Dziś serwujemy na ostro;)

Hej hej:)
Przede mną mega, mega, mega ciężki weekend, także możecie za mnie trzymać kciuki żebym nie oszalała;). Notki oczywiście będą się pojawiać automatycznie, także mam nadzieję, że ktoś tu zajrzy:)
 Dziś, tak jak głosi tytuł posta, przychodzę do Was z ostrrrrym kosmetykiem, który jest już w moich zbiorach bardzo długo, ale dopiero niedawno sobie o nim przypomniałam i już Wam co nieco opowiadam;).

Pamiętacie tą serię?;) Kiedyś była dość sławna w blogosferze. Ja upolowałam ten błyszczyk na promocji -40%. Osobiście jestem fanką szminek, matów, ale stwierdziłam, że chociaż jeden błyszczyk powinien mieć miejsce w mojej kolekcji. Nie za bardzo popatrzyłam na numerek, wybrałam pierwszy lepszy i mam:)

Dlaczego akurat ten błyszczyk i ta seria? Ja osobiście do wibo mam mieszane uczucia. Lakiery mnie odbarwiają, reszta kolorówki to średniaki(no oprócz eliksiru), ale niesamowicie zaciekawiły mnie te papryczki i efekt mrowienia, który błyszczyk daje:). Uwielbiam takie czary w kosmetykach:D. Nie mówię, że wierze, że każdy produkt daje taki efekt, ale czasem ryzykuję. Opakowanie jest plastikowe, przezroczyste, dzięki czemu widzimy ile produktu zostało. Na opakowaniu nie widnieje zbyt wiele informacji. Tylko podstawy+ numerek .
 Co do efektu pieczenia, to na początku był on zdecydowanie mocniejszy, teraz jest delikatny, ale mimo wszystko odczuwalny. Nie oszukujmy się, jakoś zbytnio powiększonych ust dzięki niemu nie mam:D. Wiadomo-chwyt marketingowy.

Pędzelek taki jak lubię, taki 'puchaty':D Nie wiem czy wiecie o co mi chodzi:D. Bardzo fajnie się nim pracuje. Nie nabiera ani za dużo, ani za mało produktu. Co mnie najbardziej w nim oczarowało? Zapach! Jest taki słodki, ale nie męczący. Przypomina mi jakieś słodycze. Nie skleja za bardzo ust, fajnie je nawilża. Szkoda, że wybrałam sobie taki jasny kolorek, bo nie bardzo go widać na ustach:). Czasem go sobie aplikuję na wibo eliksir i wtedy wygląda zdecydowanie lepiej.



CENA:ok. 12zł
Ocena:-5

Lubicie takie delikatne kolory?
Szminka czy błyszczyk?;)

37 komentarzy:

  1. Kiedyś stawiałam na błyszczyki,teraz głównie pomadki i to matowe :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś miałam ten błyszczyk w czerwonym kolorze, ale to było już kilka lat temu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja lubię takie delikatne błyszczyki, ale latem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe i że to tak piecze?!:-) A kolor ładny:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie dla mnie : c bo ma kolor taki dziwny : p

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś miałam, ale teraz u mnie królują szminki i pomadki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetnie by się sprawdził przy mocniejszym makijażu oka :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie lubię tego efektu pieczenia, a tak ogólnie to pomadki bardziej lubię bo się włosy do ust nie kleją na wietrze :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ja zdecydowanie powiększenia ust nie potrzebuje :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie lubię błyszczyków, więc nie jest dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ładny delikatny, ale ja się na tą paprykę nie zdecydowałam, miałam podobne cudo "powiększające" z Avonu i oddałam Mamie, na niej nie robił wrażenia a mnie wkurzał ;)))

    OdpowiedzUsuń
  12. miałam ten błyszczyk - faktycznie piecze :D

    OdpowiedzUsuń
  13. jakoś nigdy nie zwracałam na nie uwagi...

    OdpowiedzUsuń
  14. mam ale w ostrzejszym kolorku :]

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz;)
Chętnie odwiedzę Twój blog:)
Nie toleruję jednak spamu i określenie"obserwujemy?" powoduje u mnie nerwicę;)

Jeżeli mój blog Ci się podoba-zaobserwuj
Jeżeli Twój spodoba się mi-odwdzięczę się tym samym:)

Copyright © 2016 zakochana w kolorkach , Blogger