Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty
Polecany, popularny, ale.. nie dla każdego! | Podkład Revlon colorstay

Polecany, popularny, ale.. nie dla każdego! | Podkład Revlon colorstay

Cześć, cześć, cześć!
Wracam już na dobre tory i w miarę regularnie (mam nadzieję) postaram się dla Was publikować wpisy! Dziś coś, co raczej sporadycznie u mnie się pojawia, a mianowicie recenzja podkładu. Nie robię takich postów często, bo uważam, że wybór podkładu to jednak sprawa indywidualna. Tym razem jednak recenzję przygotowałam, opisałam swoje wrażenia i.. zapraszam na wpis!



Zacznę najpierw od tego, że podkład standardowo jak wiele innych trafił do mnie przez przypadek :). Co to znaczy? Po prostu przeglądałam grupy wizażystów, trafiłam na wyprzedaż i kupiłam. Wciąż szukam dla siebie idealnego podkładu, więc praktycznie non stop coś nowego testuję i kupuję. Jakoś nigdy wcześniej nie miałam nic wspólnego z tą firmą, ale czytałam dużo pozytywnych opinii, które może po części wpłynęły na moją decyzję o zakupie? Musicie wiedzieć, że moja cera niestety jest dość problematyczna. Często wyskakują mi niechciane niespodzianki, które po czasie zamieniają się w nieestetyczne blizny. Chcę je zakryć, więc generalnie lubię, jak podkład ma mocne krycie, ale nie obciąża, nie zapycha i nie wysusza. Jak było tym razem?


Podkład znajduje się w szklanym, solidnym opakowaniu. Na buteleczce znajdziecie podstawowe informacje o nazwie produktu, firmie, pojemności, SPF i rodzaju cery, do jakiej jest przeznaczona. Szczerze, to nie zwróciłam uwagi, że podkład jest skierowany do kobiet z mieszaną i tłustą cerą. Pewnie wybierając go w drogerii, sięgnęłabym po ten do cery suchej, bo mimo niespodzianek takową mam. Jak widzicie posiadam odcień 110 Ivory, który (o ile się nie mylę) jest najjaśniejszy. Do podkładu dołączona jest pompka, czyli najlepsze rozwiązanie dla mnie jeżeli chodzi o podkłady. Pompka się nie zacina, nie zapowietrza i wszystko z nią ok.


Za co go pokochałam? Na pewno za kolor! Jasny, wpadający w żółte tony i przede wszystkim- nie ciemniejący w ciągu dnia! Niestety zauważyłam, że sporo podkładów (nawet tych z górnej półki) niesamowicie oksyduje i już po kilku godzinach mam pomarańczową twarz. Tu nic podobnego się nie działo. Produkt długo utrzymuje się na twarzy, jednak nie na tyle, ile bym potrzebowała. Po około 4h zaczął mi się ważyć i na nosie i na czole. Próbowałam go na bazę z Inglota i ze Smashbox'a, jednak efekt był taki sam. Plusem jego na pewno jest fakt, że nie podkreśla suchych skórek i nie zapycha (przynajmniej mnie)


Czy zakupię go drugi raz? Szczerze mówiąc mam mieszane uczucia. Może zdecyduję się na wersję do cery suchej i jeżeli ta, wyeliminuje te czynniki, które mi przeszkadzają, to chyba trafiłam na podkład idealny!

Na stronie Joka Sklep znajdziecie go za około 26 zł

Znacie produkty Revlon?
Co sądzicie o podkładach?
Niestety, ale się nie polubimy | Smashbox Studio Skin

Niestety, ale się nie polubimy | Smashbox Studio Skin

Dzień dobry bardzo! 
Jak Wam mija dzień? Ja jutro wybieram się do Krakowa! Jeszcze nie zdradzę Wam do końca po co, ale koniecznie oglądajcie moje instastory. Będzie Beauty, będzie fajnie i musicie tam ze mną 'być'!
Jak już jesteśmy w  temacie urodowym, chciałabym Was dziś zaprosić na post, w którym opowiem kilka słów na temat osławionego przez wszystkich produktu, a mianowicie podkładzie ze Smashbox'a. Dlaczego się u mnie nie sprawdził i czemu mu nie dam drugiej (w sumie ósmej) szansy?


