Brush Egg, czyli o co tyle krzyku?

Cześć!
Jak Wam mija niedziela? Ja niestety jestem przeziębiona i mam domowy weekend. Wczoraj tylko skoczyłam na uczelnię na ostatnie seminarium, ale dziś nie wychodzę nigdzie. Mam nadzieję, że nie rozłożę się na ostatni egzamin w sobotę, albo nie daj Boże (!) na obronę...
W dzisiejszym poście chciałabym przedstawić jak dla mnie zbędny gadżet, który kupiłam oczywiście pod wpływem vlogów, blogów itd. Jak widzicie,  nawet blogerka, która sama recenzuje produkty i ma świadomość nakręcania czytelników na konsumpcję, sama wpada w jej sidła :). Nie przedłużając, zapraszam na recenzję jajeczka, które miało swoje 5 minut w strefie Beauty.


Moja kolekcja pędzli dla jednych może być niewielka, dla drugich- ogromna. Ja osobiście uważam, że 40 szt. pędzli które posiadam, to niezła, ale nie do końca zadowalająca liczba. Nieraz jest tak, że potrzebuje konkretnego rozmiaru, a właśnie on nadaje się do porządnego czyszczenia. Umówmy się-nie cierpię prać pędzli! Nie mogę się za to zabrać, a z drugiej strony, jak myślę ile na nich jst bakterii, to staram się nie robić zbyt długich przerw w ich myciu. Kiedy do obiegu weszło jajeczko Brush pomyślałam na początku, że muszę go mieć! Potem jakoś wyleciało mi to z głowy, nie myślałam o jego zakupie i dopiero jakiś czas temu, przeglądając internety, trafiłam na to różowe cudeńko. Rzecz jasna, że musiałam wybrać ten konkretny kolor, jak również kształt, który dla mnie jest niesamowicie słodki.


Urocze prawda? My kobiety chyba tak mamy, że kupujemy 'oczami'. Jajeczko dotarło, a ja ochoczo jak nigdy zabrałam się do mycia. Nie wiem jak u Was, ale ja zawsze myję pędzle szamponem do włosów i do tej pory metoda się sprawdzała. Pierwszą rzeczą, która zaczęła mi przeszkadzać i którą zauważyłam już na samym początku, jest otwór na palce. Szczerze? Jest ogromny i nawet na palce mojego M. sporo za duży! Co za tym idzie? W trakcie pocierania pędzli o wypustki, brush egg ciągle zsuwał  mi się z ręki, co było raczej denerwujące. Teraz jak patrzę na to zdjęcie to sobie myślę, że może ten duży otwór jest spowodowany kształtem? Nie wiem, ale skoro tak, to mogli zrobić mniejsze serduszko, a co za tm idzie? Mniejszą dziurę na palce! Jak widać, jajeczko posiada 3 rodzaje wypustek: poziome paski, kropeczki o różnych rozmiarach i krótkie paski. Nie wiedziałam na którym spróbować czyszczenia, więc zaczęłam od tych nieregularnych pasków po lewej stronie. Duże pędzle (puder, podkład, konturowanie), nie zostały doczyszczone tak jakbym chciała. Przerzuciłam się na poziome wzorki, ale znowu nie dało rady. Coś zaczęło się dziać na kropeczkach, ale nie było szału. Co do pędzli do makijażu oka, najlepiej sprawdziła się wersja pozioma i kropki.

Na tym zdjęciu możecie zobaczyć jaka wielka jest dziura, skoro wchodzą mi do niej 4 palce! Kolejną rzeczą, która jest dla mnie nie do przeskoczenia, jest czyszczenie jajeczka. Niestety, nie udało mi się  z niego domyć podkładu, co zresztą możecie zobaczyć na zdjęciu numer 2. Próbowałam szamponem, mydłem do rąk i niestety- nie działa. Jest to dla mnie nie do przeskoczenia,   ponieważ wygląda to nieestetycznie i niehigienicznie, a nie tego oczekuję od produkty, który ma się przyczynić do czystości moich pędzli.


Podsumowując, nie zauważyłam, żeby produkt przyczynił się do jakości czy wygody czyszczenia pędzli. Nawet nie wiem, czy więcej czasu nie zajmuje mi mycie pędzli z tym gadżetem, bo co chwilę muszę poprawiać silikonową, zjeżdżającą z palców nakładkę.. 
Brush Egg jest fajnym gadżetem, ładnie wyglądającym na toaletce, ale tylko wtedy dopóki go nie wybrudzicie, bo tak jak wspomniałam wyżej, domycie wypustek wcale nie należy do najłatwiejszych.

Macie Brush Egg?
Która nie lubi myć pędzli tak jak ja?:)

12 komentarzy:

  1. Szkoda, że się nie sprawdziło, miałam ochotę na to serduszko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywiście uroku odmówić mu nie można! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że się u Ciebie nie sprawdził :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Dużo jest tych gadżetów do mycia pedzli ale ja nie mam żadnego. Bez problemu robię to rekami i mydłem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Urocze to serduszko, szkoda, że tak słabo się sprawdziło :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie lubię, dzisiaj właśnie męczyłam się ponad godzinę ;) Mam Brushegg, ale używam rękawicy z Glam Shopu najczęściej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam gi i uwielbiam ;) ale też nie przepadam za myciem pędzle :p

    OdpowiedzUsuń
  8. ale mimo wszystko wygląda uroczo ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. mam tradycyjny kształt Brush Egg. bardzo lubię ten produkt do czyszczenia pędzli

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie sprawdza się płytka z Rossmanna i nie "farbuje" się ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz;)
Chętnie odwiedzę Twój blog:)
Nie toleruję jednak spamu i określenie"obserwujemy?" powoduje u mnie nerwicę;)

Jeżeli mój blog Ci się podoba-zaobserwuj
Jeżeli Twój spodoba się mi-odwdzięczę się tym samym:)

Copyright © 2016 zakochana w kolorkach , Blogger