jej zakupie. Standardowo, tu nic się nie zmienia. Zapach jest typowy dla Nivea, smak również. Konsystencja treściwa i tłusta czyli taka, jaką najbardziej lubię w pomadkach ochronnych. Nie wchłania się w usta, tylko tworzy warstwę ochronną. Może na początku jest to dość 'upierdliwe' uczucie, ale przy ukojeniu jakie daje uwierzcie mi, można wszystko wytrzymać! Przysięgam, że wystarczą trzy użycia, żeby Wasze usta zostały doprowadzone do stanu, który pozwala Wam na normalne funkcjonowanie.


Miałam różne produkty ochronne do ust. Z tych wyższych i niższych półek cenowych, ale takiego czadu jak daje ta pomadka za ok. 10 zł, to nie przeżyłam z żadną inną :)! Totalny niezbędnik dla każdej z nas!

A Ty?
Jak chronisz swoje usta?






INNE WPISY Z PRODUKTAMI FIRMY NIVEA:
Pachnący post :). Open BOX paczki pełnej perfum od FRAGANCIAS NOX POLSKA

Pachnący post :). Open BOX paczki pełnej perfum od FRAGANCIAS NOX POLSKA

Witajcie w piątek :)
Dziś sobie uświadomiłam, że połowa września już za nami! Nie wiem jak Wy, ale ja naprawdę żyje od poniedziałku do piątku i od piątku do poniedziałku. Strasznie mi to przelatuje przez palce i nawet nie wiem kiedy mogłabym się zatrzymać!

W tym poście chciałabym Wam opowiedzieć o bosko pachnącej paczce, którą dostałam od firmy Fragancias Nox. Jeżeli jesteście ciekawi co dostałam i jakie jest moje pierwsze wrażenie, zapraszam do czytania!



Przyznam, że nie znałam wcześniej tej firmy. Trafiłam do nich, jak na jednej z grup szukali blogerek urodowych do współpracy. Pomyślałam, co mi szkodzi? Zgłoszę się, bo kocham świat zapachów! Mogłabym je testować non stop! Mam swoje ulubione perfumy, które chyba nigdy mi się nie znudzą (CK BEAUTY <3), ale nie przeszkadza mi to w poszukiwaniu innych, ciekawych nut zapachowych. 


Na stronie znajdziecie chyba wszystko! Od perfum dla kobiet, po zapachy dla mężczyzn, na perfumach dla psów kończąc :)! Swoją drogą, chciałabym widzieć mojego Kotleta biegającego za kością i pachnącego Calvin'em Klein'em :) :) :). Fajnie by to wyglądało :D. Ja postawiłam na zapachy, które są dość popularne w blogosferze i które od zawsze chciałam przetestować. Wybrałam:
- Tresor Lancome ( mam porównanie z oryginałem, jak dla mnie 1:1)
- Chloe
- Good Girl Carolina Herrera
- DKNY Be delicious

Nie mogę wyrazić jeszcze pełnej opinii o nich, ale po tych kilku dniach testowania mogę stwierdzić, że:
- Perfumy pięknie pachną! Wszystkie, jednak moim ulubieńcem jest Tresor <3
- Zazwyczaj robię 3 psiki i czuję perfumy nawet pod wieczór
- Idealnie utrzymują się na skórze.

Perfumy są w facie testów, ale mam nadzieję, ze już wkrótce zdam Wam całą relacje z ich użytkowania i opiszę każdy zapach oddzielnie bo niewątpliwie, zasługują na uwagę!

UWAGA!
DO KOŃCA WRZEŚNIA NA HASŁO: 'ZAKOCHANA' MACIE 20% ZNIŻKI, NA WSZYSTKO ZE STRONY https://www.fraganciasnox.pl/.

Polubcie też ich fanpage, gdzie często organizowane są konkursy dla obserwatorów[klik]

A Ty jakie zapachy lubisz?
Trochę prywaty. 15.08- JEDZIEMY NA WYCIECZKĘ!

Trochę prywaty. 15.08- JEDZIEMY NA WYCIECZKĘ!