Powtarzałam to wielokrotnie i powtarzać będę dla nowych czytelników, którzy trafiają do mnie po raz pierwszy. Mam cerę suchą i moja recenzja opiera się tylko i wyłącznie na zastosowaniu produktu na mojej twarzy. Niestety, nie miałam możliwości jeszcze przetestowania go na dziewczynach, które maluje. Jak wiecie, jestem niesamowicie podatna na reklamy. Serio, jak  u kilku Youtuberów czy blogerów zobaczę, że coś się im sprawdza to wiem, że muszę to mieć. Nie inaczej było oczywiście tym razem. Podkład ze Smashbox'a przewijał się u większości osób które czytam lub oglądam, więc i ja w niego zainwestowałam.


Z technicznych informacji. Podkład znajduje się w szklanym, solidnym opakowaniu. Na buteleczce znajdziecie tylko kilka podstawowych informacji. Według obietnic producenta, efekt po jego użyciu utrzymuje się do 15h. Produkt aplikujemy za pomocą pompki, która nie zacina sie i nie powoduje większych problemów. Osobiście nie jestem fanką podkładów w szklanych butelkach, bo ciężko mi wydobyć resztki, kiedy produkt się kończy. Szata graficzna prosta i niczym nie wyróżniająca się. Strasznie mnie wkurza, że wszystkie palce i wszystko odbija się na tej czarnej zakrętce, ale to tylko moja prywatna fanaberia :)


Wybrałam odcień, który według mnie, najlepiej dopasuje się do mojej karnacji. Muszę się Wam przyznać, że oczywiście nie chciało mi się stacjonarnie sprawdzić kolorów tylko fik! na wyczucie. Na szczęście kiedy otrzymałam produkt zeswatchowałam go na ręce i wiecie co się okazało? Że tak idealnie wybrałam kolor, że nie wiedziałam gdzie swatch, a gdzie moja skóra !;) Tak, tak, wiem, że podkładu się nie dobiera pod kolor ręki, ale taką ciekawostkę chciałam zarzucić :). Konsystencja przy pierwszym razie bardzo mi się spodobała. Troszkę jakby gęsta, delikatnie 'lepiąca się' no idealnie! Aż użyłam go w makijażu...


Jak dla mnie ten podkład to dramat. Ok. najpierw zaaplikowałam go na sam krem bez bazy. Dosłownie zważył mi się w ciągu 5 min? Mało tego, zaczął spływać z nosa i brody. Pomyślałam,że pewnie nie polubił się z kremem, którego użyłam. Przez tydzień stosowałam o w różnych konfiguracjach:
- na 'gołą' twarz
- na bazę ze Smashbox'a
- na bazę z Inglota
-na inny krem
Niestety, za każdym razem efekt był podobny. Nie wspomnę, że po jakiejś godzinie zaczął mi ciemnieć, a po 8h pracy wyglądałam jak brudna. Strasznie podkreślał mi suche skórki i rozszerzone pory. Jak dla mnie ten podkład to klapa. Ciekawe jak się sprawdzi u innych dziewczyn.



 Znacie? Używacie?:)

Makijaż do 100 zł! Tania paletka, tani podkład i inne niedrogie produkty!

Makijaż do 100 zł! Tania paletka, tani podkład i inne niedrogie produkty!

Witajcie w nowym tygodniu!
Jakie macie plany? Mi został ostatni egzamin na studiach (oby) i zaczynam ferie! Już się nie mogę doczekać! 
Dziś przychodzę do Was z makijażem tanimi produktami. Chciałam już dawno przygotować taki wpis, ale byłam ciutkę przeziębiona i bardzo łzawiły mi oczy. Tym razem się udało i jestem. Niech Was nie zmyli tytuł! Makijaż do 100 zł nie oznacza, że suma wszystkich produktów nie przekroczy tej kwoty. Chodziło mi bardziej o to, że pojedyncze produkty nie kosztują więcej niż przedstawiona kwota. Najpierw kilka zdjęć, a potem opis kosmetyków + ceny.
Zapraszam!










