poniedziałek, 27 lutego 2017

Makijaż Pani Inżynier :D :)

Hej kochani!
Witam po obronie;). Od dziś oficjalnie mogę napisać, że jestem Panią Inżynier :)!! Obroniłam się na 5 i z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że to było naprawdę fajne wydarzenie :).

Dziś chciałabym Wam zaprezentować makijaż, który stworzyłam na niedzielny obiad do rodziców, kiedy jechałam się pochwalić swoim tytułem :). Jeżeli chodzi o makijaż oczu, to skorzystałam z czarnej czekoladki z MUR, która jest niesamowita <3! Dodałam jeszcze odrobinę cienia z firmy Affect, ale jakoś się nie polubiliśmy.. Na ustach również kredka z wyżej wspomnianej firmy i chociaż kolor jest piękny, to moja opinia nie będzie do końca pochwalna. Ale nie narzekam na razie! Więcej Wam opowiem w innym poście:).





Cieszę się, że w końcu troszkę zwolnię. Na pewno należy mi się odpoczynek! Już powoli zaczynam szukać jakiegoś wypadu na stronie biura turystycznego http://www.jaworzyna.com.pl/. Chyba należy mi się chociaż mini weekend no nie?:)


piątek, 24 lutego 2017

Cieszmy się z małych rzeczy...

Witajcie, 
jutro w końcu długo wyczekiwana przeze mnie obrona. Mam nadzieję, że jutro o tej porze będę mogła się tytułować mianem inżyniera. Siedzę nad pracą, nad notatkami. Powtarzam ostatnie zagadnienia. I wiecie co? W sumie w tym okresie powinnam się stresować i rzecz jasna, stresuje się, ale zdała sobie sprawę również  z tego, jak szybko upływa czas i jak rzadko zatrzymujemy się w tym codziennym biegu, żeby zauważyć małe rzeczy.


Pamiętam jak dziś, jak 3,5 roku temu zostałam wybrana do niesienia sztandaru na inauguracji roku akademickiego. Boże! Jak ja się wtedy stresowałam! Nie znałam tam wtedy prawie nikogo i nie wiedziałam, że spotkam tam tylu znajomych! Wtedy wszystko wydawało mi się takie trudne, odległe.  Zakończenie studiów wydawało by się tak dalekie od aktualnej sytuacji, że aż nierealne. 
A teraz siedzę, piszę dla Was ten post i zaraz będę przygotowywać ostatnie rzeczy na jutro. Pewnie zastanawiacie się, po co takie rzeczy pisze i do czego się to odnosi. Chciałabym zwrócić się do Was z prośbą o celebrowanie każdej najmniejszej chwili. Zaprzestanie tego pędu, bo tak naprawdę wszyscy zmierzamy do jednego. Pewnie w ustach takiej osoby jak ja, która naprawdę ma sporo zajęć na głowie i nie raz łapie się na tym, że nie wie jaki dzień tygodnia brzmi to jak hipokryzja, ale uwierzcie, nieraz żałuję, że żyje 'od-do'. Od jednego terminu do drugiego, od jednego weekendu do drugiego, od wakacji do wakacji... Dziś obudziłam się rano z myślą, że już niedługo MARZEC! Ludzie! Ja nie mam pojęcia kiedy przeleciał mi styczeń i luty! Nic nie wyciągnęłam z tych miesięcy DLA SIEBIE, nic nie zaobserwowałam. Nie zdążyłam się nacieszyć zimą, śniegiem, nic!


Niejednokrotnie ludzie przeżywają całe swoje życie 'na oślep'. Nie mnie oceniać, czy to dobrze czy źle. Budzą się dopiero wtedy, jak spotyka ich jakaś tragedia. Wypadek samochodowy, utrata domu, mieszkania, śmierć bliskiej osoby. Wiadomo, że w sytuacji utraty naszego dobytku każdy z nas, będzie się starał o  Odszkodowanie za spalony dom ,które pomoże nam stanąć na nogi i odbudować to, co straciliśmy.