Witajcie!
Rzadko bo rzadko, ale czasem zdarza mi się tu pisać jakieś prywatne historyjki. Jako że jest godzina 23.00 (wtorek) i ogólnie jestem padnięta z powodu ostatnich dni, mam ochotę napisać luźny post.
Chciałabym Wam opowiedzieć jak spędziłam wolny, świąteczny dzień w tym roku, co wymyśliliśmy, jak poszło i czy wszystko przebiegło według planu:)


Zacznijmy od tego, że mimo, że mieszkamy razem, to widujemy się naprawdę rzadko i spędzamy generalnie mało czasu ze sobą. M. pracuje również w weekendy, więc wiadomo, że jest nam ciężej znaleźć dłuższą chwilę dla siebie. Jak wiemy, że w niedalekiej przyszłości możemy się spodziewać wolnego dnia, staramy się go zaplanować i wykorzystać na 200%, Czy tak było i tym razem? Oczywiście że nie :). U nas tak zawsze jest. My planujemy jedno, a dzieje się drugie i chyba i ja i Mirek jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Najpierw twierdziliśmy zgodnie oboje, źe jedziemy nad jezioro na Słowację. Oczywiście spakowałam plecak, strój i oczywiście w dzień wyjazdu naszły mnie 'kobiece dni'... Pojechane. Zaczęliśmy rozmyślać, co możemy zmienić. I się posypały propozycje- Oświęcim, Kraków, Zakopane, Bielsko Biała... Im dłużej zaczęliśmy myśleć, tym bardziej zaczęliśmy się kłócić. Postanowiliśmy wsiąść w końcu w auto i sru, jechać!










 
 Koniaków, Istebna, Wisła i prawie Czechy :). Taka wycieczka 15.08 :) A wieczorem wpadliśmy do rodziców posiedzieć i caaaały dzień spędzony razem ;)


 
Poszukiwanie idealnego podkladu- mission impossible! | BORN THIS WAY TOO FACED

Poszukiwanie idealnego podkladu- mission impossible! | BORN THIS WAY TOO FACED

Witajcie w  środę!
Już połowa tygodnia za nami! Macie jakieś plany na weekend? U mnie pewnie jak zawsze nic szczególnego nie będzie się działo. Może troszę magisterki, w niedzielę trochę bloga i zleci!

Dziś chciałabym Wam przedstawić pierwsze ( bo na głębsze przemyślenia mam nadzieję przyjdzie czas) wrażenie na temat podkładu Born This Way z Too Faced. Jeżeli jesteście ciekawe czy dał radę podczas pierwszych prób i co od razu zaczęło mnie w nim wkurzać- zapraszam na post!


Jestem Paulina i nie mogę dobrać swojego podkładu Tak jest! Właśnie takimi słowami mogłabym siebie opisać. Uwierzcie mi, że nie wiem, ile w tym roku przetestowałam podkładów. I tych droższych niedrogeryjnych i tych tańszych drogeryjnych i tak naprawdę żaden do końca nie spełnił moich oczekiwań. Dlaczego? Pewnie jesteście ciekawi czego oczekuję od podkładu. Nie oczekuję cudów, naprawdę. Chcę, żeby podkład dobrze krył, nie podkreślał suchych skórek, nie pomarańczowiał na twarzy i długo się trzymał na twarzy. Za dużo? Wydaje mi się, że nie.


Nigdy wcześniej nie wydałabym na podkład prawie 160 zł, ale powoli zaczynam wyposażać swój kuferek i szukam również idealnego pokładu dla dziewczyn, które maluje. Produkt nie wątpliwie wygląda elegancko, pięknie prezentuje się na toaletce. Słyszałam dużo dobrego o produktach TF i chciałam w końcu wypróbować na sobie, czy rzeczywiście dają one efekt wow! Oczywiście od razu po dostaniu przesyłki postanowiłam zaaplikować podkład na twarz. Od razu był 'strzał' w pysk, bo wybrałam sobie za ciemny kolor (brawo ja). Na szczęście mam miksery, dzięki którym od razu doszłam do idealnego koloru :). Nałożyłam podkład i czekałam...