LISTA KOSMETYKÓW:
* TWARZ:
-Baza wygładzająca koloryt skóry Photo Finish Foundation Primer: 12 ml/49 zł
- Podkład Bourjois, odcień Vanilla: 30 ml/32 zł
-Puder Deni Carte: 15g/16,90 zł
-Bronzer, paleta Nyx: 21,6g/90 zł
- Rozświetlacz. Becca Mini: 5g+2,40g/ 75 zł

*BRWI:
- Pomada Freedom, Odcień Blonde: 2,5g/25,90 zł

*OCZY:
- Paleta Make up Revolution   Salvation Palette Unicorns Unite: 28,40 zł
- Tusz do rzęs My Secret 3 in 1: 15,49 zł/10 ml
- Rzęsy Donegal: 11,19 zł

*USTA:
- Konturówka Wibo: Ok. 10 zł
- Lime Crime: ok. 90 zł/2,6 ml


Podoba Wam się taka propozycja?:)

Konturować na mokro, czy nie konturować? | FREEDOM PRO STROBE CREAM PALLETTE

Konturować na mokro, czy nie konturować? | FREEDOM PRO STROBE CREAM PALLETTE

Cześć kochani!
Długo mnie tutaj nie było, ale to jest zapewne spowodowane tylko jednym faktem, a mianowicie studiami, a ściślej mówiąc magisterką. Na szczęście oddałam w weekend 2 rozdziały, wszystko idzie spoko, także teraz mam cały tydzień na bloga :). Po napisaniu postów zabieram się za odpisywanie na Wasze komentarze! Za ten czas co mnie nie było, zima rozhulała się na całego! Sypie, mrozi ogólnie jest tak, jak lubię najbardziej! Jedyne co mi przeszkadza to fakt, że szybko robi się ciemno i muszę kombinować ze zdjęciami :).
Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o palecie, która od jakiegoś czasu jest u mnie. Mam w stosunku do niej mieszane uczucia i na pewno się dziś z nimi podzielę! Jeżeli jesteście ciekawi co mi w niej pasuje, a co troszkę irytuje, zapraszam na dalszą część.


Ci, którzy czytają mnie dość długo zapewne wiedzą, że jestem NIESAMOWITĄ fanką konturowania na mokro. Dlaczego? Uważam to jako swoistą bazę pod konturowanie suchymi produktami. Miałam już naprawdę sporo produktów do mokrego konturowania. Tych z wyższej półki i tych całkowicie drogeryjnych. Przyznam, że do tej pory najlepsze wrażenie wywarło na mnie kółeczko z Kobo, które zdenkowałam praktycznie na amen. Jedyny jego minus był taki, że nie było wyraźnego podziału między kolorami i lubiły się one mieszać. Ale nie o kółeczku dzisiaj! W tym wpisie skupiam się na palecie, w której znajdziecie nie 4, a 6 różnych odcieni!

Firmę Freedom lubię. Kocham ich pomady do brwi i uważam, że są dużo lepsze niż te z ABH. Zresztą powtarzałam to nieraz, więc pewnie o tym wiecie. O ile dobrze pamiętam, paletkę zamawiałam na stronie MINTISHOP. Pierwsze co powiedziałam jak do mnie dotarła, to było: WOW! A konkretniej, Wow, ale ona mała :). Na zdjęciach wyglądała na większą, a tu macie porównanie, że jest wielkości dwóch średnich mandarynek, więc naprawdę szału nie ma:). Opakowanie jest eleganckie, odbija pięknie światło oraz nasze łapki, jeżeli mamy brudne :). Dodatkowo zabezpieczone było kartonem, na którym znajdowała się większość informacji o produkcie. Do paletki dołączony był pędzel. Niestety nie wiem jak się to stało, ale zniknęło mi jego zdjęcie. Możecie zobaczyć go na IG, bo jakiś czas temu go tam wrzuciłam. [klik]. Sam pędzel jest naprawdę ok. Mam podobny z Mac'a i szczerze mówiąc nie różnią się zbytnio jakościowo. No może ten z Mac'a jest troszkę bardziej zbity, ale tym z Freedom równie dobrze nakłada się mokre produkty. Jak widzicie, paletka ma lusterko, co dla takiego krótkowidza jak ja jest rzeczą niezbędną ;). 