Kończąc tą moją dzisiejszą refleksję, dbajcie o siebie i swoich bliskich. Cieszcie się z mały rzeczy, pielęgnujcie każdą chwilę. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, cieszcie się z porażek, bo to one tak naprawdę kształtują nasz charakter i pamiętajcie, żaden minuta z Waszego życia nie powtórzy się już drugi raz.

Trzymajcie jutro za mnie kciuki!

poniedziałek, 20 lutego 2017

Czy pomadka z Biedronki może mieć moc?

Hej!
Czy tylko u mnie KAŻDY poniedziałek musi być pechowy? Jeju, no mówcie co chcecie, ale nienawidzę poniedziałków! Żebym jak się starała, żebym co robiła, zawsze coś wyjdzie nie tak!!!
Ale koniec narzekania :). Dziś chciałabym Wam przedstawić pomadkę, którą kupiłam przez totalny przypadek, ale wiem już teraz, że na pewno sięgnę po inne odcienie!


Nie od dziś wiadomo, że w Biedronce znajdziemy makijażowe perełki i nie od dziś wiecie, że uwielbiam kosmetyki do ust. Przyznam, że chciałam nawet zrobić na kanale test na żywo kosmetyków z Biedronki, ale niestety, sklepy w mojej okolicy są raczej średnio wyposażone. Wyszłabym bardzo niepocieszona, gdybym nic nie kupiła. Cienie raczej średnio mnie interesowały, bo mam sporo palet, cieni do brwi nie było, a podkłady mam swoje ulubione. Jako że naprawdę lubię testować nowe pomadki, błyszczyki itd. to postawiłam na Mat Liquid LIPS. Akurat byłam na zakupach z M. i po części to on pomógł mi wybierać kolor. Nie pokładałam jakichś zbytnich nadziei w produkcie, ale to co zobaczyłam skradło totalnie moje serce!



Opakowanie nie należy do tych ' z górnej półki', ale generalnie nie ma źle. Szata graficzna bardzo prosta, bez żadnych udziwnień. Znajdziecie na nim podstawowe informacje o nazwie firmy, produktu, gramaturze czy odcieniu. U mnie jak możecie zauważyć trafiło na numer 5. Szczerze? Ciężko mi było by opisać ten kolor patrząc tylko na to, co można zauważyć w opakowaniu. Jest on niby czerwony, ale trochę ceglasty, z lekką domieszką pomarańczowego. Wiem, namieszałam :).


Zapach jest delikatny, niezbyt nachalny, ale niezbyt charakterystyczny jak dla mnie. Nie utrzymuje się zbyt długo.  Jedyne do czego mogę się doczepić to aplikator. Chociaż w sumie inaczej. Aplikator jest bardzo wygodny i precyzyjny, ale po prostu jakkolwiek śmiesznie to zabrzmi, dla mnie jest brzydki:). Jakiś taki rozcapierzony, puchaty. Nie lubię za bardzo tego rodzaju aplikatorów. I to by było tyle z minusów. Największy i niekwestionowany plus to TRWAŁOŚĆ i EKSPRESOWE zastyganie na mat! Nigdy bym nie pomyślała, że pomadka, która kosztuje mniej niż 10 zł, przetrwa herbatę, pączka i obiad! Miałam ją dziś n ustach 9h i uwierzcie mi, że po zjedzeniu tego co napisałam i po tym upływie 9h, pomadka jeszcze była na ustach! Wiadomo, kolor nie był tak idealny jak od razu po aplikacji, ale spokojnie nie trzeba było by go poprawiać :). Mało tego, zawsze po aplikacji pomadki boję się dawać buziaków, ale z tym produktem nie ma obaw :). Malujecie, czekacie aż zastygnie i możecie się całować do woli!Chciałam Wam pokazać jak wygląda na ustach, ale usunęły mi się te zdjęcia z aparatu :(. Ci którzy mnie śledzą na instastory, mogli ją widzieć dziś rano :)

Reasumując: KONIECZNIE biegnijcie do swoich Biedronek, bo jak dla mnie trwałością dorównują GR, o ile nawet nie są lepsze!

niedziela, 19 lutego 2017

Efekty trzy miesięcznej kuracji Bodetko Lash.