Jako wierna fanka gąbeczek do podkładu, podkład nakładałam właśnie za pomocą gąbki. Nie lubię, nie potrafię i już oduczyłam sie aplikacji za pomocą pędzli, czy rąk.Pierwsza warstwa? Zero efektu wow.. No taka Bielenda powiedzmy za 20 zł w Rossmanie, ale przy drugiej warstwie...moc! Krycie 98%, zakryte przebarwienia, blizny i niespodzianki. Cera nieskazitelna ale.. no właśnie, jest to 'ale', które mi przeszkadza. produkt daje efekt maski, który niestety jest widoczny, a wzmaga się jeszcze bardziej wtedy, kiedy go przypudruję.. Nie wygląda to niestety zbyt fajnie..


Podkład nie podkreśla suchych skórek i utrzymuje się do 5h bez jakiegokolwiek uszczerbku. Zauważyłam, że na cerze mieszanej i tłustej sprawdza się dużo lepiej niż na mojej- suchej. 
Tak jak napisałam, jest to moje pierwsze wrażenie, będę testować i za jakiś czas znowu dam Wam znać. Może jeszcze coś w nim odkryję super:)


Znacie ten podkład?
Co możecie polecić z TF?
Najepsza konturówka na jesień!

Najepsza konturówka na jesień!

Cześć, witajcie!
Jak Wam mija wtorek? Czy już tak jak ja czujecie jesień? Ja już powoli zaczynam zwozić cieplejsze ubrania od mamy do naszej kawalerki, szukam jakiegoś fajnego szala i zmieniam kolorówkę na tą bardziej jesienną, ciemniejszą, mroczną.. Co ja na to poradzę, że tak lubię jesień właśnie za te małe pierdołki :). I oczywiście śliwki! Śliwki, czyli symbol jesieni :). Kto ogląda mnie na InstaStory ten słyszał moje ostatnie przemówienie na temat śliwek;)

Dzisiejszy post to krótka opowieść o kredce do ust z firmy Constance Carroll. Uważam, że jest to idealny kolor na jesień i pewnie będę jej teraz najczęściej używać :). Jeżeli jesteście ciekawe jak się u mnie sprawdza i za co ją lubię- zapraszam na post!


Pewnie wiele z Was, którzy czytają mnie w miarę regularnie wie, że ja jestem fanką firm Constance Carroll. Uważam, że ich niektóre kosmetyki wymiatają (cienie metaliczne) i chciałabym, żeby marka wróciła do łask, jak kilkanaście lat temu, kiedy wiodła prym wśród innych kosmetyków kolorowych. Wiadomo, teraz wszystko poszło na przód i potencjalna klientka oczekuje jak najlepszego kosmetyku, który zaskoczy ją przede wszystkim pigmentacją, trwałością i nie będzie kosztował miliony monet. Marka którą opisuje, ma naprawdę tanie produkty. Przykładowo, kredka o której aktualnie pisze kosztuje 10,90 zł. Kredkę, jak również inne produkty tej marki dostałam na marcowym SoB, kiedy to miałam okazję i przyjemność poznać Panią, która zajmuje się marketingiem w tej firmie. Na początku podeszłam dość sceptycznie do pomadki, bo miałam wrażenie, że kolor nie jest do końca 'mój'. Jak czytacie mnie w miarę regularnie i gdzieś śledzicie moje zdjęcia to wiecie, ze ja generalnie lubię róże, nudziaki i zazwyczaj naprawdę rzadko decyduję się na mocny akcent na ustach. Wynika to głównie z moich dość niesymetrycznych ust. Oczywiście asymetria i dysproporcje spowodowane są permanentnymi opryszczkami i bliznami po ich niedolnym pozbywaniu się :).


