Delikatne drobinki, czyli pomarańczowo mi :)

Witajcie :)
Jak widać, jest mnie tu coraz mniej, więc sesja się zaczęła :). Na za dwa tygodnie mam tyle rzeczy do ogarnięcia, że powoli wysiadam :). Mam masę tematów na filmiki i na notki, ale dziś jak zaczęłam się uczyć o 10.00 to skończyłam o 17.00...Wtedy i światło gorsze, no i chęci brak też taka prawda. Chcę w tym tygodniu wszystkie sprawy 'studyjne' ogarnąć, a potem spędzać czas już tylko z Wami :).
Tematem dzisiejsze notki jest peeling (scrub?), który jakiś czas temu dorwałam w Rossmanie. Jesteście ciekawi jak się u mnie sprawdził ?:) W takim razie zapraszam do czytania;).




Nie wiem czy powinnam to mówić, ale ja kiedyś totalnie nie lubiłam używać peelingów, scrubów ani nic z tych rzeczy. Potem założyłam bloga no i teges... :D. Od tego czasu przetestowałam mnóstwo peelingów i innych zdzierających cudów, dlatego mam duuuże wymagania co do tego typu produktów. Kupując ten peeling nie miałam za dużo czasu na szukanie, wybieranie, ani zastanawianie się nad produktem. Mój ulubiony z tutti-frutti się skończył i musiałam coś znaleźć 'na gwałt'. Chciałam coś zmienić, więc nie miałam zamiaru przez jakiś czas sięgać po peelingi farmony, chociaż tak jak mówię, nie miałam im nic do zarzucenia. Ja nie wiem czy mój Rossmann, czy wszystkie w Polsce są tak słabo wyposażone? No chyba znalazłam 5(?) produktów tego gatunku. Z czego jeden był za drogi stanowczo, 3 pozostałe miałam, więc został mi ten.
Moją uwagę przykuło opakowanie. Radosne, letnie, pomarańczowe. Jakieś babeczki tańczące na tubce i ogólnie high-life. Jeszcze jak zobaczyłam z boku wyzierające nieśmiało mango to wiedziałam, że produkt musi być mój! Osobiście jestem specyficznie nastawiona do produktów Lirene (szczególnie maseczek), ale i tak wyboru ani czasu zbyt wielkiego nie miałam.
Jak już mowa o opakowaniu, to stoi ono na 'głowie' co umożliwia wyciśnięcie resztek z produktu (pierwszy +). Szata graficzna prosta, nie nachalna. Na przedniej stronie informacje o firmie, nazwie produktu i wzmiance, że dzięki niemu uzyskamy aksamitną gładkość.


'Tył' jak to tył. Naszpikowany informacjami od producenta, których nie oszukujmy się, połowa z nas nie czyta. Oczywiście dzięki temu produktowi powinniśmy osiągnąć mniej więcej takie produkty jak w tej ramce powyżej. A czy jest tak naprawdę? Zacznę może od tego, że jak to jest peeling gruboziarnisty, to ja jestem zakonnica. Ani peeling, ani tym bardziej gruboziarnisty. Podczas pierwszej aplikacji stwierdziłam, że jest to najzwyczajniejszy scrub, o ile nie żel myjący. Trochę się zawiodłam, bo uwielbiam mocne zdzieranie. Do twarzy absolutnie nie, ale na ciało im mocniej tym lepiej. Walczę z cellulitem, więc takie 'głaskanie' mnie nie urządza. Oczywiście postanowiłam dać mu drugą szansę, bo 'z braku laku'. Tym razem postanowiłam go aplikować na prawie suchą skórę i co się okazało? Że drobinki naprawdę dają czadu! Jest właśnie tak jak lubię :). Zapach mnie oczarował od pierwszego użycia. Słodki, ale nie za słodki, świeży, owocowy! Tu nie mam nic do zarzucenia. Konsystencja jak najbardziej na tak :)


PODSUMOWUJĄC:
Warto czasem dać drugą, czy trzecią szansę produktowi, bo może on okazać się hitem :)

Cena:ok 12zł/200 ml
Ocena:5

17 komentarzy:

  1. Fajnie, że widać ile go jest :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja mam ten z Lirene, ale ten grejpfrut, jestem zadowolona :)
    Guzik

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie przepadam za takimi peelingami z tubki :) Wolę solne, takie jak ma Wellness&Beauty. Idealne jak dla mnie nie niedrogie :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
  4. ja rowniez potrzebuje mocnego zdzieraka a nie tylko muskania ;) mialam ten peeling i rowniez sprawdzaj sie tylko na prawie suchej skorze :)
    masz moze ochote na wzajemna obserwacje???:)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja pozostaję wierna domowemu peelingowi kawowemu :)
    Malinowe Ciasteczka

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam myjkę więc nie specjalnie używam takich produktów.

    OdpowiedzUsuń
  7. nie przemawia do mnie :) ja tylko enzymki..

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja uwielbiam peelingi z Lirene! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja lubię porządne zdzieraki. Ale właściwie, to najchętniej bym stosowała domowy z kawy, tylko tak strasznie brudzi.

    OdpowiedzUsuń
  10. Najczęściej stwiam na takie mocniejsze zdzieraki :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz;)
Chętnie odwiedzę Twój blog:)
Nie toleruję jednak spamu i określenie"obserwujemy?" powoduje u mnie nerwicę;)

Jeżeli mój blog Ci się podoba-zaobserwuj
Jeżeli Twój spodoba się mi-odwdzięczę się tym samym:)

Copyright © 2016 zakochana w kolorkach , Blogger