Witajcie,
jak Wam mija niedzielne popołudnie? Przyznam, że u mnie bez szaleństw. Wczoraj posprzątałam, porobiłam zdjęcie do postów w nadchodzącym tygodniu i odpoczywam. Za tydzień mam obronę i zaczynam się trochę denerwować :). Może nie będzie tak źle?:) Bronił się ktoś z Was już? Macie jakieś rady?:)

Ok, dziś chciałabym Wam opowiedzieć i co najważniejsze, pokazać efekty stosowania przez 3 miesiące kuracji Bodetko Lash. Przyznam, że jest to moja druga przygoda z tego typu produktem, ale wcześniej stosowałam kurację z innej firmy. Nie wiem jak Wy odbierzecie to porównanie, ale moim zdaniem efekty są POWALAJĄCE!


Zacznę może najpierw od tego, że nawet bez wspomagaczy, moje rzęsy nie są złe. Ok, nie są jakieś wybitnie gęste, czy długie, ale też nigdy nie miałam z nimi problemu. Kiedy zaproponowano mi możliwość przetestowania tego produktu ucieszyłam się, ale też miałam pewne obawy. Dlaczego? Ci, którzy są ze mną od naprawdę dawna, to może pamiętają akcje, kiedy stosowałam podobny produkt z innej firmy i rzęsa urosłą mi w środku powieki!!! Nie muszę chyba Wam mówić jak niesamowicie bolało mnie oko, ile leciało łez i ogólnie, jak wielki to był dyskomfort. Mimo wszystko zaryzykowałam. Stwierdziłam, że jak zacznie cokolwiek dziać się złego, to odstawię preparat, przeproszę firmę i zapomnę o sprawie. Na szczęście nic podobnego nie miało miejsca, a ja przez 3 miesiące wieczorami, aplikowałam precyzyjnie produkt wzdłuż linii rzęs.


Kurację zaczęłam 2.11, a skończyłam 2.02. Oczywiście miałam przyjść z tą notką wcześniej, ale jak widzicie, nie dało rady. Nie będę Was oszukiwać, że nigdy nie zapomniałam zaaplikować produktu, bo zapomniałam kilka razy. Jestem tylko człowiekiem i mimo tego, że zawsze staram się przetestować produkt w 100%, to czasem zdarzy się wpadka. Wracając do tematu. Jak można zauważyć na zdjęciu, aplikator, którym nakładamy produkt na powieki jest bardzo cienki i pozwala nam na naprawdę precyzyjne nałożenie serum wzdłuż linii rzęs. Produkt jest bezzapachowy. Przez cały okres kuracji nie zauważyłam żadnych uczuleń, reakcji alergicznych czy podrażnień choć uwierzcie- mam wrażliwe oczy. Pierwsze efekty zaczęłam zauważać po około 1,5 miesiąca używania. Nie powiem, korciło mnie żeby zrobić zdjęcie i sprawdzić. Miałam nie robić, miałam się powstrzymać, ale się nie udało:). Tym oto sposobem powstało to zdjęcie.


Miało być tylko dla mnie, stąd ta słaba jakość, ale byłam tak zszokowana efektem, że podzieliłam się nim z Wami. Między czasie zrobiłam również inne zdjęcie, które również udowodniło mi, że naprawdę warto zainwestować w ten produkt!