Produkt znajduje się w prostym, niezbyt rzucającym się w oczy opakowaniu. Przyznam, że na pierwszy rzut oka, szata graficzna mogła by mnie zmylić z osławionymi kredkami z GR. Jak widzicie kredka jest dość gruba i szczerze mówiąc ciężko mi było nią obrysować perfekcyjny kontur ust. Jednak do tej czynności zdecydowanie bardziej wolę, kiedy kredka jest cieńsza i bardziej precyzyjna. Na opakowaniu znajdziecie naprawdę tylko niezbędne informacje, bo wiadomo, że  z racji rozmiarów produktu za dużo się nie zmieści na etykiecie :). Kredkę należy strugać, co jest dla mnie małym minusem, bo uwielbiam, jeżeli są one wysuwane.


Kredka jest niesamowicie miękka i przyznam, że dosłownie ma konsystencję masełka! Tak łatwo i delikatnie rozprowadza się na ustach, jak rzadko który produkt! Absolutnie nie podkreśla skórek, które niestety są moim utrapieniem. Produkt nie wysusza ust. Co prawda po nałożeniu kredki czuję takie delikatne nawilżenie, ale wiadomo, że na dłuższą metę produkt nie nawilża ust- przecież to nie balsam :). Co do trwałości, jest ona przeciętna. 2h spoko, możemy pochodzić z wymalowanymi ustami, ale potem już trzeba nanosić poprawki. Dobrze, że zjada się  w miarę regularnie. A kolor? Sprawdźcie sami. Niby Fuksja, ale taka jakaś 'sympatyczna' niezbyt nachalna i nie agresywna. 


Produkt dostępny jest w 12 kolorach i możecie zakupić go tutaj.
Jak Wam się podoba ta kredka?
Znacie produkt Constance Carroll?

Kolejna promocja w Rossmannie 2+2! Co polecam? A na co radzę uważać? POST NIE TYLKO DLA PAŃ :)

Kolejna promocja w Rossmannie 2+2! Co polecam? A na co radzę uważać? POST NIE TYLKO DLA PAŃ :)

Cześć!
Nie wiem jak Wy, ale ja cieszę się, że jest poniedziałek. Może wydać się to dziwne, ale najbardziej lubię piątki i poniedziałki. W sobotę zazwyczaj i tak jestem zapracowana, że nie mam czasu siąść na spokojnie, a w niedzielę żyję świadomością, że kolejny tydzień za nami :).
Dziś przychodzę do Was z kolejną promocją Rossmanowską. Wiem, że baaaardzo lubicie takie wpisy i zazwyczaj one są u mnie najczęściej czytanymi notkami. Nowa akcje, nowe produkty, nowe moje polecenia i ostrzeżenia! Zapraszam na post! 


Na początek jak zawsze w tego typu wpisach podam kilka przydatnych informacji szczególnie dla tych z Was, które pierwszy raz słyszą o promocji:
- Akcja trwa od 9.09.2017-18.09.2018 (lub do wyczerpania zapasów)
- Promocja 2+2 gratis TYLKO dla posiadaczy karty Rossmann
- Zakupy na promocji 2+2 gratis każdy posiadacz karty może zrobić tylko RAZ
- Aby promocja nas obowiązywała należy kupić 4 produkty. W czym jest haczyk? Mogą to być np. 4 żele pod prysznic, ale każdy z nich musi być inny. 
- Jeżeli NIE NALEŻYSZ do Klubu Rossmann ( a uwierz mi, ze warto tam być), możesz skorzystać z promocji 2+1 GRATIS
- No i najważniejsze! Tym razem promocja obejmuje: produkty do higieny jamy ustnej, dezodoranty, antyperspiranty i żele pod prysznic. 
Chyba wszystko jasne? :) No to zaczynamy! 
Pierwsza grupa to antyperspiranty. Jak wiecie uwielbiam testować produkty z tej kategorii. Nawet ostatnio w tym wpisie opowiadałam Wam o swoim ulubieńcu. Jeśli jeszcze go nie poznałaś, serdecznie zapraszam Cię do poczytania. Przetestowałam naprawdę mnóstwo antyperspirantów i do zestawienia wybrałam kilka z nich, które u mnie sprawdzają się dobrze i są dostępne w Rossmannie. Chciałabym tylko zaznaczyć, że Ziaja Bloker to nie jest typowy antyperspirant. Jest to produkt, którego używałam w okresie dojrzewania, kiedy miałam problem z nadmierną potliwością. Nie daje on zapachu, ale hamuje wydzielanie potu. Musicie jednak pamiętać, że naprawdę trzeba go używać ostrożnie, ponieważ w nadmiernej ilości może doprowadzić do poparzeń,  a nawet podobno przyczynia się do zatkania gruczołów potowych, co może nieść za sobą przykre konsekwencje. Poleciłam go Wam tutaj po to, bo używany rozsądnie działa cuda i uwierzcie mi, że mimo tego, że używałam go kilka dobrych lat temu, do dziś nie mam problemu z nadmierną potliwością.
Znalazł się tu również produkt dla Panów, bo wiem, że i tacy mnie czytają :). Jest to Dove Men Care rekomendowany przez Mirka. Wiem, że jeszcze lubi produkty z Nivea, ale nie mogłam ich znaleźć na stronie Rossmanna. 

