Wiśnią po twarzy. Maseczkuje się z Lirene.

Witajcie;)
Dzisiaj troszkę później niż zazwyczaj, ale jak to mówią lepiej późno niż wcale;).
Jeżeli ktoś już jakiś czas czyta mojego bloga to wie, że jestem fanką saszetek. Uwielbiam zarówno testować produkty do rąk, stóp czy twarzy. Co do firmy lirene, to mam troszkę mieszane uczucia. Wiem, że mają mega złe produkty i mega dobre. Ja niestety dość często sugeruję się opinią innych i może dlatego nie umiem się jednoznacznie ustosunkować do tej firmy. Ten produkt był dla mnie zaskoczeniem, ale czy pozytywnym?;) To się okaże;)


Wiecie co sprawiło, że kupiłam ten produkt? Dwa czynniki. Pierwszy to opakowanie, mega przykuło mój wzrok. Może to zasługa czerwonego koloru? Nie wiem, ale jeżeli był to chwyt marketingowy ze strony producentów, to na pewno udany. Kolejną rzeczą, która na mnie zadziałała była informacja o zawartości wyciągu z wiśni. Uwielbiam wiśnie. Ja nie wiem ile jest wiśni w tym składzie, ale znowu zaufałam :D


Konsystencja jest delikatna, ale taka jakby..hmm.. puszysta? Bardzo przyjemna w dotyku. Zapach jest ledwo wyczuwalny, ale w miarę przyjemny. Niestety  po lecie moja skóra jest mega wysuszona i nie umiem sobie z nią poradzić. Postanowiłam zacząć walczyć o odzyskanie odpowiedniego poziomu wody i właśnie pierwszym krokiem była aplikacja produktu. Maseczkę nałożyłam zgodnie z zaleceniami. Bardzo szybko się wchłonęła. Nawet nie było co ścierać wacikiem.


A efekt? Niesamowicie miękka skóra. Naprawdę ,nawet na drugi dzień wieczorem była jak u małego dziecka! Zero uczulenia, zero swędzenia czy podrażnień.Starczyła mi niestety tylko na dwa razy, ale na pewno kupię sobie ją ponownie!


Co możecie mi polecić jeszcze z lirene?:)
Ps. filmik już wkrótce;)
 

24 komentarze:

  1. nie miałam tej maski, ale chętnie wypróbowywałabym ją :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Od Lirene jeszcze nie miałam.. ale kiedyś spróbuję:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jakoś nie przepadam za maseczkami z Lirene.

    OdpowiedzUsuń
  4. Z Liren nie stosowałam żadnej maseczki do tej pory, obecnie używam glinek:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałam ją już kilkakrotnie.
    Wcześniej bardzo dobrze się spisywała, a teraz gdy przesuszyła mi się skóra w dolnych partiach policzków, potrafi szczypać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie przepadam za maskami Lirene. Ale fajnie, że przypadła Ci do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Maseczka jest świetna, miałam ją jakiś czas temu ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię tę maseczkę z Lirene i co jakiś czas do niej wracam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. i to wiśnie z barbadosa:) zapewne kiedyś też ją kupie : )

    OdpowiedzUsuń
  10. Z lirene to nie wiem ale mnie się ostatnio spodobały maseczki Bielendy:-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz;)
Chętnie odwiedzę Twój blog:)
Nie toleruję jednak spamu i określenie"obserwujemy?" powoduje u mnie nerwicę;)

Jeżeli mój blog Ci się podoba-zaobserwuj
Jeżeli Twój spodoba się mi-odwdzięczę się tym samym:)

Copyright © 2016 zakochana w kolorkach , Blogger