Czy tusz za 60 zł jest wart swojej ceny?

Witajcie w Dzień Dziecka!
Dostaliście jeszcze jakieś prezenty?:) Ja poszłam z rodzicami na lody, dostałam kasę i najlepsze na  świecie truskawki!:) Z jednej strony cieszę się, że już środa, bo mam mega ciężki tydzień i chcę już weekend, z drugiej strony w weekend mam ostatnie egzaminy, więc sama nie wiem co gorsze :).
Dziś przychodzę do Was z recenzją tuszu, który od dawna chciałam mieć i który udało mi się zakupić na promocji w Rossmannie. Jak się u mnie sprawdza i czy jestem z niego zadowolona? Zapraszam Was koniecznie na post.


Pewnie wiele z Was zaraz mi napisze w komentarzach, że ten tusz nie kosztuje 60 zł. Ok, może nie kosztuje teraz, ale jak trwała promocja w Rossmannie, to jego cena wynosiła dokładnie 60,99 zł, a mi się udało go nabyć za 31,11 zł. Pisałam Wam zresztą o tym tutaj. Czy kupiłabym go w cenie regularnej? No jasne że nie, bo 60 zł za tusz do rzęs to dla mnie za dużo biorąc pod uwagę fakt, że takie opakowanie starcza mi na miesiąc przy codziennym użytkowaniu. Czekałam więc dzielnie na promocję, bo tyle dobrego o nim czytałam, że naprawdę, koniecznie chciałam go mieć.


Tusz znajduje się w eleganckim, złotym opakowaniu. Przyznam, że jestem gadżeciarą i uwielbiam, jak kosmetyk oprócz działania ładnie wygląda. Cóż, zresztą chyba większość kobiet tak ma, nie tylko ja:).Co najlepsze, jak na razie opakowanie w żadnym stopniu nie zostało uszkodzone i dalej 'błyszczy się' jak na samym początku. Oczywiście ulega jakiemuś tam pobrudzeniu- to normalne, ale nie są to szkody, które wpływają na końcowy wygląd opakowania. Na tubce (?) znajdziemy naprawdę minimum informacji o produkcie. Tylko nazwa tuszu i chyba gramatura, ale już zmyła mi się ta naklejka. Producent umieścił również obrazek który sugeruję, że w środku opakowania znajduje się zwężenie, które powoduje zmniejszenie ilości tuszu na szczoteczce i nie musimy oczyszczać szczoteczki z nadmiaru tuszu o krawędź opakowania. Niby takie proste, a takie fajne i skuteczne.


Kocham pomadki z L'oreal i czułam, że ten tusz też będzie strzałem w dziesiątkę. Nie myliłam się! Wybrałam kolor czarny zresztą, nawet nie wiem, czy istnieją inne wersje kolorystyczne tych tuszy. Szczoteczka jest idealnie wyprofilowana. Niestety nie powiem Wam czy silikonowa czy jakiś inny rodzaj, bo totalnie się na tym nie znam (tak wiem-wiocha). Dzięki właśnie temu zwężeniu, po wyciągnięciu jej z opakowania, nie znajdziemy na  nie potrzebnej warstwy tuszu. 


Jestem niesamowicie zadowolona z tego tuszu. Nie osypał się, nie skruszył. Nie podrażnia też mojego oka. Ładnie rozdziela rzęsy i je wyciąga. Tak prezentuje się na oku.


 Lubie tusze L'oreal?

29 komentarzy:

  1. Lubię L'oreala ale zdecydowanie bardziej Bourjois Twist up the Volume jak dla mnie tusz idealny, przy codziennym malowaniu wystarcza mi na 2 miesiące, pięknie wydłuża i podkreśla rzęsy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja żałuję, że u mnie w okolicy nigdzie nie ma szafy Bourjois:(

      Usuń
  2. Ja już od kilku miesięcy poszłam na latwiznę i przedłużam sobie rzęsy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też o tym myślałam, ale na codzień noszę okulary i boje się, że za długie rzęsy by przeszkadzały ;(

      Usuń
  3. Nie wiedziałam, że ten tusz tyle kosztuje. W promocji jeszcze ok... Efekt bardzo fajny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. jak dla mnie zadowalajacy efekt, akurat tego nie mam, ale tusze loreala lubię. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja jednak wole te z Maybelline ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja zazwyczaj wybieram tusze podkręcające bo przy wydłużających to nie widać u mnie żadnego efektu, więc niestety z tym tuszem i z tą szczoteczką nawet gdyby kosztował 10 zł to nieźle musiałabym się namachać, żeby coś było widać. Ważne, że jesteś zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  7. W drogeriach internetowych bez problemu można znaleźć je za 40 zł z groszami. Nie miałam żadnego z tej serii, ale mam zamiar to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kupiłam wersje wodoodporną tego tuszu i niestety mocny średniaczek, rozmazuję się po kilku godzinach na górnej powiece i nie mam po nim niestety efektu wow. Zdecydowanie lepiej sprawdza się u mnie tusz z Essence :).

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja uwielbiam tusze z loreal, nawet gdy są drogie to raczej nigdy nie żałuję zakupu. Dobrze, że udało Ci się upolować go za połowę tej ceny. Wybieram te wodoodporne. Bardzo odpowiadałaby mi silikonowa szczotka tego tuszu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam go w zapasie, więc się cieszę, że jest nadzieja na to, że się sprawdzi :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja mam tę wersję fioletową i jest średnia. Skleja trochę rzęsy (chociaż jest lepiej niż na początku) i jest strasznie gęsta. Następny raz już nie kupię, ale może wybiorę ten tusz z L'oreal.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja używam VML niezmiennie od listopada i jak dla mnie nie ma lepszej serii tuszy drogeryjnych ;) Jednak wolę zieloną i fioletową wersję, ta nie sprawdziła się u mnie tak dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  13. Lubie fioletowa wersje vml

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja kupuję cały czas tę fioletową ;) ulubiona!:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Efekt daje fajny! Jednak jestem zakochana w Max Factor :) Mój A mówi, że mam rzęsy aż do nieba ;p

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz;)
Chętnie odwiedzę Twój blog:)
Nie toleruję jednak spamu i określenie"obserwujemy?" powoduje u mnie nerwicę;)

Jeżeli mój blog Ci się podoba-zaobserwuj
Jeżeli Twój spodoba się mi-odwdzięczę się tym samym:)

Copyright © 2016 zakochana w kolorkach , Blogger