Jeżeli miałam bym tu umieścić produkt, którego NIE POLECAM,to zdecydowanie byłyby to kulki z Nivea, które niby chronią czarne ubrania przed białymi plamami i na odwrót. Jak dla mnie to bubel, który nie dość, że pachnie średnio, to jeszcze nie chroni w żadnym stopniu przed powstawaniem plam. 



Tu mamy po równo propozycji zarówno dla Pań, jak i dla Panów :). Przyznam, że ogólnie jestem z dezodorantami na bakier i nie wiem za bardzo co mogę polecić. Wybrałam taką moją 'Świętą Trójcę', która u mnie najlepiej się sprawdza. Gdybym miała z  tego zestawienia wybrać tylko jeden produkt, to zdecydowanie byłby to dezodorant z Nivea. Jak wygrałam go kiedyś w rozdaniu to obawiałam się, że będzie pachniał jak krem, co raczej nie wydawało mi się to ciekawą opcją. Na szczęście pomyliłam się, bo jego zapach jest przepiękny! Nie wiem ile do tej pory zdenkowałam opakowań, ale założę się, że jest to już liczba dwucyfrowa :).
Wśród męskich propozycji znalazły się dwie które lubi Mirek i jedna, której zapach ja uwielbiam :). Jak widzicie, ten pojedynek wygrała Nivea ;).


Żele pod prysznic to produkty, które mogłabym kupować hurtowo i uwierzcie mi, że rzadko mam jakieś zapasy kosmetykowe, ale żeli pod prysznic mi nigdy nie brakuje ;). Uwielbiam testować nowe zapachy, nowe konsystencje itd. :). Oczywiście i tu poprosiłam Mirka o poradzenie mi, które żele sprawdzają się u niego najlepiej. Jego niekwestionowanym faworytem jest Dove, natomiast ja uwielbiam Axe i powiem Wam (między Wami), że czasem jak mam zły dzień, to w trakcie wieczornego prysznica lubię go używać :). Ja, gdybym miała Wam polecić mojego ulubieńca z tego zestawienia to... było by mi ciężko! Kocham FA, konkretnie ten zapach, który Wam pokazałam- pachnie jak perfumy. Lubię Isanę, za naprawdę śmieszną cenę, ale uczuliły mnie dwa zapachy, więc podchodzę do nich ostrożnie. OS to żele, które używałam na początku mojej kariery blogowej i mam do nich sentyment, Dove super nawilża... I weź tu babo wybierz!:) 

Produktów do higieny jamy ustnej i higieny intymnej nie będę Wam polecać, bo mam swoich stałych faworytów od lat. Jeżeli chodzi o higienę jamy ustnej, to od zawsze była to pasta Blend-a-med 3D white i do tego obowiązkowo płyn do płukania Listerine (Zielony). Gdybym miała coś polecić do higieny intymnej to uwielbiam Intima z Ziaji i Lactacyd :)

Wybierasz się na promocję?
Co mogłabyś mi polecić?
Copyright © 2016 zakochana w kolorkach , Blogger