Niestety w środku opakowanie nie jest już takie hiper super. Zrobiłam Wam zdjęciu w zbliżeniu, żebyście mogli zobaczyć jak to wygląda. Abstrahując, że te pojemności są tak małe, że jak chcę użyć pędzla dołączonego do zestawu, to muszę go wkładać w poprzek, bo na szerokość się nie zmieści, to jeszcze ten środek niesamowicie mocno i szybko się brudzi! Wiecie, ten środek zbudowany jest z takiego dziwnego plastiku, który ma w sobie takie mini-mini dziurki, w które łatwo wchodzi produkt i nie da się go wymyć. Próbowałam doprowadzić przed zdjęciami paletkę do tanu nienagannego, ale to co widzicie na zdjęciu to wszystko, co udało mi się uzyskać.


Dobra, pora teraz na kilka słów o samym produkcie! Zacznijmy od tego, że zakochałam się w konsystencji! Przyznam, że na początku jest ona dość trudna. Jest kremowa, ale odrobinę oleista, jeżeli wiecie o czym mówię:). Ciężko było się przerzucić z miękkiej, zbitej konsystencji Kobo, na dość oleistą Freedom. Nie przeszkadzało mi to wcale, bo po 3 użyciu przyzwyczaiłam się do tego w pełni. Jednak ma to oczywiście swój minus. Produkt ciężko się aplikuje przy użyciu innego pędzla niż ten, który otrzymałam w zestawie. Wiadomo, że nie nakładałabym tego za pomocą pędzla ze zdjęcia :). Po prostu on mi najlepiej pasował do kompozycji :). Bronzery (?) nazwijmy to tak, bo nie chce ciągle pisać 'produkty' bardzo fajnie blenduje się gąbeczką BB. Tak się nauczyłam, że każdy mokry produkt do konturowania blenduje właśnie Beauty blenderem. Po otwarciu paletki nie wyczuwam żadnego zapachu. Wnioskuję więc, że ów kosmetyk go nie posiada. Wszystko pięknie ładnie, więc myślicie pewnie: w czym tkwi problem? Już mówię.


Niestety w kolorach. Jak dla mnie paletka jest dla osób, które:
a) nie lubią się konturować
b) nie umieją się konturować
c) lubią lekki kontur
Ja nie należę do żadnej z tych grup. Uwielbiam mocne, ostre konturowanie, bo nie oszukujmy się mam dość pyzatą buźkę :). Na dodatek, uważam, że te kolory są trochę od czapy... jedyny z którego korzystałam to ten najciemniejszy, chociaż on i tak jest za jasny.. Uważam, że gdybym mogła zakupić ciemniejszą wersję, to chyba bym się skusiła chociaż nie wiem sama czy na pewno, bo spodziewałam się czegoś innego. 





Używaliście tej paletki?
Co o niej myślicie?
KONKURS: Wygraj paczkę z kosmetykami z Rossmanna!

KONKURS: Wygraj paczkę z kosmetykami z Rossmanna!