Pewnie nie możecie się doczekać zestawienia 'przed i po', ale jeszcze troszkę potrzymam Wam w niepewności i opowiem o samym produkcie :). Serum znajduje się w czarnym, matowym eleganckim opakowaniu. Zakrętka w złotym kolorze sprawia, że produkt prezentuje się elegancko i ładnie wygląda na toaletce. Dodatkowo zabezpieczony był kartonowym opakowaniem, ale jak to u mnie, wyrzuciłam go ze względu na brak miejsca. W opakowaniu znajdują się 3 ml produktu. Jedynym minusem może być dla niektórych cena. Koszt 3 miesięcznej kuracji to 150 zł. Uważam, że to nie jest dużo jak na 3 miesiące stosowania z drugiej strony wiem, że nie jest to mała kwota. Ocenę pozostawiam Wam. Ja uważam, że dla takiego efektu warto spróbować. Pamiętajcie, że kupując 2 czy 3 produkty płacicie mniej i tym oto sposobem, przy zakupie 3 produktów, za pojedynczą kurację płacicie ok. 127 zł. Może warto podesłać tą notkę do koleżanek, mamy, kuzynek i złożyć wspólne zamówienie :)? Ok, pora na efekty :)




I w zestawieniu


Wow, wow, wow! Powiększcie zdjęcie, bo naprawdę warto! Jestem niesamowicie szczęśliwa bo jak widzicie, moje rzęsy są zdecydowanie dłuższe! Czy warto? Warto!
Zapraszam Was na stronę Bodetko Lash i zachęcam do zakupu.

Używałyście takich produktów?

środa, 15 lutego 2017

Spotkanie blogerek okiem organizatora, czyli wrażenia i porady.

Witajcie!
Ostatni tydzień był jednym z najbardziej wariackich tygodni w moim życiu! Wiązało się to oczywiście ze studiami, ale mam nadzieję, że już jest ok:).  Powoli wraca do Was z wpisami. Naprawdę, narobiło mi się spoooooro zaległości!
Dziś zapraszam Was na luźny post, dotyczący organizacji spotkania blogerskiego. Czy jest to łatwa sprawa, z czym się trzeba liczyć i jakie są obawy z tym związane?
Zapraszam na post!



Spotkanie odbyło się pod koniec Stycznia w sali szkoleniowej firmy Affect w Bielsku Białej. Pewnie nie zdajecie sobie z tego sprawy, ale przygotowywałyśmy się Asią do tego spotkania już od Listopada! Zarówno dla niej jak i dla mnie było to pierwsze spotkanie przygotowywane osobiście. Co prawda wcześniej już byłam na takim spotkaniu, ale byłam gościem więc wiadomo, wszystko inaczej wygląda od tej 'drugiej' strony.   


Nie będę Wam opowiadać, że wszystko od początku szło bez przeszkód, no bo nie szło:). Mieszkamy na Podbeskidziu i nasze obawy były związane między innymi z tym, czy są na naszym terenie jakieś blogerki, które chciałyby wziąć udział w spotkaniu. Okazało się, że są i chcą się poznać:). Zmartwienie numer jeden odhaczone :). Chciałyśmy, żeby na tym spotkaniu pojawił się również jakiś gość, który wygłosi krótką prelekcję o tym, co najbardziej interesuje kobiety. Zaprosiłyśmy Panią Danutę klik , która opowiedziała nam o swojej galerii i podarowała każdej z nas piękny upominek. Ja dostałam kolczyki hand made, które mam nadzieję wkrótce zaprezentuję Wam w jakimś poście:).


Dzięki uprzejmości Dagmary klik, mogę się z Wami również podzielić zdjęciami z tamtego dnia, ponieważ mi totalnie wyleciało to z głowy w wyniku tego stresu!  Dagmara jest profesjonalnym fotografem więc pewnie widzicie, że zdjęcia są na najwyższym poziomie! Oczywiście zależało nam również na jakichś fajnych przekąskach o co zadbała najlepsza na Podbeskidziu (jak dla mnie) pizzeria Rosso klik.


Nie oszukujmy się, chciałyśmy również, żeby dziewczyny dostały jakieś drobne upominki na spotkaniu. Powiem Wam, że z całej organizacji spotkania najtrudniejsze było pozyskanie sponsorów. Głównym sponsorem byłą firma Affect klik, która nie dość, że użyczyła nam sali szkoleniowej o czym wspomniałam wyżej, to jeszcze sprezentowała piękne paczuszki z kolorówką <3.