Hej kochani!
Dziś tylko taki szybki post informacyjny na temat paczki-niespodzianki, którą stworzyłam z Waszą pomocą! Przyznam, że na początku nie wiedziałam co mam wybrać do rozdania dla Was. Wiadomo, ja dla siebie polowałam na inne rzeczy, a Wy dla siebie pewnie na inne. Mam świadomość, że sporo z Was pewnie nie zdążyło skorzystać z promocji, więc stąd pojawił się pomysł wybrania kilku perełek tylko dla Was! Rozdanie odbywa się na Fb i wiem, że dużo z Was pyta kiedy będzie na blogu:). Spokojnie, będzie i tu :).
Jeżeli chcecie spróbować swoich sił, zapraszam! KLIK



Supernova jest naprawdę super- makijaż, w roli głównej Constance Carroll.

Supernova jest naprawdę super- makijaż, w roli głównej Constance Carroll.

Witajcie wreszcie piątkowo:)
Jako że piszę ten post wcześniej, to nie mogę Wam powiedzieć jak po wizycie u ortopedy. Są dwie opcje do wyboru. Albo aktualnie siedzę i przeklinam sytuację, albo moją nogę. Wszystko zależy od ostatecznego werdyktu lekarza. Jedno jest pewne. Bez względu na nogę weekend spędzę od rana do wieczora na uczelni, więc już cieszę się jak dziecko. Czasem naprawdę żałuję, że mi się zachciało tej magisterki, ale potem sobie myślę, że jeszcze tylko 2 semestry i żegnaj szkoło!:)

Dziś przychodzę do Was z makijażem, w którym główną rolę odgrywa Supernova, czyli kolejny cień metaliczny z firmy Constance Carroll. Ostatnio, a konkretnie tutaj opisywałam Wam odcień Aurora. Jeżeli jesteście ciekawi pigmentacji, trwałości itd. to zapraszam Was do poprzedniego wpisu. Dziś chciałabym zaprezentować kolejny makijaż i powiem Wam że jak dla mnie, ta firma może wiele zawojować na naszym rynku!










Jakie jest Wasze zdanie na temat tych cieni?:)
Pierwszy raz z metalicznym cudem + 1000 post!

Pierwszy raz z metalicznym cudem + 1000 post!

Hej hej :)
Już środa, a jakby był wtorek;). Dziś mam specjalną okazję do świętowania blogowego bo uwaga... WŁAŚNIE DZIŚ PUBLIKUJĘ 1000 POSTA! Wow, ale zleciało za te 4 lata blogowania :). 
Wczoraj pokazywałam Wam mój świąteczny makijaż z użyciem kilku nowości. Jedną z nich był cień, o którym w dzisiejszej notce Wam napiszę kilka słów. 
Jeżeli chcecie poczytać o wielkim powrocie marki Constance Carroll, którą na pewno pamiętają nasze mamy- zapraszam na recenzję!


Szczerze Wam powiem, że kompletnie zapomniałam o tej firmie. Oczywiście jak byłam dzieckiem, to moja mama używała baaardzo często tych kosmetyków. Chyba najbardziej kultowym produktem był niewątpliwie puder. Nie wiedziałam, że wracają na rynek i pewnie nie miałabym o tym pojęcia, gdyby nie Event DermoFuture o którym pisałam Wam tutaj. 
Właśnie na tym spotkaniu miałam okazję spotkać przedstawicielkę Constance Carroll i dzięki upominkom, poznać markę bliżej. Chodzi mi po głowie pomysł zrealizowania makijażu tylko i wyłącznie tą marką i coś mi się wydaje, że wkrótce go zrealizuję. Dziś chciałabym się przyjrzeć metalicznemu cieniu, który również znalazł się wśród upominków. 


Nie miałam jeszcze okazji używać metalicznych cieni. Może w jakiejś paletce się przewinęły, ale skoro ich nie pamietam, to najwyraźniej nie zrobił na mnie efektu wow. Kolory zostały wybierane dla nas losowo, ale te, które dostałam bardzo mi się spodobały. Na zdjęciu widzicie elegancką, kobiecą śliwkę, a w kosmetyczce czeka na mnie jeszcze łososiowy raj:). Nie miałam okazji go jeszcze testować, więc dziś skupię się tylko na tym odcieniu. Produkt znajduje się w plastikowym opakowaniu. Mimo tego, że na pierwszy rzut oka opakowanie nie wygląda zbyt solidnie, po miesięcznym przechowywaniu go i transportowaniu stwierdzam, że nic się nie dzieje. Na wieczku możemy przeczytać o nazwie firmy i serii produktu. Denko opakowania informuje o wybranym odcieniu oraz dacie przydatności. Szata graficzna jest prosta i z tego co pamiętam nic się nie zmieniło logo firmy przez tyle lat. Wciąż widzimy królewską koronę.


Powtórzę jeszcze raz, że odcień aurora to piękna, mieniąca się śliwka. Wiedziałam, że taki kolor idealnie będzie współgrał z moją tęczówką. Najczęściej właśnie w makijażu sięgam po takie odcienie. Do wyboru mamy aż 10 kolorów więc wierzę w to, że każda z nas znajdzie coś dla siebie. Ja pewnie wypróbowałabym jeszcze chętnie odcienie Neptun i Uranus. Poniżej pokażę Wam jeszcze inne odcienie, które możecie wybrać spośród oferowanych.

Cena za pojedynczy cień jak dla mnie jest niska. Za niecałe 10 zł dostajemy spory, niesamowicie napigmentowany produkt, który pozwoli Wam stworzyć dzienny, jak również wieczorowy look. Zauważyłam, że najlepszy efekt daje wtedy, kiedy aplikujemy go palcem. Próbowałam nałożyć go pędzlem, ale niestety, efekt nie jest tak intensywny. Nie jest to dla mnie żadną przeszkodą. Cień mieni się na różne odcienie fioletu co sprawia, że makijaż daje wrażenie trójwymiarowego. Nie spodziewałam się po nim aż tyle, a dostałam sporo. Lubię być tak mile zaskakiwana. Produkt super się blenduje (palcem:)) i nie zauważyłam większego osypywania podczas aplikacji. Mogę Wam szczerze polecić te cienie. Jeżeli chcecie przyjrzeć się kolorom z bliska, zapraszam  tutaj.
Poniżej przedstawiam Swatche swojego koloru. Czyż nie wygląda pięknie?



Podsumowując uważam, że marka Constance Carroll ma swój wielki powrót. Nie wiem jak sprawdzają się ich pozostałe kosmetyki, ale na te cienie mam naprawdę sporą ochotę. Polecam każdej z Was przyjrzenie się bliżej ich ofercie. Wierzę, że nie zawiedziecie się i chętnie wdrożycie ich cienie do powiek do codziennego użytku.


Znacie te maluszki?:)
Minimalistyczny makijaż świąteczny z użyciem nowości.

Minimalistyczny makijaż świąteczny z użyciem nowości.

Witajcie :)
Jak po świętach? Przejedzeni? Powiem Wam, że jak otworzyłam rano oczy to doznałam lekkiego szoku, bo u mnie jest pełno ŚNIEGU. Tak, dobrze widzicie. Ja już zdążyłam wymienić opony na letnie, także cieszę się, że jeszcze do piątku mam L4. Mam nadzieję, że do tego czasu śnieg zniknie i ja będę mogła spokojnie i bezpiecznie dojechać do pracy.
Dziś chciałabym Wam przedstawić makijaż, który wykonałam w Wielkanoc. Nie wiem czy Wy też tak macie, ale ja powoli się odzwyczajam od malowania (!!). Kiedyś taki makijaż zajmował mi około 30-45min, a teraz mi zeszła godzina! Być może wynika to z faktu, że nie umiałam się na nic zdecydować,a  koniec końców stanęło na moich ulubionych fioletach, które pięknie podbijają moją zieloną tęczówkę oka.
Poniżej przedstawiam makijaż oraz kosmetyki których użyłam do jego wykonania.







LISTA KOSMETYKÓW:















I podkład Maybelline Affinitone, który nie załapał się do zdjęć:)


Jak wyglądał Wasz świąteczny makijaż?:)
Copyright © 2016 zakochana w kolorkach , Blogger