Prezenty przygotowały dla nas również takie firmy jak:
- Equlibra
- Eveline
- Selfie Project
- Bispol
- Miravena Cosmetics
Postaram się Wam je zaprezentować w kolejnym poście.


 Lista Blogerek

Beata:

BLONDLOVE: 
http://blond-love.blogspot.com/

Marta:
NOW ENJOYMENT

http://enjoyment.pl/

Dagmara
DAFIS STUDIO
http://dafis.pl/


Dominika
SHOPPINGTIPS

http://shoppingtips.pl/

Kinga
BLOND BLOG
http://www.gorzela.pl/

Kamila
CARMILLA BEAUTY
http://carmillabeauty.blogspot.com/
  Weronika
ŚWIAT WYBIEGIEM
http://swiatwybiegiem.pl/


Asia
JOANNA DOBOSZ MAKE UP

Beata:
Marta:
Dagmara:
Dominika:
Kamila:
Kinga:
Paulina:
Asia:
- See more at: http://swiatwybiegiem.pl/moje-pierwsze-spotkanie-blogerek/#sthash.7Fo3hxqT.dpuf
REASUMUJĄC:
Organizacja spotkania blogerskiego nie jest prosta, bo wiadomo, każdy organizator chce, żeby wszystko wyszło wyjątkowo. Niemniej jednak poznanie osób, które zajmują się tym samym co Ty jest cudowne i życzę tego każdemu z Was!


sali szkoleniowej Affect Cosmetics w Pasażu Pod Orłem w Bielsku Białej - See more at: http://swiatwybiegiem.pl/moje-pierwsze-spotkanie-blogerek/#sthash.OjvWtPq3.dpuf

sobota, 11 lutego 2017

Aktualne konkursy na moim fanpage'u.

Witajcie:)
Dziś tylko informacyjny post, bo jakoś mam niedzień :).
Chciałam Was zaprosić na konkursy, które aktualnie odbywają się u mnie na blogu. Jeżeli macie ochotę wziąć udział, to serdecznie zapraszam!



niedziela, 5 lutego 2017

Zielona tęczówka i zielony makijaż oka. Czy to może się udać? BONUS: Podobny makijaż sprzed kilku lat!

Hej!
Ostatni egzamin za mną! Nie wiem co prawda jaki wynik, ale jestem dobrej myśli! W końcu mam trochę czasu na przyjemności i w końcu mogłam Wam podpisywać na komentarze na fanpage'u. Nie mogę się doczekać, aż w końcu zacznę testować nowości, które mam i dzielić się tym z Wami! Na początku chciałabym ogłosić wyniki rozdania świeczkowego, bo też mi to totalnie wyleciało z głowy! Zwycięzcami w konkursie są:
- p. Kaśka Filipowska
- p. Włodek Piasecki

Gratuluję i proszę o kontakt mailowy w ciągu 3 dni na adres: goralka18@o2.pl

Ok, koniec spraw organizacyjnych, przechodzę do sedna postu :). O ile ktoś mnie w miarę regularnie śledzi to pewnie wie, że jakiś czas temu zakupiłam sobie paletkę Garden of Eden mimo tego, że nie byłam i w sumie dalej nie jestem przekonana, czy zielony makijaż to dobry pomysł dla kobiet, które mają zieloną tęczówkę. Trudno pomyślałam, makijaż to tylko zabawa, a paletka nie kosztowała nie wiadomo ile. Oczywiście cienie doszły do mnie jakoś w listopadzie, a ja dopiero wczoraj się za nią zabrałam :) Cały makijaż został stworzony przy jej użyciu. I wiecie co? Jednak dobrze się czuję w zielonym kolorze!






A taki makijaż wykonałam kilka lat temu. Dokładnie 23.07.2014




Komentarze przemilczę :)

Jak myślicie, pasuje mi zielony kolor?